- Za tych, co szaleni. Za odmieńców. Buntowników. Awanturników. Niedopasowanych. Za tych, co patrzą na świat inaczej. Oni nie lubią zasad. Nie szanują status quo. Można ich cytować, można się z nimi nie zgadzać; można ich wysławiać, można ich zniesławiać. Ale jednego nie można zrobić - nie można ich ignorować. Bo to oni zmieniają świat. Popychają ludzkość do przodu. I choć niektórzy mogą widzieć w nich szaleńców, my dostrzegamy w nich geniusz. Ponieważ to ludzie wystarczająco szaleni, by sądzić, że mogą zmienić świat... są tymi, którzy go zmieniają - Ashton Kutcher tymi słowami Steve’a Jobsa kończy film Jobs. Oddają one status filmowego nerda ostatnimi czasy. To właśnie te niedopasowane jednostki powoli zmieniają oblicze kinowego oraz telewizyjnego dziwaka uzależnionego od komputerów, mało towarzyskiego, ale także – jak pokazują przykłady – wygranego życiowo człowieka. Kim jest współczesny nerd? Nowym bohaterem popkultury, na dobre zadomowionym w telewizorze i na srebrnym ekranie, a może chwilową modą i uzupełnieniem typowego macho? 

Nerdem być

Słowo nerd z języka angielskiego oznacza tyle co spec, chociaż byłoby to tłumaczenie zbyt dosłowne i pozbawione odpowiedniego kontekstu. Za granicą jest to określenie stricte pejoratywne, ale i to się zmienia - bohaterowie licznych produkcji pokazują, że nie ma się czego wstydzić. Nerd to osoba często aspołeczna, introwertyczna, uzależniona od komputerów, zafascynowana komiksami, grami wideo, filmami science fiction i niesamowicie inteligentna, uzdolniona najczęściej w kierunkach ścisłych. Przez lata pojęcie rozwijało się, a pod grupę nerdów podciągnięto geeków (rozróżniając terminy przystosowaniem społecznym – geek jest bardziej "cywilizowany", zdolny do kontaktów społecznych), kujonów, frajerów, mięczaków i niemal wszystkich, którzy mają problem z kobietami czy szkolnymi celebrytami.

Stąd naturalnym środowiskiem wszystkich filmowych i telewizyjnych nerdów będzie wspomniana szkoła. Najczęściej liceum, gdzie podział społeczny i ściśle określona hierarchia jest aż nadto widoczna. Sportowcy, cheerleaderki, luzaki czy wszystkie inne warstwy zawsze będą nadrzędne w stosunku do biednych nerdów tworzących swoje kółka szachowe i pomiatanych przez całą resztę. Owo niedopasowanie najczęściej przenosi się na dalsze, dorosłe życie, skutecznie odcinając nerdów od jakichkolwiek kontaktów z "normalnymi" lub też "atrakcyjnymi" ludźmi. Znakiem szczególnym bowiem jest właśnie ubiór: okulary, koszule flanelowe bądź też białe z krótkimi rękawami i obowiązkowo krawatem lub mało atrakcyjnym wizualnie sweterkiem albo wełnianą kamizelką. Współcześnie obraz ten nieco się zmienił, a nerdy nieco zyskały na atrakcyjności.

Powrót do przeszłości

Wspominając o naturalnym środowisku wszystkich kujonów, wymieniłem liceum. Jest to o tyle ważne, że w nim właśnie odmienność jest najbardziej widoczna. To, co dzieje się po szkole średniej, zostaje pokazane w wielu produkcjach, ale jest to już obraz zgoła odmienny. Wszak wykorzystującym inteligencję nerdom żyje się nad wyraz dobrze - zarabiają niezłe pieniądze, często nawiązują kontakty społeczne, mają swoje dziewczyny, żony oraz przyzwyczajenia (te się nigdy nie zmieniają). Obraz ten znamy z licznych seriali i filmów. Teoria wielkiego podrywu czy Jobs pokazują nam nerda właśnie w życiu dorosłym. Nadal aspołecznego, a jednocześnie wygranego.

Zanim jednak dojdziemy do dorosłego życia i wyzwań, które czekają przed każdym kujonem, warto zobaczyć, jakie jest ich życie szkolne – czy to w ogólniaku, czy też na studiach. To przecież tam czekają na nerda pierwsze imprezy i miłości; pomimo ich wyobcowania filmowcy uwielbiają stawiać przed geekami wyzwania typu: idź na imprezę, upij się pierwszy raz w życiu, znajdź sobie dziewczynę. Szczególnie zaś umiłowali sobie motyw rywalizacji. Koniecznie z silniejszą społecznie i fizycznie grupą.

W 1984 roku pojawił się obraz, który niejako zdefiniował postrzeganie nerdów w kinie, jednocześnie nakreślając schemat fabularny obowiązujący po dziś dzień. Mowa o "Zemście frajerów". Ów motyw rywalizacji pomiędzy niewysportowanymi, mało atrakcyjnymi, genialnymi odmieńcami a sportowcami przewijał się potem w filmach oraz serialach wielokrotnie. Wystarczy tylko wspomnieć prequel "Potworów i spółki", czyli Uniwersytet potworny, lub serial "Luzaki i kujony". Dzieło z Robertem Carradine'em i Anthonym Edwardsem w rolach głównych stało się nieoczekiwanie hitem i doczekało aż trzech kontynuacji. Co przesądziło o sukcesie? Zapewne świeże podejście do tematu. Rywalizacja zawsze jest nośnym tematem, zaś stworzenie dysonansu w postaci postawienia się grupy słabszych przeciwko rządom silniejszych dobrze się sprzedało. Któż z nas nie był poniżany w szkole? Wszak zawsze znajdzie się jednostka silniejsza, działająca w grupie i wyżywająca się na tych mniej akceptowanych. To nie siła mięśni jednak przesądza o sukcesie, a spryt, działanie zespołowe oraz inteligencja. Jak powiedział bohater obrazowany przez Carradine’a, Lewis Skolnick: "Nie mamy mięśni, nie mamy dziewczyn, nie mamy przyjaciół, ale mamy mózgi!". Co uczyniło bohaterów "Zemsty frajerów" tak popularnymi? Może właśnie owa odmienność, a także fakt, że w ogólnym rozrachunku to oni stali się zwycięzcami - i to nie tylko moralnymi. Lewis poderwał najładniejszą dziewczynę w szkole, z którą zresztą wziął później ślub. Bycie nerdem przestaje być obciachem, a pokazuje, że można zwyciężyć.

Ach, te szkolne czasy

Wizerunek ten utrwalają późniejsze produkcje, pokazujące nerdów w ich naturalnym środowisku. "Luzaki i kujony" to osiemnastoodcinkowy serial, w którym również występują dwie "nacje". Tytułowe luzaki i kujony mają wydźwięk dodatkowy, gdyż w każdej z grup jest przedstawiciel rodziny Weirów. Bohaterowie, czyli rodzeństwo Sam i Lindsay, są jak ogień i woda. Ona - popularna, wpadająca w coraz gorsze towarzystwo; on - spokojny, opanowany, nieco odmienny, przez co nazywany kujonem. Choć serial nie doczekał się kontynuacji, był bardzo ważny. Jednym ze scenarzystów był Judd Apatow, a występował tam także Seth Rogen. Obaj panowie dla wizerunku nerdów są niezwykle istotni, bo dokonali odświeżenia formuły, tworząc Supersamca, czyli kamień milowy w nowoczesnym postrzeganiu nerdów. Historia Evana, Setha i Fogella jest kwintesencją filmów o licealnych nerdach próbujących wreszcie kogoś zaliczyć. I choć w założeniu mocno przypomina choćby serię American Pie, to jednocześnie jest od niej o wiele odważniejsza. W wieloczęściowej sadze o licealistach próbujących w końcu "zaliczyć" mieliśmy do czynienia z odmieńcami, ale nie były to typowe kujony. Uprawiali sporty, mieli znajomych, chodzili na imprezy, a nawet znali jednego z najbogatszych i najpopularniejszych dzieciaków w szkole (Stiffler); ich jedyną słabością była nieśmiałość i brak pewności siebie. Bohaterowie Supersamca to typowi przedstawiciele nerdów, gdzie najdoskonalszą odmianą jest bohater grany przez Christophera Mintz-Plasse. Jego wizerunek to hołd oddany klasykom, chociażby "Zemście frajerów". Niewiele lepszy od niego jest Michael Cera w roli Evana. Tych dwóch zresztą przez długi czas kojarzonych będzie z nerdami. Ich filmowe emploi pełne jest podobnych ról (wystarczy wspomnieć o Scott Pilgrim kontra świat czy Kick-Ass).

Komedii szkolnych, w których pierwsze skrzypce grają nerdy, jest zresztą więcej. Nie zawsze bohaterami są mężczyźni. Wystarczy spojrzeć na film Cała ona czy późniejszą parodię To nie jest kolejna komedia dla kretynów, gdzie dziewczyna dzierży palmę pierwszeństwa, stając się główną bohaterką, a przy tym wciąż pozostając nerdem. Okulary i niedbały wygląd to oczywiście tylko pozory. Po poznaniu najprzystojniejszego chłopaka w szkole okazuje się, że wystarczy makijaż, ściągnięcie szkieł i mamy do czynienia z niezwykle atrakcyjną kobietą.

Wszystkie dzieła, zarówno kinowe, jak i serialowe, których akcja umiejscowiona zostaje w liceum bądź na studiach, opowiadają przede wszystkim o sile przyjaźni, akceptacji samego siebie oraz… seksie lub pierwszych nieśmiałych próbach poderwania drugiej osoby. W podobnym tonie utrzymano obraz The To Do List - główna bohaterka również jest typem nerda, a przynajmniej aspołecznego kujona, i pomimo dwóch koleżanek wciąż pozostaje poza głównym obiegiem najpopularniejszych osób w szkole. Temat tabu, jakim jest seks, dobrze obrazuje problemy nerdów, z którymi spotykają się w czasach szkoły średniej, jednocześnie przygotowując ich na dorosłe życie.

Zostać człowiekiem sukcesu

Słowo "sukces" zostało na stałe wpisane w słownik nerda za sprawą The Social Network Davida Finchera. Biografia twórcy Facebooka jest jak dotąd jednym z najlepiej zrealizowanych filmów biograficznych, jednocześnie dobrze ukazując drugą stronę natury kujona. To już nie lekka komedia wyśmiewająca pewne cechy charakteru i stawiająca nerda w pozytywnym świetle jako niegroźnego dziwaka, który z pomocą kumpli osiąga coraz to wyższy status społeczny w szkole. To przede wszystkim historia samotności i wielkich pieniędzy. Nieco może przekłamana, bo jak twierdzą znajomi Marka Zuckerberga, jest on człowiekiem przyjaznym i zabawnym (choć wciąż nieco ekscentrycznym i odmiennym). Fincher poszedł na całość, ukazując nieprzystosowanego społecznie introwertyka, dla którego sukces nie był celem samym w sobie, podobnie zresztą jak pieniądze – te atrybut stały się pochodną jego pasji.

O tym, że mamy do czynienia z nietypową jednostką, świadczy już pierwsza scena dialogu pomiędzy Jesse Eisenbergiem a Ronney Marą oraz spacer Marka do kampusu w samych tylko klapkach. Jego relacje z innymi ludźmi pokazują prawdziwy obraz nerda, niezniekształcony przez komedie dla nastolatków. Mimo że miał swoją grupę znajomych, do końca niemal pozostał samotnikiem oddanym swojej pracy i pasji. Może więc prawdziwy nerd powinien działać w pojedynkę? Podobnie jak bohater filmu Jobs, który, choć odziany w szaty buddyzmu i frutarianizmu, wciąż jest typem samotnika, chodzącego często bez butów w dziwaczny sposób - aspołeczny, niezdolny do głębokich odczuć, w całości skoncentrowany, podobnie jak Mark, na tworzeniu komputerowych dzieł sztuki. Postacie te zresztą są podobne nie tylko ze względu na zainteresowania czy charakter. Również aktorzy ich grający są dobrze obeznani w temacie. Eisenberg grał w serialu "Luzik – Guzik", a Ashton Kutcher od jakiegoś czasu gra nieco bardziej społeczną odmianę nerda (w tym oczywiście bardziej przystojną), czyli Waldena Schmidta w Dwóch i pół.

Samotność na nic się jednak zda, gdyż nawet biografie komputerowych geniuszy pokazują, że zawsze potrzebny jest dodatkowy element ludzki. Ani Zuckerberg, ani też Jobs nie osiągnęliby sukcesu, gdyby nie przyjaciele. Podobnego zdania są twórcy peanu na cześć Google. Stażyści nie tylko wychwalają działania zespołowe, ale pokazują, że bycie nerdem jest najwspanialsze na świecie. Nie dość, że można pracować w firmie marzeń, to jeszcze umawiać się z gorącą instruktorką tańca dorabiającą jako tancerka egzotyczna. Wystarczy być sobą i nie wstydzić się swoich pasji.

Skoro kocham komiksy, to zostanę superbohaterem

Wychodzi więc na to, że nerd może osiągnąć wszystko - nawet zostać superbohaterem. Wspomniany już Kick-Ass czy Scott Pilgrim kontra świat (tutaj mocna stylistyka komiksowa, ocierająca się momentami o kino superbohaterskie) opowiadają o zwyczajnych chłopakach, momentami nerdach, którzy zostają bohaterami, choć bez supermocy.

O wiele lepiej radzi sobie protoplasta wszystkich superbohaterskich nerdów, czyli Peter Parker. Ten zamknięty w sobie, nieśmiały chłopak pasjonujący się fizyką i fotografią jest nadzieją dla wszystkich nerdów. Po ugryzieniu przez radioaktywnego pająka staje się co prawda Spider-Manem, ale najważniejsza jest jego przemiana wewnętrzna. Większa pewność siebie, awans towarzyski w postaci kochającej dziewczyny zwiastują pewne zmiany, ale Peter wciąż pozostaje sobą. Filmowy wizerunek tej postaci został jednak nieco zmieniony. Mimo że Tobey Maquire ubrał okulary, nie wyglądał jak typowy kujon, zaś Marc Webb w restarcie serii postanowił zrobić z Parkera raczej odizolowanego hipstera niż nerda z prawdziwego zdarzenia. Strach przed krytyką publiczności czy może celowy zabieg, aby nie było aż takiej rozbieżności pomiędzy Peterem przed przemianą i po przemianie?

Może po prostu zmienia się filmowy wizerunek nerda? Wszak Chuck Bartowski, bohater serialu Chuck, także nie jest typowym przedstawicielem swojego gatunku. Pomimo zainteresowań, ciamajdowatości i braku kondycji fizycznej wygląda jak normalny facet, a dla wielu kobiet może być nawet atrakcyjny lub przynajmniej słodki. Zyskuje przy tym dostęp do superkomputera CIA i zostaje tajnym agentem. Łączy więc - podobnie jak poprzedni bohaterowie - świat typowego nerda z domeną dostępną wcześniej tylko dla osobników macho.

Teorię tej małej zmiany fizycznej u kujonów potwierdza przypadek Felicity z Arrow. Kolejna kobieta-nerd, ubrana już stosowniej do okazji (będąc asystentką Oliviera Queena, nie wypada nosić dziwnych, wzorzystych sweterków), choć wciąż w okularach, okazuje się niezwykle atrakcyjna fizycznie. O jej rodowodzie świadczy jedynie zachowanie, nieśmiałość, plątanie się w rozmowach o uczuciach i niezwykłe zdolności komputerowe. Przynależność do grupy superbohaterów pokazuje zaś, że nawet kujony mogą być niezwykle ważni.

Dorosłe życie pełne sukcesów

Wszystkie te przykłady pokazują pewną zmianę w postrzeganiu nerda, a także to, co ich czeka w dorosłym życiu. Niemal zawsze jest to sukces - czy to osobisty, w postaci wspaniałej i atrakcyjnej żony (jak w "Zemście frajerów"), czy finansowy (Jobs, The Social Network, Dwóch i pół). Wychodzi na to, że bycie nerdem jest niezwykle opłacalne. Choć uczciwie trzeba przyznać, że nie jest też proste.

