Filmy w klimacie cyberpunku

Z okazji długo oczekiwanej premiery hoolywoodzkiej adaptacji Ghost in the Shell przyglądamy się innym filmom w klimacie cyberpunku. Co obejrzeć jeżeli po powrocie z kina wciąż nam mało?

Z okazji długo oczekiwanej premiery hoolywoodzkiej adaptacji Ghost in the Shell przyglądamy się innym filmom w klimacie cyberpunku. Co obejrzeć jeżeli po powrocie z kina wciąż nam mało?

Mateusz Tutka
Mateusz Tutka
Tagi:  Cyberpunk 

Cyberpunk jako nurt w literaturze pojawił się mniej więcej w latach 80. poprzedniego stulecia. Nie oznacza to, że wcześniej nie istniał. Raczej należy powiedzieć, iż nie był zdefiniowany i niejako wciąż nie jest. Mówiąc o cyberpunku, wszyscy mamy w głowie jakieś wyznaczniki, które powinny zostać spełnione, byśmy zaliczyli dzieło do tego nurtu. Bez wątpienia potrzebny jest dystopijny świat, na czele którego stoją futurystyczne korporacje oraz rozwinięte technologicznie, lecz przy tym niezwykle zepsute społeczeństwo (tzw. „high tech & low life”). Oczywiście istotny tutaj będzie człon „cyber”; jakaś wielka sieć łącząca ludzi albo nawet sztuczna inteligencja integrująca się z ludźmi, czy też technologia zbliżająca ludzi do robotów (albo vice versa). To wszystko rzecz jasna musi mieć pesymistyczny wydźwięk. Technologia ma być zagrożeniem dla egzystencji ludzi. Świetnie cyberpunk opisany został przez futurystów (na około 60 lat przed pierwszym użyciem terminu!). Ich zasada „3M – Miasto, Masa, Maszyna” doskonale oddaje przewodnią myśl przedstawianego tu nurtu. Dlatego na liście znalazło się wiele filmów, które mimo cech wspólnych, mogą się od siebie znacząco różnić. Niektóre z nich nie zawierają nawet wszystkich przytoczonych tutaj cech, ale wątpliwości nie ma, że każdy przedstawiony obraz należy do tej kategorii.

Łowca androidów (1982)

Kanon filmowego cyberpunku. Dla zachodniego widza Blade Runner jest synonimem tego nurtu. Można w nim znaleźć wszystko, o czym pisałem wyżej. Film Ridleya Scotta tak bardzo zdefiniował gatunek, że na każdy kolejny tytuł utrzymany w tym stylu patrzymy właśnie przez pryzmat Łowcy. Jeden z najlepszych obrazów w dorobku Ridleya Scotta z Harrisonem Fordem w szczytowym momencie swojej kariery w głównej roli. Produkcja pomimo ponad trzydziestu lat na karku w ogóle się nie zestarzała, a tego klimatu po prostu podrobić się nie da. W tym roku premierę będzie miał sequel w reżyserii uzdolnionego Denisa Villeneuve. Potwierdzono już, że tytuł tworzony jest pod kategorię wiekową „R”, więc można być optymistą. Nawet jeśli nowy film nie będzie udany, to zawsze zostaje oryginał oraz świetna gra przygodowa z 1997, do której nawet dziś warto wrócić.

Matrix (1999)

Ten kultowy film braci Wachowskich (złośliwcy mówią, że jedyny udany) również zaliczany jest do cyberpunku. Dla pokolenia przełomu wieków The Matrix jest tym, czym dla lat 80. były Gwiezdne Wojny (za odpowiednik trylogii prequeli w tym przypadku robią dwa sequele). Wpływ tego obrazu na kulturę jest tak ogromny, że do dzisiaj musimy oglądać ludzi chodzących w długich czarnych płaszczach z ciemnymi okularami na nosie. Zresztą Matrix był takim fenomenem, że zżynał nawet z samego siebie. Jednak nie jest to zwykły „akcyjniak”, a tytuł oferujący coś więcej; zadający pytania z nurtu filozofii (Co jeśli świat jest iluzją?). Choćby dlatego wciąż warto wrócić do tego filmu (i potem przy okazji przypomnieć sobie świetną sekwencję na autostradzie z drugiej części).

Robocop (1987)

Film o policjancie, którego po śmierci przywrócono do życia jako robota. W roli złej korporacji występuje Omni Consumer Products, a metropolią przyszłości zostało Detroit. Wersja z lat 80., mimo iż obecnie zaczynająca trącić kiczem, to w dalszym ciągu warte uwagi kino. Zresztą Superglina (jak brzmiał oficjalny polski tytuł) doczekał się w 2014 roku remake'u, a i tak lepiej sięgnąć po oryginał – to chyba wystarczająca rekomendacja. Dlaczego? Klimatu obrazu Paula Verhoevena podrobić się nie da (mówcie, co chcecie, ale wygląd głównego bohatera ze starszej wersji ma swój niepowtarzalny urok), jeżeli doliczyć do tego większą brutalność (obecnie produkcja dostałaby kategorię wiekową „R”), to wydaje się jasne, że jeżeli ktoś szuka ciekawego cyberpunkowego filmu akcji powinien przypomnieć sobie tego klasyka.

Metropolis (1927)

W ramach ciekawostki warto obejrzeć tego pradziadka kinematografii. Dowód na to, że cyberpunk nie jest wytworem ostatnich 30-40 lat. Nieudźwiękowiony, czarno-biały film przedstawia wizję społeczeństwa podzielonego na dwie klasy: wyższą – myślicieli (tworzący plany) oraz niższą – robotników (wytwarzających te plany). Obie grupy są od siebie odseparowane do czasu, aż jeden z myślicieli postanawia zejść do podziemi. Obraz na dzisiejsze czasy archaiczny, lecz wciąż inspirujący. Dla wielbicieli starego kina pozycja obowiązkowa, a dla reszty interesująca porcja historii filmografii. Niektóre tytuły niezależnie od roku powstania po prostu wypada znać. Warto dodać, że uważa się, iż naziści mogli zainspirować się tym filmem podczas wymyślania obozów koncentracyjnych.

Akira (1988)

Skoro artykuł powstał przy okazji adaptacji japońskiej animacji na grunt filmów aktorskich, to nie mogło zabraknąć w niej innego animowanego arcydzieła z Kraju Kwitnącej Wiśni (które ciągle czeka na swoją szansę w Hollywood). Akcja Akiry rozgrywa się w roku 2019 – 31 lat po nuklearnym wybuchu niszczącym Tokio. W miejscu stolicy powstaje nowe miasto – Neo-Tokio. Trudno nazwać je bezpieczną metropolią, gdyż na każdym kroku rywalizujące ze sobą młodociane gangi motocyklistów podkładają w nim bomby, a w podziemiach działają antyrządowe grupy, których ambicją jest przejęcie władzy i zaprowadzenie własnych porządków. Nie można przy tym zapomnieć o fanatykach religijnych przepowiadających przyjście Akiry. Ze względu na swoją historię Japonia wydała się idealnym miejscem do rozwoju cyberpunku. Takie dzieła jak to tylko umacniają w tym przekonaniu.

Pamięć absolutna (1990)

Kolejny film w zestawieniu, który doczekał się remake'u i – podobnie jak w przypadku Robocopa – był to remake niepotrzebny (co ciekawe, obydwa filmy były oryginalnie wyreżyserowane przez Paula Verhoevena). Poza specyficznym umiejscowieniem akcji Total Recall została zapamiętana dzięki Arnoldowi Schwarzeneggerowi (rola w tym obrazie jest jedną z najlepszych w jego dorobku). Ten tytuł to nie tylko zwykły „akcyjniak”, ale również coś więcej. Porusza on problem ludzkiej pamięci, stawiając m.in. pytanie: Gdzie jest granica między rzeczywistością a fikcją?

Strony:
  • 1 (current)
  • 2

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV