Wiedźmin - spójność narracji, linie czasowe, nieścisłości. Wyjaśniamy

Wiedźmin Netflixa proponuje widzom fantasy wyróżniające się nie tylko klimatem, ale też konstrukcją sezonu, która może stanowić problem dla wielu widzów. Postanowiliśmy wyjaśnić nieco szerzej, co chodziło twórcom po głowie.

Wiedźmin Netflixa proponuje widzom fantasy wyróżniające się nie tylko klimatem, ale też konstrukcją sezonu, która może stanowić problem dla wielu widzów. Postanowiliśmy wyjaśnić nieco szerzej, co chodziło twórcom po głowie.

Michał Kujawiński
Michał Kujawiński
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Wiedźmin Netflixa nie przypadł do gustu wszystkim widzom, bo też nie było to możliwe - fani książek oraz gier mieli wysokie wymagania względem przedstawienia ulubionych bohaterów na małym ekranie. Choć więcej można odnaleźć pochwał i zachwytów, to jednak nawet w pozytywnych recenzjach pojawia się temat konstrukcji sezonu, który sprawił wiele trudności nie tylko osobom nieznającym materiału źródłowego, ale też zapalonym fanom książek. Showrunnerka serialu, Lauren Schmidt Hissrich, chcąc stworzyć spójną historię z niezależnych od siebie opowiadań Andrzeja Sapkowskiego, dokonała zabiegu z różnymi liniami czasowymi, co mogło momentami skuteczniej prowadzić do zakłopotania, niż większej integracji z tym światem. 

Odważna decyzja twórczyni sprawdza się niestety tylko do pewnego momentu. Serialowy Wiedźmin na samym początku jest bowiem świetnie prowadzoną antologią, oferującą widzom dziejące się w różnym okresie wątki, które są od siebie niezależne i tylko czasami odnajdują wspólne elementy. Pod sam koniec wychodzi jednak brak zdecydowania w kierunku lub nagłe uświadomienie sobie przez twórców, że trzeba w końcu wyrównać linie czasowe i zadbać o motywacje bohaterów. Trudno zatem podczas seansu wyzbyć się wrażenia o pewnym chaosie w warstwie narracyjnej, która może nie tyle stanowić problem dla widza, co zwyczajnie wpływa na mniej udane wrażenia po ostatnim odcinku serialu.

Wiedźmin w stylu Nolana 

Eksperyment z liniami czasowymi mógłby się udać i stanowić o sile produkcji, gdyby zdecydowano się inaczej rozłożyć akcenty i w końcowej fazie sezonu zadbać o większą koherentność. Przypomnienie sobie w ostatnich trzech odcinkach, że Geralt musi jednak przygarnąć swoje Dziecko Niespodziankę sprawia, że sama historia prowadzi do nieco mniej ciekawej konkluzji, gdzie motyw z opowiadania Coś więcej, traci zwyczajnie na znaczeniu. Tym bardziej, że Lauren Hissrich zdecydowała się na taki krok w celu opowiedzenia historii Ciri i Yennefer, zanim bohaterki te zaczną odgrywać większą rolę przy okazji adaptowania sagi w kolejnych odsłonach produkcji. Gdyby zachowano linearną konstrukcję i adaptowano po kolei opowiadania, Ciri pojawiłaby się dopiero gdzieś w okolicach trzeciego sezonu. Tak tłumaczy to sama twórczyni: 

Miałam wybór, aby po prostu adaptować opowiadania i spotkać Ciri w trzecim sezonie albo pominąć pewne kwestie i mieć Ciri już teraz. Chciałam tego wszystkiego, więc zaczęłam myśleć o tym, jak mogłabym zadrzeć z czasem. Próbowałam wielu rzeczy - np. rozpoczęcie serialu od wydarzeń z Pani Jeziora, gdzie Ciri byłaby narratorem powieści i wspominała początkowe wydarzenia. Potem obejrzałam film Dunkierka i przeczytałam niesamowity wywiad z Christopherem Nolanem, w którym mówił o różnych ramach czasowych tego filmu. Powiedział, że gdyby film powstał liniowo, pierwsza misja zajęłaby większość filmu, a ostatnia tylko końcowe 10 minut, a zatem widzowie mogliby uznać, że to mniej istotne. To jest przecież tak samo ważne. Uświadomiłam sobie, że chcę tego samego, jeśli chodzi o historię Ciri. Chciałam ją rozwinąć i upewnić się, że jest ważna dla tego świata.

Kiedy więc oglądamy wiedźmina na szlaku i dostajemy subtelne wskazówki dotyczące różnic czasu, pomysł twórczyni zdaje egzamin i daje fantastyczne wrażenia podczas oglądania. Końcówka jednak niweczy całą konstrukcję i sypią się wszystkie klocki. Wiaderko przelewa się w momencie, kiedy oglądamy Ciri uciekającą przed Nilfgaardem i jednocześnie wciąż bawiącą się w Cintrze w ramach retrospekcji. Mamy do czynienia z chaosem i niepotrzebnym poplątaniem wątków, które trzeba wyjaśniać widzom bez znajomości materiału źródłowego. Zwłaszcza, że twórcy nie prowadzą nas za ręce i nie chcą łopatologicznie umieszczać napisów świadczących o okresie rozgrywania danej historii. Aby łatwiej zrozumieć zaplanowane linie rozgrywanych się wydarzeń, spójrzcie na poniższe określenie trójpodziału czasu: 

  • Przeszłość - Yennefer
  • Teraźniejszość - Geralt
  • Przyszłość - Ciri

W pierwszym odcinku delikatnie zarysowano linie czasowe w momencie, gdy Calanthe wspomina swoją pierwszą bitwę sprzed lat pod Chociebużem, natomiast Renfri w wątku Geralta mówi o dopiero wygranej bitwie własnie pod Chociebużem przez młodą Calanthe. Przyznajcie, że robi to choćby małe wrażenie i daje zupełnie inny rodzaj rozrywki, który rzadko prezentowany jest w tego typu serialach. Wszystko powinno być stosunkowo klarowne do trzeciego odcinka, w którym także widzimy wskazówkę w postaci dziecięcego wieku Foltesta w wątku Yennefer, zaś podczas historii Geralta młody chłopiec jest już dojrzałym królem Temerii. Problem zaczyna się w odcinku czwartym, kiedy to ponownie oglądamy zmarłą w pierwszym epizodzie Calanthe, a także widzimy matkę Ciri będącą na wczesnym etapie ciąży. 

Wiedźminźródło: Reddit

Pół Wieku Poezji, a Jaskier wciąż młody

Trzeba mieć świadomość, że historia Yennefer, od drugiego do czwartego odcinka, dzieje się na długo przed Blaviken. Przyjmując, że wątek Geralta rozgrywa się w teraźniejszości, oglądanie jego starcia ze Strzygą lub "diabołem", dzieje się na długo przed przemianą Yennefer. Geralt po uczcie w Cintrze dopiero w piątym odcinku trafia do Rinde, gdzie jego linia czasowa łączy się z czarodziejką. Powstaje jednak pewna wyrwa od momentu decyzji Yennefer o uniezależnieniu się od humorów władców - nie wiemy, co robiła przez kilka dobrych lat. To może wyjaśniać, dlaczego w czwartym odcinku Yennefer musiała uciekać przed wynajętym czarodziejem zabójcą, zaś w finałowym zaprezentowała ogromny skok umiejętności. Jaskier wspomina też w odcinku piątym, że od jego wspólnej przygody z wiedźminem w Dolinie Kwiatów minęło nieco ponad dziesięć lat, zatem przez cały pierwszy sezon oglądamy Jaskra na przestrzeni dekady - szkoda więc, że nie postarano się o zmianę jego wyglądu poprzez zarost lub chociażby inną fryzurę. Wiedźmin i czarodziejka nie starzeją się tak szybko, więc linie czasowe odnajdują swoją zaletę w tym, aby widzowie lepiej mogli zrozumieć, że bohaterowie zdążyli już przeżyć więcej niż jedno ludzkie życie.

W siódmym odcinku wracamy w retrospekcjach do wydarzeń sprzed ataku na Cintrę, gdzie widzimy Ciri w towarzystwie swoich przyjaciół. Właściwie cały epizod koncentruje się na dopowiedzeniu do całej historii tych elementów z Geraltem, których nie widzieliśmy w pierwszym odcinku. Okazuje się bowiem, że kiedy Geralt w pilocie rozprawiał się z bandą Renfri, był z narracyjnego punktu widzenia obecny także podczas ataku na Cintrę. Finałowy odcinek pokazuje z kolei wydarzenia po ataku, zatem przygotowanie czarodziejów do starcia na Wzgórzu Sodden z Nilfgaardczykami, rannego Geralta więzionego przez Yurgę oraz Ciri, przygarniętą przez żonę owego kupca. Nie ma wątpliwości, że finałowy odcinek łączy wszystkie linie czasowe w jedną i maksymalne różnice w okresach pomiędzy wątkami bohaterów, wynoszą około tygodnia.

Ostatecznie zabieg z liniami czasowymi okazuje się problematyczny, bo trudno byłoby przy tej konstrukcji wcisnąć spotkanie Geralta z Ciri w Brokilonie, zatem zarysować ich relację i nie dopuścić do sytuacji, w której dziewczynka biegnie przytulić się z obcym mężczyzną. Do czwartego odcinka zabieg z liniami czasowymi jest odświeżający i osobiście oceniam na duży plus takie rozwiązanie, bo rzeczywiście daje okazję do lepszego poznania Ciri oraz Yennefer, ale pod koniec niestety klocki się sypią. Trzeba jednak powiedzieć, że narracyjny chaos jest jedyną wyraźną wadą produkcji i jeśli w kolejnym sezonie wszystko pójdzie już linearnie, nienarzekających powinno być mniej, a fani pierwszego sezonu otrzymają jeszcze lepsze dzieło. 

Vilgefortz na czele nieścisłości 

Przez komplikowanie narracji, niektóre wątki nie mogą do końca skutecznie wybrzmieć. Zastanawiająca może być choćby scena w ostatnim odcinku, gdzie widzimy Vilgefortza dobijającego rannego czarodzieja. Czyżby uderzenie w głowę spowodowało, że przeszedł na ciemną stronę mocy? Wyglądało to niestety tak, jakby twórcy spostrzegli, że muszą zarysować jego prawdziwą naturę, bowiem w sadze postać czarodzieja - nie wchodząc w mocne spoilery - jest głównym antagonistą. Być może wielu zastanawiała także zmiana adeptek Aretuzy w węgorze przez Tissaię. Motyw ten dopisano w ramach adaptacji i tłumaczone jest tym, że jest to pewnego rodzaju zasilenie szkoły, a także element wychowawczy i motywacyjny dla mniej uzdolnionych uczennic.

Dla mniej zaznajomionych z książkami widzów, także retrospekcje z młodym Geraltem z ostatniego odcinka mogą stanowić pewną zagadkę. Kobieta, która pojawia się w jego wizjach, to Visenna. Czarodziejka i matka wiedźmina. W tych scenach słyszymy też głos młodego Vesemira. Przez Geralta w finałowym odcinku wspomniane zostaje też Kaer Morhen, warownia wiedźminów i słusznie nazwana przez niego domem. Nie do końca jasne jest też, dlaczego Renfri wspomina o dziewczynce z lasu, sugerując postać Ciri, która w tamtym momencie nawet się jeszcze nie urodziła. Błąd scenariuszowy lub prosta sugestia pomagająca wyłożyć twórcom ekspozycję i zarysować, że będzie to istotne w przyszłości. 

Takich drobnych momentów być może jest więcej, jeśli czujecie jeszcze wątpliwości w danych kwestiach, dajcie znać w komentarzach. Szybko może okazać się, że są to niepotrzebne wątpliwości i serial wszystko dokładnie wytłumaczył, ale ze względu na jego konstrukcję, nie do końca było to tak widoczne dla widzów. 

Źródło: zdjęcie główne: Netflix

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV