Legends of Tomorrow (sezon 3, epizod 8)

Crisis on Earth-X, Part 4 (2017)

Legends of Tomorrow

Najnowsza recenzja redakcji

Na początku pokuszę się na pewne podsumowanie – Guggenheim i spółka może nie potrafią uciągnąć czterech seriali na tym samym poziomie, ale crossovery wychodzą naprawdę dobrze. Widać, że tak jak dla widzów jest to ważne wydarzenie w całym Arrowerse, tak i twórcy robią wszystko, aby nie dać ciała. I to się chwali, szkoda tylko, że tak nie jest po prostu częściej, w osobnych historiach. No ale przejdźmy do rzeczy.

Odcinek wieńczący cały crossover był przysłowiową wisienką na torcie, w której dobrze rozwiązano wszystkie zawiązane wcześniej wątki. Mowa tu przede wszystkim o Martinie Steinie i Jaxie. Od epizodu w Supergirl aż przez Arrow i Flash ewidentnie było widać, że ich związek w postaci Firestorma będzie musiał się rozpaść. Zresztą jeszcze przed ruszeniem wszystkich tegorocznych sezonów, a zwłaszcza Legends of Tomorrow wiedzieliśmy, że oglądamy ostatnie odcinki z odgrywającym Siwka Victorem Garberem. To, czego nie wiedzieliśmy; to, w jaki sposób dojdzie do rozwiązania jego wątku; oraz to,czy Firestorm jeszcze kiedykolwiek zagości w serialu o Legendach. Na to drugie pytanie odpowiedzi nie mamy. W przypadku Steina zdecydowano się na najtrudniejsze rozwiązanie, co nadało całej historii jeszcze więcej emocji. Śmierć drugiej połowy Firestorma była wzruszająca, dramat Jaxa ogromny, a pożegnanie postaci Martina Steina w mojej opinii było bolesne zarówno dla widza, jak i dla reszty bohaterów całego Arrowerse. Prawdopodobnie część z nas dopiero teraz doceniła, jak ciekawą postać wykreował Victor Garber. Zdecydowanie będzie nam jej brakować.

W finałowym epizodzie crossovera nie brakowało też emocji związanych z główną fabułą, czyli próbą zniszczenia pierwotnej ziemi przez złe sobowtóry Olivera i Supergirl. Owszem, można narzekać, że fabułę oparto na utartych schematach, gdzie źli, skoro nie mogą przejąć władzy nad światem, chcą go zniszczyć. Tu jednak smaczkiem była walka z lustrzanymi odbiciami z Ziemi X, która nie mogła się dla nich dobrze skończyć. Śmierć Kary „2”, a przede wszystkim finałowe starcie Green Arrow ze swoją złą wersją dostarczyło wielu emocji. Zwłaszcza w tym drugim przypadku, kiedy Oliver zdecydował się zabić swojego sobowtóra. Było to nieoczekiwane rozwiązanie, więc tym bardziej ciekawe.

Docenić należy sceny walk, które miejscami wyglądały, jakby przeciwnicy ze sobą tańczyli, a nie walczyli na śmierć i życie (zwłaszcza starcie dwóch Oliverów), ale były zrealizowane na o niebo lepszym poziomie niż w tradycyjnych odcinkach. Na tym tle dobrze pokazano, jak umiejętności poszczególnych bohaterów dobrze się uzupełniają w walce z przeciwnikiem. Fajną ciekawostką było zobaczenie Killer Frost, która przemieszcza się w takim samym stylu, jak Iceman z X-Menów. Docenić należy również interakcje pomiędzy Rorym a homoseksualną wersją Snarta, które były naprawdę zabawne. Podobnych interakcji było w tym epizodzie zresztą o wiele więcej, nawet ostatnia rozmowa między Sarą a Alex mogła się podobać.

Wpływu na ostateczny odbiór całego epizodu nie miał nawet "wielki mały" ślub Iris z Barrym oraz Felicity i Olivera. Do tych wydarzeń musiało w końcu dojść i cierpieć za to pewnie będziemy w kolejnych epizodach Flasha i Arrow. Na szczęście w przypadku crossovera nie były to wątki dominujące, choć miejscami mogły irytować.

Jak wspomniałem na wstępie, crossover wyszedł naprawdę dobrze. Ba, o wiele lepiej niż ten pierwszy, kiedy wszyscy bohaterowie walczyli z rasą Dominatorów. Szkoda, że twórcy tego sukcesu nie będą potrafili potem przekuć go na poszczególne seriale. No, może poza Legends of Tomorrow, który jako jedyny cały czas trzyma fajny poziom.

Sezony

Sezon 1

Sezon 2

Sezon 3

Sezon 4

Sezon 5

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV