Castle Rock: sezon 2, odcinki 8-9 - recenzja

Nowe odcinki Castle Rock budują znakomity fundament pod finał sezonu. Oceniam.

Ocena recenzenta:
8/10

Nowe odcinki Castle Rock budują znakomity fundament pod finał sezonu. Oceniam.

Norbert Zaskórski
Norbert Zaskórski
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Castle Rock Annie stara się uratować swoją córkę z rąk Ace'a (a raczej Augustina) i jego bandy założycieli miasta. W tym celu nie waha się urządzić krwawej rzeźni w domu zamieszkałym przez członków grupy. Niestety nie wszystko idzie po jej myśli i Joy zostaje zahipnotyzowana podobnie jak zdecydowana większość mieszkańców miasteczka. Tak Annie trafia do opuszczonego sklepu, w którym przed zabójczą bandą schronili się Pop, Nadia, Abdi i Chance. Bohaterowie będą musieli zmierzyć się z przeważającymi siłami grupy Ace'a, który pragnie zdobyć listy znajdujące się w posiadaniu Popa.

Lizzy Caplan w roli Annie jest naprawdę fantastyczna w tych odcinkach, szczególnie w 8. epizodzie. Aktorka cały czas gra nutą słabej, zagubionej i straumatyzowanej bohaterki, aby w odpowiednim momencie przywalić nam zdecydowaną, mocną i w pełni demoniczną wersją postaci. I muszę przyznać, że gdy Caplan wpada na ekranie w swój morderczy, psychopatyczny szał, to ogląda się to naprawdę świetnie. Czułem tutaj trochę tak jakby spokojny Bruce Banner przemieniał się w chwili stresu w Hulka i niszczył wszystko na swojej drodze. Doskonale to widać w scenach w domu należącym do Ace'a i jego bandy. Najpierw dostaliśmy wpływające na psychikę bohaterki wizje, które swoją drogą były świetnie zrealizowane, szczególnie ta w łazience. Następnie zaś twórcy ukazali nam morderczy szał bohaterki. Ten balans był zachowany naprawdę dobrze, przez co wątek Annie wciągał i trzymał w fotelu.

Bardzo dobrze rozwinięto  (i zakończono) w tych odcinkach również wątek Popa. Doskonale ukazano siłę tego bohatera, mimo że schorowane ciało już na tak wiele nie pozwalało. Tim Robbins świetnie sprawdzał się w każdej scenie ze swoim udziałem, zachowywał się jak prawdziwy pan sytuacji trzymający rękę na pulsie. Aktor nie silił się na używanie wielu środków artystycznego wyrazu, dzięki temu jego rola nie była w ani jednym momencie przesadzona. Tutaj podobnie jak Caplan Robbins znakomicie wyważył swoje silne, mroczne oblicze z tą bardziej spokojną, rodzicielską stroną. Znakomicie aktor łączy te elementy na ekranie, co możemy choćby zobaczyć w bardzo emocjonalnej scenie rozmowy Popa z Nadią, a potem jego konwersacji przed śmiercią z Ace'em/Augustinem. Naprawdę udany występ legendarnego aktora w tym serialu.

Twórcy po raz kolejny potrafią stworzyć gęstą, wyzierającą z każdego kąta atmosferę grozy, przy tym jednak nie epatując nią na siłę. Bardziej przemawia przez nich minimalizm, co tylko działa na korzyść produkcji. Wspomniany minimalizm przejawia się w pojedynczych scenach dialogowych czy jest budowany na relacjach postaci. Nawet sekwencje, w których należało użyć efektów specjalnych nie są nimi przesycone, a doskonale komponują się z mrocznym, ale spokojnym wręcz charakterem opowieści. Doskonałym przykładem tego podejścia twórców jest scena rozmowy Ace'a z Popem. Od samego początku czuć w niej grozę bijącą z każdego słowa obydwu postaci, jednak całość tej konwersacji zostaje zakończona minimalistycznie, co jest prawdziwą sztuką w takim gatunku. 

Nowe odcinki Castle Rock fantastycznie kontynuują historię, rozwiązując niektóre wątki, ale przy tym zapowiadają naprawdę dobry finał. Polecam. 

Źródło: zdjęcie główne: Hulu

Castle Rock

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV