Cezary Zbierzchowski: Wojna to czyste szaleństwo [WYWIAD]

Cezary Zbierzchowski opowiada m.in. o swojej najnowszej powieści science fiction pt. Distortion, filmowych inspiracjach, wojnie i planach pisarskich.

Cezary Zbierzchowski opowiada m.in. o swojej najnowszej powieści science fiction pt. Distortion, filmowych inspiracjach, wojnie i planach pisarskich.

Było o realizmie, to teraz o fantastyce. Wspomniałeś, że być może pozwala ci ona przekraczać granice. A od strony technicznej to po prostu wygodne tło czy też integralna część świata i fabuły?

Oczywiście, jak każda metoda (nurt literacki czy gatunek), fantastyka daje gotowy zestaw środków wyrazu, nawiązań, motywów i oczekiwań odbiorców. Może ograniczać autora albo proponować mu gotowy punkt wyjścia, z którego da się podążyć w bardzo różnych kierunkach. Myślę, że wielu osobom fantastyka wydaje się niesamowicie wygodna, bo dzięki niej możemy dość swobodnie hasać po alternatywnych światach i nie martwić się realiami. I to chyba, do pewnego stopnia, prawda, ale kto pisał lub czytał ambitne powieści, wie doskonale, jak wielką wagę przywiązują fantaści do konstrukcji i spójności świata przedstawionego. Muszą przecież wykreować go od podstaw!

Wygoda nie jest zatem (jedynym) powodem, dla którego pisze się fantastykę. Zwłaszcza taką, która chciałaby coś powiedzieć o świecie. Ciekawsi autorzy miksują w pocie czoła zastaną rzeczywistość, łącznie ze społecznymi trendami i wizjami przyszłości, i kleją z tego materiału coś nowego.

W twoim pytaniu zawarta jest bardzo celna sugestia – fantastyka jest w jakimś stopniu częścią samej fabuły, literackim filtrem nałożonym na świat i bohaterów. Wyostrza pewne problemy i daje możliwość opisania abstrakcyjnych zjawisk, oderwanych od „tu i teraz”. W przypadku Distortion chodzi oczywiście o uniwersalność wojny i pewnych ludzkich zachowań. Pamiętam, jak nieodżałowany Maciek Parowski zauważył kiedyś w recenzji, że używam fantastyki do własnych celów, „wyginam gatunek”. Nigdy się nie dowiem, czy był to zawoalowany zarzut czy komplement. Mimo wszystko, będę „wyginać” ją dalej i krzyżować z innymi gatunkami. Jakoś nie potrafię inaczej.

Wielokrotnie wspominałeś, że zafascynowany jesteś twórczością Philipa K. Dicka. Odnajdziemy w Distortion jakieś inspiracje czy elementy wspólne z twórczością Amerykanina?

Tu akurat odpowiedź będzie stosunkowo prosta: świadomie nie inspirowałem się Dickiem, pracując przy tej powieści. Ale gdybyśmy mieli pogrzebać trochę głębiej, okazałoby się pewnie, że Distortion, podobnie jak wiele opowieści z Rammy, przesiąknięte jest duchem Valisa. Ta powieść wpłynęła na mnie na tak fundamentalnym poziomie, że wykreowała potem cały świat, w którym się poruszam jako autor. A światło, które widzi Markus Trent, można uznać za bardzo Dickowskie w swojej naturze.

Cezary Zbierzchowskifot.M.Mikolajczak

Gdybyś mógł przyrównać Distortion do jakiś filmów czy seriali, to jakie byłyby twoje typy?

Jeśli pozwolisz, skupię się przede wszystkim na filmach. Chodzi o to, że generalnie na moje pisanie – co może być pewnym zaskoczeniem dla czytelników – większy wpływ wywierało zawsze kino niż literatura. A filmy wojenne inspirowały mnie w szczególności podczas pracy nad Distortion. Zacznę od najbardziej oczywistych nawiązań: Czas apokalipsy, do którego odnosi się w powieści cały Conradowski motyw podróży do jądra ciemności, jak również Pluton, z którego zaczerpnąłem motto.

Wymienić jeszcze należałoby m.in. Pełny magazynek, Helikopter w ogniu, Jarhead, 9 kompanię, The Hurt Locker, Snajpera czy naszą Karbalę. Jak widzisz, traktują one o bardzo wielu konfliktach – o Wietnamie, Iraku, Afganistanie czy Somalii, ale wszystkie wykręcają mózg na lewą stronę i przynajmniej ja przeżyłem je bardzo głęboko. Niesamowity jest też serial Kompania braci. Ale wspomnę też o filmie słabym i mało znanym, który nosi tytuł Czerwone piaski. To połączenie obrazu wojennego z horrorem, które na poziomie myślenia o konstrukcji książki bardzo mi się spodobało.

Jeśli zaś chodzi o literaturę, to bezapelacyjnie wygrywa jeden z ulubionych autorów mojej młodości, czyli Erich Maria Remarque. Gdyby ktoś zastanawiał się, dlaczego kraj, który graniczy z Republiką Rammy (głównym światem moich tekstów) i jest areną wojennych wydarzeń, nazywa się Remark, to odpowiadam mu bardzo subtelnie. Cytat z Remarque’a (Na zachodzie bez zmian) zamyka zresztą Distortion i, mam nadzieję, wpisuje dodatkowo tę książkę w pewien dyskurs o wojnie.

Piszesz raczej wolno, więc być może za wcześnie na takie pytanie… ale czy masz już w głowie pomysły na następne powieści lub opowiadania?

Kiedy sięgam pamięcią do kilku wypowiedzi z przeszłości, które traktowały o moich pisarskich planach, okazuje się, że te przewidywania zawsze były bardzo niedokładne. Z wydaniem Distortion pomyliłem się – bagatela – tylko o dwa lata. Wydawało mi się, że książka może ukazać się wcześniej, ale musiałem jednak poświęcić jej dużo więcej czasu i uwagi. Nie idzie mi futurologia.

Sytuacja trochę się jednak zmieniła. Coraz bardziej pisanie wypełnia mi życie i staje się przynajmniej drugim zawodem, nie pasją, dlatego mogę zakładać, że wszystko będzie działo się teraz szybciej. Skończyłem właśnie serial dla Storytela, o którym nie mogę jeszcze zbyt wiele powiedzieć. Nie jest to, w każdym razie, historia osadzona w świecie Rammy, tylko w Polsce, w niedalekiej przyszłości. Dzieje się na wsi i jest bardzo słodko-gorzka. Myślę, że ukaże się w ciągu kilku miesięcy.

Na początku 2020 roku Powergraph wznowi prawdopodobnie w druku zbiór opowiadań Requiem dla lalek. Dodatkowo planujemy w przyszłym roku wydanie drugiego tomu opowiadań, który zawierałby trzy teksty rozproszone w NF, FWS i antologii Przedmurze oraz trzy nowe opowiadania, nad którymi będę niedługo pracował. Ten zbiór nosi na razie roboczy tytuł Pacyfikacja. Teksty do Pacyfikacji to moje pisarskie wyzwanie na najbliższe miesiące.

Nie ukrywam, że chciałbym spróbować również swoich sił poza fantastyką. Mam już pomysł na historię będącą połączeniem powieści obyczajowej i thrillera, cały czas zbieram do niej materiały. Zgromadziłem też sporo nagrań (wywiadów i filmów) do książki reportażowej. Obiema postaram się zająć w przyszłym roku i zwłaszcza ta fabularna kusi mnie niesamowicie. Mam nadzieję, że będzie mocna, choć jedynie muśnięta delikatnie fantastyką.

Natomiast dla czytelników, którzy po przeczytaniu Holocaustu F i Distortion chcieliby dowiedzieć się czegoś o ostatniej części trylogii rammańskiej (Exogenesis), mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że cały czas o tym myślę i zacząłem dyskutować nawet o założeniach powieści z moim przyjacielem, fizykiem, który zresztą pomagał mi trochę przy Distortion. Zła wiadomość to czas powstania tej książki. Za Exogenesis wezmę się dopiero wtedy, kiedy poczuję, że pomysł jest gotowy, aby się z nim zmierzyć. Myślę, że zacznę pisać ją najwcześniej za rok.

Chcesz spróbować sił w powieści w thrillerze – a co z innymi gatunkami fantastyki? Nie kusi cię klasyczne fantasy czy groza? A może to zupełnie nie twoje klimaty?

Fantasy cenię za niezwykły rozmach i baśniowość, ale na szacunku i podziwie dla pomysłowości autorów kończy się moje zainteresowanie tym nurtem. Te historie po prostu mnie nie wciągają, nie mam naturalnych skłonności do czytania ani, tym bardziej, do pisania tej odmiany fantastyki. Jeśli kiedyś „popełniłbym” jakiś tekst fantasy, zrobiłbym to chyba wyłącznie po to, aby sprawdzić, czy potrafię. Nie jestem jednak pewien, czy jest to najlepsza motywacja do pisania czegokolwiek.

Z horrorem rzecz ma się zupełnie inaczej. W młodości zaczytywałem się horrorami i w niektórych moich tekstach pojawiają się jego elementy. Nawet w Distortion, kiedy pierwiastek fantastyczny wychodzi wreszcie z cienia, narasta groza, którą można naturalnie skojarzyć z horrorem. Nie odżegnuję się zatem od pisania takich tekstów, musiałbym jednak mieć wewnętrzne przekonanie, że znalazłem ciekawy temat i potrafię powiedzieć coś nowego o ludzkim lęku. A to jest niezwykle trudne. Najbardziej prawdopodobne wydaje się więc kontynuowanie dotychczasowej metody, czyli dosypywanie szczypty horroru tu i ówdzie do utworów, które klasycznymi horrorami nie są.

Chciałbym zresztą podsumować tę rozmowę pewną myślą, która może jest banalna, ale mnie wydaje się niezwykle ważna. Rozmawialiśmy tu sporo o powieści wojennej oraz o fantastyce i jej odmianach, o możliwościach, jakie daje autorowi. Mówiąc najkrócej, o zmaganiu się z pisaniem utworów „gatunkowych”. A tak naprawdę nie chciałbym ograniczać się do jednego konkretnego nurtu. Raczej pisać rzeczy, na których mi zależy i które podczas lektury sprawią czytelnikowi satysfakcję i wytrącą go z rutyny. A nurt czy gatunek jest naprawdę drugorzędną sprawą, pozwala tylko dotrzeć łatwiej do konkretnej książki, rozpoznać ją na półce w księgarni. I mam nadzieję, że recenzenci, krytycy i historycy literatury podzielą kiedyś ten punkt widzenia.

Strony:
  • 1
  • 2 (current)

Źródło: fot. M.Mikolajczak

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV