Gdy bohater na ekranie idzie inną drogą niż książkowy pierwowzór

Nierzadko serial bądź cykl filmów to ekranizacja literatury. Zdarza się jednak, że podobnie zaczynające się opowieści z czasem całkiem się uniezależniają.

Nierzadko serial bądź cykl filmów to ekranizacja literatury. Zdarza się jednak, że podobnie zaczynające się opowieści z czasem całkiem się uniezależniają.

Nie, nie – to nie jest kolejny tekst o Game of Thrones. Kto wie, może gdy przeczytamy kolejną powieść z cyklu George'a R.R. Martina, uznamy, że faktycznie to, co widzieliśmy na ekranie telewizorów w 2016 i kolejnych latach, jest bardzo różne od wersji literackiej, ale teraz to wciąż jeszcze niewiadoma.

Tymczasem mamy w kulturze popularnej trochę ekranizacji cykli książkowych, w których spece od scenariuszy w pewnym momencie stwierdzili, że nie podoba im się droga, którą poszedł pisarz, i chcą swoją opowieść kontynuować inaczej. Czasami widz/czytelnik nie jest tego świadom i z opóźnieniem sięga po książki, by przekonać się, że są zupełnie o czymś innym.

Pretekstem do rozejrzenia się po tym temacie jest zbliżająca się wielkimi krokami premiera Bridget Jones's Baby. Pierwsze dwa były klasycznymi ekranizacjami książek. Helen Fielding napisała Dziennik Bridget Jones w 1996 r., a trzy lata później W pogoni za rozumem: Dziennik Bridget Jones. Filmy z Renee Zellweger nakręcono kolejno w 2000 oraz 2004 r. i wydawało się, że to wszystko. Tymczasem pisarka wróciła do swej bohaterki po 15 latach przerwy, wydając Bridget Jones. Szalejąc za facetem. Filmowcy stwierdzili, że nie będą gorsi, ale nie spodobało im się chyba specjalnie to, co przeczytali, więc stworzyli coś zupełnie innego. Ich Bridget Jones's Baby, której zresztą współscenarzystką jest sama Helen Fielding, to zupełnie inna historia, niemająca nic wspólnego z nową książką.

Tak właśnie robią filmowcy - gdy uznają, że bohater jest już na tyle wypromowany i wymyślony, że nie potrzebuje literackiego wsparcia, idą własną drogą. Tak było chociażby z Jackiem Ryanem, postacią stworzoną w powieściach Toma Clancy'ego. Za pierwszym razem, w 1990 r. w The Hunt for Red October, zagrał go Alec Baldwin. W kolejnych dwóch filmach - Patriot Games (1992) i Clear and Present Danger (1994) - Harrison Ford. Były to świetne ekranizacje powieści Clancy'ego. Czwarty film, Suma wszystkich strachów (2002) z Benem Affleckiem, też ma swój literacki pierwowzór, acz traktowany bardzo luźno. Przy kolejnym filmie, Jack Ryan: Shadow Recruit (2014) z Chrisem Pine'em, nie sposób znaleźć żadnego tekstu Clancy'ego, który mógłby choć po części zainspirować twórców. Niedawno ogłoszono, że powstanie serial o Jacku Ryanie dla Amazona. Ciekawe, czy do niego trafią jakieś pomysły Clancy'ego.

Inny bohater współczesnej popkultury, Jason Bourne, przeszedł podobną metamorfozę. Pierwszy, telewizyjny film Tożsamość Bourne'a z 1988 r. z Richardem Chamberlainem był wierną adaptacją powieści Roberta Ludluma. Drugi raz twórcy filmowi podeszli do tematu w 2002 r. wkrótce po śmierci pisarza, który tak w ogóle stworzył trzy powieści o tym bohaterze. Film z Mattem Damonem był znacznie luźniej inspirowany prozą Ludluma, ale trzeba przyznać, że trzymał się jej ducha i odniósł spory sukces. Powstały więc kolejne, The Bourne Supremacy (2004) i The Bourne Ultimatum (2007), których tytuły zgadzają się z powieściami Ludluma - ale tylko tytuły. Fabuły są o czymś zupełnie innym. Następne filmy, The Bourne Legacy (2012) i tegoroczny Jason Bourne, nie mają już żadnych literackich powiązań, choć paradoksalnie wciąż powstają kolejne powieści z tym bohaterem, tworzone już teraz przez innego autora – Erica van Lustbadera.

A skoro mowa o agencie specjalnym o inicjałach JB, który pojawia się w filmach mających takie same tytuły co powieści o nim, ale o zupełnie innych fabułach... No właśnie - James Bond. To chyba najlepszy i najmocniejszy przykład literackiej postaci, która w kinie dostała drugie, nowe życie. Powieści Iana Fleminga początkowo (w latach 60.) ekranizowano dość wiernie, ale z czasem (również i tu dołożyła się śmierć autora książek) coraz mocniej od nich odchodzono. Czasem zostawały niektóre nazwiska postaci drugoplanowych albo tytuł - i tyle. Czy wiecie, że tytuł filmu 007 Quantum of Solace z 2008 r. ma swój literacki odpowiednik? Tyle tylko, że w wersji Fleminga to krótkie opowiadanie, w którym Bond w zasadzie nic nie robi - będąc na przyjęciu u gubernatora Bahamów, wysłuchuje historię życia pewnej starszej pani, która kiedyś była młodą stewardessą.

Przechodząc do seriali – tu dobrym przykładem zjawiska, o którym mowa, jest popularny przed kilku laty amerykański serial Dexter (2006-2013). Opowieść o pracującym w policji sympatycznym seryjnym mordercy oparta była o powieść Jeffa Lindsaya, a dokładniej pierwszy sezon oparty był o pierwszą powieść, Demony dobrego Dextera. Kolejne już coraz mniej (by nie powiedzieć, że w ogóle) interesowały filmowców, którzy poprowadzili postać graną przez Micheala C. Halla inną drogą – trzeba przyznać, że równie krwawą i interesującą.

Wreszcie polski przykład, bo przecież my nie gęsi i swoich filmowców mamy. Oni też parę razy udowadniali nam, że z ekranizowaniem literatury ze zrozumieniem radzą sobie różnie, ale w tym temacie tak naprawdę najlepszym przykładem jest i tu serial telewizyjny - bo przecież Dom nad rozlewiskiem był wierną adaptacją powieści Małgorzaty Kalicińskiej pod tym samym tytułem. Autorka napisała jeszcze potem sequel i prequel do swego hitu, tymczasem telewizyjni twórcy, nie oglądając się już właściwie na jej prozę, stworzyli cztery kolejne sezony (każdy pod ciut inną nazwą), w których pociągnęli obyczajowe wątki z pierwszej opowieści w sposób nie do końca zgodny z duchem oryginału. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie, jeśli czytało się książki, ale może widz polskich seriali właśnie tego potrzebował...


Bridget Jones 3 - plakat

Pokazy przedpremierowe Bridget Jones's Baby odbędą się w Multikinie 10 września, a 13 września panie będą mogły obejrzeć ten film w ramach Kina na Obcasach. Przedsprzedaż biletów już ruszyła.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV