Obcy: Przymierze (2017)

Alien: Covenant

Śr. ocena 5.8

Znasz ten film? Oceń!

0,0

Trailery i materiały video

Obcy: Przymierze - polski zwiastun

Najnowsza recenzja redakcji

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Ridley Scott po raz kolejny bawi się w świecie serii Obcy, którą stworzył kilka dekad temu. Tym razem udało mu się zrobić jeden z najgorszych filmów roku.

Pewnym rozczarowaniem w filmie Obcy: Przymierze jest osadzenie akcji 10 lat po wydarzeniach z Prometeusza. Takim sposobem Ridley Scott w zasadzie olewa najciekawszy wątek, jaki zapowiadał tamten film, czyli odwiedzenie planety Inżynierów i poznanie informacji o nich samych. Z jednej strony czuję niesmak, że wątek z takim potencjałem na ciekawą i odstającą od schematu serii fabułę zostaje zamieciony pod dywan. Dostajemy zaledwie krótką scenę retrospekcji. Nie powiem – jest to jedna z lepszych sekwencji filmu: ciekawa, klimatyczna i efektowna. Stawiam, że maź zabijała ich w chwilę, bo została przerobiona przez Davida. Dlatego też Obcy wychodzili z nich praktycznie od razu. Sądzę, że na nich działa ona inaczej niż na ludzi. Prawda jest taka, że zminimalizowanie tego wątku nie daje nam odpowiedzi na wiele pytań, które mogły być podstawą o wiele ciekawszej historii. Po co w ogóle stworzono ten wirus? Jaki był dokładnie jego cel? Przecież poprzedni film zaledwie liznął temat, nie oferując satysfakcjonujących informacji. Jakby po Prometeuszu zdecydowano się zmienić nagle koncept na rozwój tej historii. Trochę nie ma to sensu.

W filmie jest ogromny problem ze scenariuszem. W wielu momentach jest on o wiele bardziej przesycony głupotami i absurdami niż Prometeusz. Rzeczami, których nie powinno być w produkcji science fiction, aspirującej do czegoś inteligentniejszego niż zwyczajny blockbuster. W końcu film porusza wiele kwestii filozoficznych (relacje z stwórcami, cel życia, tworzenie), ale robi to banalnie i nieumiejętnie. Szybko okazuje się, że te pseudofilozoficzne dyrdymały są pustymi frazesami, które nie mają zbytnio znaczenia. A to tylko jeden z niedopracowanych elementów, bo w końcu mamy też załogę starannie wybraną do lotu Przymierzem. Znów grupa pełna głupców, którzy mają ginąć w coraz to głupszy sposób. Weźmy za przykład scenę z ambulatorium. Bohaterka jest przerażona – to zrozumiałe! Zauważcie jednak, że w pozbawionym jakiekolwiek sensu ciągu wydarzeń kładzie się na ziemi i gapi na neomorfa. Nie było żadnego powodu, by postać zniżyła się do poziomu stwora. Problem w tym, że scena ta nie tylko nie wywołuje grozy, ale też powoduje, że śmierć jest po prostu głupia i bezcelowa. Nie zapominajmy jeszcze o sztandarowym przykładzie absurdu: załoga wychodzi na niezbadaną, tajemniczą planetę ubrana w zwyczajne ciuchy, jakby szła na spacer po górach. To nawet w Prometeuszu, w którym głupot nie brakowało, najpierw wyszli w skafandrach! Kolejny banał ułatwiający niedorzeczne infekowanie ludzi, by pojawiały się stwory.

W tym wszystkim największym problemem jest brak dobrej budowy napięcia i atmosfery grozy, która w pierwszych częściach była tworzona bardzo umiejętnie. Ba, nawet w Obcy: Przebudzenie działało to ciut lepiej. Takim sposobem trudno emocjonować się walką o przetrwanie, a o lęku przed stworami nie ma nawet mowy. W gruncie rzeczy to pod tym względem jest mdło i nieciekawie. Kłopot w tym, że nawet jeśli atmosfera byłaby zachowana, nadal można byłoby narzekać, bo kolejnym filmie dostalibyśmy to samo. Seria Obcy ma ten sam problem co Terminator –każda odsłona w zasadzie oparta jest na tym samym schemacie. Zatem ponownie dostajemy nieciekawe ganianie się z potworami i brutalne śmierci członków załogi. Tak jak w pierwszych Obcych to jeszcze działało i miało sens (atmosfera nadrabiała mankamenty), tak tutaj jest odtwórcze i nudne. Nie ma żadnego pomysłu na urozmaicenie, wyrwanie się z kliszy fabularnej. Ridley Scott po prostu prezentuje mdłe i oklepane starcie z obcymi.

Dużym problemem filmu jest też całe przyspieszenie procesu zainfekowania. Zwróćcie uwagę, że dosłownie w chwilę zarażone osoby odczuwają dolegliwości, by kolejną chwilę później wypluć z siebie obcego, który jeszcze chwilę później jest już dojrzałym osobnikiem. To jest totalny i największy absurd tego filmu, który odziera go z resztek klimatu. Ten proces zawsze był dłuższy, a wyścig z czasem oparty na znalezieniu malca i ubiciu go, wywoływał emocje. A tutaj mamy pójście skróty. Problem w tym, że kompletnie niewyjaśnione i nieusprawiedliwione fabularnie. Mamy się domyśleć, że David robił eksperymenty genetyczne? No, możliwe, ale jak to się ma do przyszłych filmów? Pewnie będą chcieli wyjaśnić to w kolejnej części, gdzie po raz kolejny grupa głupców będzie się ganiać w ciemnych korytarzach z komputerowymi potworkami. Może tym razem wymyślą coś ciekawszego od neomorfa, który wygląda jak przerobiony pokemon? Ksenomorf trochę ratuje sytuację, bo charyzma tego stwora jest niepodważalna.

W zasadzie film serwuje dwie rzeczy fabularne, które są ważne z perspektywy całego uniwersum i serii. Los Inżynierów, o którym już wspomniałem, oraz genezę Ksenomorfa. Tutaj rodzi się kolejny problem wynikający z kardynalnego błędu Ridleya Scotta i jego scenarzystów. Ta geneza odziera potwora z jego tajemniczości, klimatu i znaczenia. Fakt, że za stworzenie Ksenomorfa odpowiada szalony android jest… nudny, mdły i banalny. Odczuwam podobne emocje, jak w 1999 roku podczas seansu Mrocznego widma, gdy George Lucas uparł się na wyjaśnienie Mocy żyjątkami zwanymi midichlorianami. Na tym właśnie polega absurd tego filmu. Scott pokazał niepotrzebną genezę, gdy ciekawszym wątkiem byli sami Inżynierowie i ich motywacje do stworzenia tego ustrojstwa.

Najgorsze w tym jest to, że te dwie rzeczy fabularne można by opowiedzieć w pięciominutowej produkcji krótkometrażowej, a nie w dwugodzinnym filmie przepełnionym nudą. To właśnie jest mój największy zarzut wobec tego dzieła. Jest po prostu nudno, bo bez napięcia i atmosfery w zasadzie nic się nie dzieje. Scen z obcymi, które mogą rozruszać cokolwiek na ekranie, jest zaledwie kilka. Ba, więcej jest pseudofilozoficznego bełkotu Davida, którego szaleństwo i chęć zniszczenia ludzkości jest dla mnie nieprzekonująca i nieusprawiedliwiona fabularnie. Zamiast czegoś, co da rozrywkę, zbuduje klimat lub rozwinie istotne rzeczy, Scott daje za dużo czasu ekranowego Davidowi i Walterowi. Ich wspólna sceny sprawiają wrażenie zapychacza przesyconego czymś, co w zamiarze miało być głębokie, a wyszło komicznie złe. Nauka gry na flecie czy pocałunek androidów to motywy po prostu niepotrzebne. Nie rozumiem, co scenarzyści myśleli, opisując te dziwaczne pomysły. A już czarę goryczy przelewa mały ksenomorf podnoszący rączki jak tata David… to naprawdę boli.

Do tego wszystkiego Ridley Scott wprowadza najbardziej oklepany zwrot akcji w historii, który był ogrywany na wszelkie sposoby. Gdy pozostawiono walkę Waltera z Davidem w zawieszeniu… dalszy rozwój wydarzeń był oczywisty. Można było jedynie czekać na moment, ww którym Walter ujawni, że jest Davidem. Najgorsze, że reżyser bardzo nieumiejętnie ukrywał ten fakt, od początku dając sugestie prawidłowej odpowiedzi. W zasadzie cały schemat był tak oczywisty, że nie musiał tego robić. Samo zawieszenie akcji w momencie kulminacji walki był odpowiedzią na to, jak to się zakończy. Bolesna przewidywalność.

Plusem serii Obcy zawsze były wyraziste postacie, które chciało się lepiej poznać. Niepokoiliśmy się o ich losy! Tutaj nie ma kompletnie nikogo, kto mógłby nas zainteresować. Kapitan grany przez Jamesa Franco umiera w pierwszych minutach filmu. Daniels, kształtowana na nową silną kobietę serii, po prostu irytuje. Praktycznie co scenę płacze. A nowy kapitan… cóż, to jak słucha Davida i daje się zapłodnić ksenomorfem, jest sztandarowym przykładem niedorzeczności tego filmu. Przecież chwilę wcześniej podejrzewał Davida o nikczemne cele! Reszta postaci to puste powłoki z zaledwie kilkoma cechami. Ani ciekawi, ani wyraziści, ani ludzcy. W wielu scenach ksenomorf ma więcej ikry i osobowości niż ci bohaterowie.

Ten film to tak naprawdę skrajności. Głupota, brak logiki i absurdy fabularne z jednej strony, czyli to wszystko, co opisałem wyżej, majstersztyk realizacyjny z drugiej. Produkcja jest naprawdę kapitalnie zrealizowana! Efekty specjalne zachwycają (nawet te komputerowe stwory), a zdjęcia dosłownie zapierają dech w piersi. To one budują jakiś klimat. Poza tym film jest nieźle zagrany przez Michaela Fassbendera czy nawet  przez zbyt dużo płaczącą Katherine Waterston. Tak naprawdę do kwestii technicznych nie mam nic do zarzucenia, bo widać każdy dolar na ekranie. Szkoda, że nie miał tutaj scenariusza na poziomie, który dorównałby technicznemu mistrzostwu.

Często mówimy, że efekciarskie superprodukcje oparte na akcji są głupie i puste. Problem w tym, że Obcy: Przymierze jest pod tym względem jeszcze gorszy. Rozczarowanie potęgowane jest jeszcze bardziej przez fakt, że film aspiruje do bycia czymś więcej. Czymś, co powinniśmy postawić obok inteligentnych science fiction. Dostajemy jednak rzecz nudną, czasem komicznie absurdalną i kompletnie niestraszną, za to często niepotrzebnie obrzydliwą. W trakcie seansu nabrałem skojarzenia z serią Piła. Pierwsza część oparta była na dobrym klimacie, napięciu i grozie, późniejsze tylko na krwawym zabijaniu. Obcy: Przymierze doskonale się wpisuje w taką tendencję, bo fabularne ciekawostki nie są warte dwugodzinnego seansu. Ridley Scott tworzył lepsze i gorsze filmy, ale nie sądziłem, że w serii Obcy nakręci coś, co będzie można zaliczyć do rozczarowania roku.


Recenzja powstała dzięki uprzejmości Multikina

Logo Multikino
.

Pokaż całą recenzję

Obsada

David / Walter
Peter Weyland
Elizabeth Shaw
Tennessee

Najnowsza recenzja użytkownika

Lata 1977 i 1979 to daty, które raz na zawsze zapiszą się w historii kina i kanonu kultury Science Fiction. A dlaczego? Pierwsza z nich to czas powstania ,,Gwiezdnych Wojen: Nowej Nadziei” – dzieła tak fenomenalnego, że nie da się raczej opisać jego gargantuicznego wpływu na media i zwyczajnych ludzi, a szczególnie zakochanych w świecie naukowej fantastyki. Druga natomiast to już prawo, zupełny absolut, zunifikowana moc. To w 1979 roku Ridley Scott dokonał rzeczy wręcz niesłychanej. Z połączenia Horroru z mocno zaznaczonym, dziejącym się w rozległej przestrzeni kosmicznej Science Fiction, wyszła mu genialna i wbijająca w fotel produkcja. Stworzył ,,Obcego – 8 Pasażer Nostromo”, którego sama nazwa jest dowodem na nieznane ludziom zło, które gdzieś tam czyha, ukryte w licznych zakamarkach i najdrobniejszych szczelinach modułów gigantycznego statku handlowego. Poczwara ta bawi się z członkami załogi w ,,kotka i myszkę”, zasadzając powoli pułapki w najmroczniejszych odmętach tej galaktycznej machiny. Nie wyobrażam sobie zatem co musieli czuć widzowie, którzy wygodnie zasiedli przed kinowymi ekranami z colą i tubą popcornu przy dłoni i z niecierpliwością wyczekiwali na pierwsze sekundy tej produkcji, by potem ze zwierzęcym przerażeniem i nadszarpniętymi do bólu nerwami modlić się o jak najszybsze z niknięcie przerażającej, gadziej i Xenomorphicznej kreatury. Najpierw poprzez ,,Prometeusza"w 2012r., a potem w postaci ,,Alien – Covenant" Ridley Scott powrócił do konwencji ,,Obcego”. Czy biorąc pod uwagę wszystko to co osiągnął w swym pierwszym filmie, ,,Przymierze” okazało się udanym ,,come backiem”? Powrót ,,Syna Marnotrawnego”, ale czy aby na pewno?

12 Maja 2017 to data, którą nawet gdybyśmy nie chcieli, powinniśmy zapamiętać na dobre. To tego dnia w Polsce miała miejsce premiera długo oczekiwanej produkcji Ridleya Scotta: ,,Alien – Covenant”. To tego dnia ,wielu z nas po seansie powyższego filmu popadło w konsternację, szok, skrajne uwielbienie lub przerażenie. Jednym słowem, społeczność fanów Xenomorpha miała mieszane uczucia, a część z nich na pewno dopadła jakaś apopleksja czy rozległa katatonia. Zależy jak patrzeć,  gdyż wiele osób oczekiwało od niej bardziej wyrazistego dzieła niż ,,Prometeusz”,jego szerszej kontynuacji, dodania wątków naukowo – anatomicznych związanych z ewolucją proto-form Xenomorpha lub skoro nazwa filmu zaczynała się od słów ,,Alien.”, to przynajmniej po części  nawiązania do wdzierającego chłód do ciała, powodującego uczucie klaustrofobii i umiejętnego klimatu narastającej grozy Obcego. Z kolei byli i tacy, którzy obawiali się nowego obrazu Ridleya Scotta.  Po prostu, po średnio na jeża  wykonanej z ,,Prometeuszem” robocie, poczuli lekki niepokój co do tego jak może rozwijać i zakończyć się obiecywana trylogia ,,before Alien”.

Obcy - Ridkey Scott
fot. materiał prasowe

Klaustrofobiczne przestrzenie. Zamknięcie w wąskich modułach frachtowca handlowego, na którym swoje pierwsze kroki z ziejącym kwasem maszkaronem poczyniła porucznik Ellen Ripley (Sigourney Weaver), tajemnice i narastające napięcie to prawo fundamentalne, symbol idealnego horroru science fiction, który bez nie wiadomo jak potężnych usprawnień i efektów specjalnych potrafił niejednemu oglądającemu  ostro pomieszać w zmysłach  i zdrowy rozsądek wywrócić do góry nogami. Ach ,,Obcy 8.Pasażer Nostromo” to było pojęcie strachu. A jak jest dzisiaj? Czy ,,Alien – Covenant” został stworzony nie tylko by paraliżować grozą, poczuciem obecności i czyhania w zaułkach przyciemnionych odłóg korytarzy koszmarnego monstra? Czy Scott chciał dodać do tego moralno filozoficzną naukę, o poszukiwaniu odpowiedzi  na najważniejsze pytania ludzkości: ,,czy Bóg istnieje”? Czy skoro sami dajemy życie, to nie stajemy się już Bogami? Czy ewolucyjny przypadek nakreślił historię naszego gatunku? Może to siła sprawcza boskiego słowa wykreowała nas na jego podobieństwo, dała nam taki a nie inny wygląd,  ukształtowała człowieka na jedyny  inteligentny gatunek na Ziemi potrafiący rozumieć, doświadczać i  zadawać  filozoficzno-etyczne pytania. Jakiej drogi szukał więc Ridley Scott w najnowszej odsłonie ,,Obcego”?

Obcy: Przymierze - zdjęcie z filmu
fot. materiały prasowe

Nostalgią w kierunku  prostoty pojęcia życia, spokojem i dramatycznym oczekiwaniem w przyszłość rozpoczęły się pierwsze minuty ,,Alien –  Covenant”. Futurystyczne wnętrze, duża rozciągająca się przestrzeń i wysokie od podłogi aż do sufitu szerokie okna. W tym wizjonerskim pomieszczeniu David (Michael Fassbender) zadał niepokojące pytanie Peter’owi Weylandowi (Guy Pearce)– swemu twórcy: ,,Skoro ty jesteś moim twórcą to w takim razie kto jest twoim?”. Syntetycznemu androidowi chodziło o to czy szef gigantycznej korporacji ma pojęcie co sprawiło, że człowiek jest taki jaki jest. Nie wiem czy to był jakiś akt sprzeciwu, buntu, czy ot taka myśl, gdyż David zastanawiał się czemu miałby pomagać ludziom, którzy są niedoskonałymi stworzeniami a ich egzystencja niestety ograniczona  jest starzejącym się organizmem, który naturalnie bądź nie  – kiedyś w końcu umrze. Natomiast on jako Sztuczna Inteligencja opakowana w na wzór  ludzką formę, nie zazna uczucia śmierci, będzie żył wiecznie. Skoro mojemu demiurgowi  nie dane będzie  zaznać swojej genezy, to w takim razie: jakie ja mam prawo do życia? On był moim kreatorem, lecz niedoskonałym.Mogę mu dorównać. Mogę niszczyć i dawać życie. Pomyślał David. Te egzystencjalne pytania i rozważania syntetyka mogły trochę mylić, ale były kluczowe dla późniejszej akcji i zrozumienia przesłania całego filmu.

Obcy: Przymierze
fot. 20th Century Fox

Mija 10 lat odkąd David wraz z Elizabeth Shaw (Noomi Rapace) zostawili zrujnowanego ,,Prometeusza” i  molochem, okrętem matką ,,Konstruktorów” opuścili ich planetę. Jest 2104 rok. Załoga galaktycznego okrętu eksploracyjnego krąży w przestrzeni kosmicznej na wyznaczonej ku Origae-6 trasie: planety typu ziemskiego, mającej odpowiednio podobną do tej w Układzie Słonecznym gwiazdę i leżącej w sprzyjającej od niej odległości tzw. ,,złotej strefie”, która umożliwia powstawanie, adaptację i  ewolucję różnych form życia, a co za tym idzie, również założenia kolonii dla gatunku ludzkiego.

Obcy: Przymierze - zdjęcie z filmu
fot. 20th Century Fox

 

Odkrycie przez załogę frachtowca ,,USCSS Covenant” niewyraźnej, zamazanej pochodzącej z ,,Prometeusza” wiadomości holograficznej, którą ów statek nadał z równie życiodajnej planety co Origae-6 ,będącej głównym celem eksploracji ,,Przymierza” spowodowało – o Ironio! na krótką dla uczestników przyszłość – katastrofalne skutki, które dobrze znamy. Dla mnie było to naprawdę idiotyczne posunięcie, a być może moje dąsy spowodowane są dokładnym, wielokrotnym oglądaniem i analizowaniem produkcji: ,,Obcy – 8. Pasażer Nostromo”, w której Ash (Ian Holm) – syntetyczny android i przydupas ,,Towarzystwa” – zmienił emitowany z LV-426 sygnał ostrzegawczy na klasyczny S.O.S. A wszystko po to by nakierować okręt klasy M: Nostromo na powyższą planetoidę i zdobyć egzystujący tam, ponoć nieznany nauce organizm oraz wykorzystać go w celu stworzenia broni, leków, nowej technologii – czyli jednym słowem: zakusy Weyland-Yutani na ciągłe wzbogacanie się, stworzenie z korporacyjnego Molocha jeszcze większej Megakorporacji. To co się działo później na Acheronie zna każdy fan xenomorphicznej kwadrologii. Atawistyczny lęk to mało powiedziane.

Obcy: Przymierze - zdjęcie z filmu
fot. materiały prasowe

I tak, skrócenie czasu podróży z kliku lat do kilku tygodni, lądowanie na dzikiej jakby porzuconej planecie, wdychanie czarnych zarodników zamieniających jednego z osadników w Neomorpha (Goran D. Kleut),  w międzyczasie spotkanie   zaginionego androida,  opowiadającego o swoim akcie kreacji życia: eksperymentach genetycznych tworzących proto-formę Xenomorpha, w którą to w końcu ewoluował wcześniejszy ,,przemieniec”, było dla mnie czymś nowym, zupełnie niepasującym do filozoficznego podejścia ,,zabawy w Boga” Davida i stawiającym to wszystko w podsumowujące pytanie: ,,Ridleyu Scottcie, a cóż ty w tym filmie chciałeś osiągnąć ?”. Przynajmniej oprócz mocnej ambiwalencji w moim rozumieniu całej tematyki ,,Obcego” po tym filmie, dostałem w miarę satysfakcjonujące, naukowe wytłumaczenie stopniowej ewolucji gatunku xenomorphicznego maszkarona.

Pokaż całą recenzję

Powiązane Artykuły

Magda Muszyńska
0 -

Michael Fassbender – najlepsze role

Michael Fassbender to jeden z najbardziej utalentowanych aktorów swojego pokolenia. Co roku gra w kilku…

Ewa Kubaszewska
16 -

Najlepsi polscy operatorzy

Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, ale mamy jednych z najlepszych operatorów na świecie,…

Jędrzej Skrzypczyk
0 -

naEKRANACH #86 – Franchise fatigue. Czy to koniec filmowych serii?

Tego lata zmęczenie filmowymi seriami jest nad wyraz widoczne. Czy to moment, w którym najpopularniejsze…

Michalina Reda
5 -

QUIZ: Jak dobrze znasz film Obcy: Przymierze?

Obcy: Przymierze wciąż gości na ekranach kin. Sprawdźcie, na ile dobrze pamiętacie poszczególne wątki i…


Co o tym sądzisz?