Najdobitniej świadczy o tym kolejny przykład, będący jednocześnie najlepszą produkcją o nerdach, jaka powstała. Mimo że wspomniane wcześniej tytuły są znakomite, nie przebiją fenomenu ostatnich czasów. Mowa o Teorii wielkiego porywu, która łączy poprzednie motywy i schematy fabularne w spójną, zabawną całość. Opowieść o Sheldonie, Leonardzie, Rajeshu i Howardzie oferuje wszystko to, czego można oczekiwać po produkcji z nerdami w rolach głównych. Mamy więc bohaterów niezwykle inteligentnych (o IQ grubo powyżej 170), a przy tym aspołecznych (jak Sheldon), stroniących od kobiet, niekiedy wręcz ich się bojących (Rajesh), kochających popkulturę i całe jej bogactwo (w niemal każdym odcinku podkreślana jest miłość do Gwiezdnych Wojen, Star Treka, komiksów i gier, np. "WoW" czy tradycyjnych sesji RPG).

Sheldon i spółka osiągnęli sukces, spełnili – jak Howard, który został astronautą – swoje marzenia, wciąż pozostają jednak typowymi geekami. Mają problemy z kobietami i zmuszeni są do życia w swoim małym mikroświecie, najczęściej uczelnianym (gdzie pracują) lub konwentowym (naturalnymi miejscami spotkań pozostaje sklep z komiksami lub konwent komiksowy). Zmienia to się jednak, kiedy poznają Penny - młodą kobietę marzącą o zostaniu aktorką, stereotypową śliczną blondynkę, do tego niezwykle głupiutką. Mimo że jest mniej inteligentna od pozostałych bohaterów, ma na nich duży wpływ - szczególnie na Leonarda, którego zostaje dziewczyną. Tradycyjny motyw miłości pomiędzy pięknością a nerdem zostaje tutaj ukazany w niezwykle komediowy sposób.

Teorię wielkiego podrywu na tle reszty tego typu produkcji wyróżnia rozmach i wiedza geekowska, jaką posiadają twórcy. Liczne nawiązania do innych dzieł, a przede wszystkim do obiektów uwielbienia nerdów (gry, filmy, komiksy), gościnne występy gwiazd Star Treka czy Gwiezdnych Wojen sprawiają, że serial jest spełnieniem marzeń geeka, który patrząc na bohaterów, nie musi się wstydzić. Szczególnie że w końcu każdy z nich znalazł (lub dopiero znajdzie) swoją drugą połówkę.

Nowy bohater czy chwilowa moda?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy nerd stał się nowym typem bohatera kinowego lub serialowego. Pewne jest, że na stałe zagościł w produkcjach, wpisując się w filmowy krajobraz - czy to jako główny bohater, czy też jako postać drugoplanowa. Widząc kolejne nowości na rynku, można dojść do wniosku, że raczej się to nie zmieni. Takie chociażby Silicon Valley opowie o współczesnej Dolinie Krzemowej w komediowy sposób, ale z elementami dramatu. Odzianie seriali i filmów o nerdach w szaty komediowe zmienia pierwotne, pejoratywne znaczenie tego słowa, co jest dobre. Może nie ma w tym wyjątkowych walorów edukacyjnych, ale na pewno sprawia to, że tysiące nastolatków, którzy boją się zagadać do dziewczyny, nie będą się tym aż tak martwić – wszak w ostatecznym rozrachunku i tak wyjdą na swoje, a przynajmniej mogą mieć taką nadzieję. Podobnie jak wspomniani bohaterowie czy to "Zemsty frajerów", czy też Teorii wielkiego podrywu - mogą odnieść sukcesu zawodowy i towarzyski. Bo bycie nerdem wcale nie zmienia faktu, że ma się grupę przyjaciół, swoje pasje i ukochaną osobę u boku. Nawet jeśli śmiejemy się, oglądając te produkcje, ponieważ twórcy specjalnie przerysowali charaktery postaci, to w głębi duszy na pewno mówimy: "Takim to dobrze!". Bo nerd, mimo że na przestrzeni lat pokazywany jest wciąż w podobny sposób, pozostaje osobą niezwykle inteligentną, uzdolnioną i – co najważniejsze – ostatecznie odnoszącą sukces.


Siódmy sezon Teorii wielkiego podrywu można oglądać w każdą niedzielę o 21:00 w Comedy Central.

To jest uproszczona wersja artykułu. KLIKNIJ aby zobaczyć pełną wersję (np. z galeriami zdjęć)
Spodobał Ci się ten news? Zobacz nasze największe HITY ostatnich 24h
Skomentuj