Przeczytaj w weekend

Drakula: odcinek 1 - recenzja

Drakula jest miniserialem powstałym we współpracy BBC i Netflixa. Czy twórcy Sherlocka, czyli Steven Moffat i Mark Gatiss, zaproponowali coś nowego w kolejnym remake'u losów tej postaci?

Ocena recenzenta:
8/10

Drakula jest miniserialem powstałym we współpracy BBC i Netflixa. Czy twórcy Sherlocka, czyli Steven Moffat i Mark Gatiss, zaproponowali coś nowego w kolejnym remake'u losów tej postaci?

Michał Kujawiński
Michał Kujawiński
Tagi:  recenzja 

Drakula od BBC i Netflixa jest kolejnym podejściem do tej zasłużonej w kinie postaci, która doczekała się naprawdę wielu różnych interpretacji. Czy potrzebowaliśmy kolejnej? Pierwszy odcinek miniserialu stworzonego przez Stevena Moffata i Marka Gatissa, czyli twórców Sherlocka udowadnia, że warto było czekać, bo wspomniany duet oferuje krwawą ucztę w swoim charakterystycznym stylu, który okazuje się świetnie pasować do mrocznych realiów tego świata.

Przy tym trudno odejść od porównań z Sherlockiem, bo nawet muzyka i czołówka Drakuli przynosi na myśl właśnie serial z Benedictem Cumberbatchem w roli głównej. Jego charyzma zostaje jednak zastąpiona przez świetnie spisującego się duńskiego aktora Claesa Banga, który jako Drakula tworzy własną kreację, dodając wiele od siebie i jednocześnie dbając o odpowiedni szacunek dla poprzednich aktorskich wcieleń tego antybohatera. 

Wszelkie podobieństwa między serialami wynikają oczywiście z autorskiego stylu twórców, ale nie powiedziałbym, że jest to próba przeniesienia Sherlocka do innych realiów i czasów kojarzonych z mrocznym światem Drakuli. Moffat i Gatiss chcąc odciąć się od swojego hitowego serialu, prezentują w pierwszym odcinku zupełnie inną narrację, gdzie tytułowa postać pełni raczej rolę typowego antagonisty, a całość skupia się na rozmowie zakonnic z prawnikiem Jonathanem Harkerem, który w niewyjaśnionych okolicznościach zdołał uciec z zamku Drakuli.

Twórcy uwielbiają intelektualne starcia pomiędzy bohaterami i okazji, żeby to pokazać, nie brakuje. Nie tylko poprzez sekwencje dialogowe pomiędzy Drakulą i Harkerem, ale też przede wszystkim tej dwójki z siostrą Agatą, która może sprawiać wrażenie nieco przerysowanej i zbyt pewnej siebie, ale aktorka Dolly Wells świetnie poprowadziła tę postać. Mądrość i przenikliwość bohaterki sprawdza się na ekranie bardzo dobrze i wydaje się, że nie potrzebuje ona znajomego detektywa z Londynu, bo byłaby w stanie sama rozwiązać nawet najtrudniejsze zagadki. Pierwszy z trzech odcinków ma metraż charakterystyczny dla filmu kinowego, ale w takiej formule świetnie spisują się twórcy i tutaj można pokusić się o stwierdzenie, że udało się wrócić formą do pierwszego sezonu Sherlocka - odcinek został świetnie zaplanowany i nie brakuje w nim emocji, krwawej rozrywki, efektów praktycznych, strachu - napakowano tutaj naprawdę wiele.

Igranie ze schematami oraz zabawa formą, także cechuje styl twórców. Nie zabrakło ironizowania z kultowych elementów gatunku lub samej postaci Drakuli, ale wszystko jest prowadzone z ogromnym szacunkiem do pozostałych dzieł. Udaje się często znaleźć balans pomiędzy powagą i czarnym humorem, nawet w momentach pełnych brutalnej przemocy ze strony tytułowej postaci, która dodatkowo potrafi rozładować gęstą atmosferę swoją charyzmą. Nie oznacza to jednak, że twórcy uniknęli błędów. Zdarza się, że sceny są przegadane i gorzej wypadają sekwencje z Johnem Heffernanem w roli prawnika Jonathana Harkera. Kiedy ucharakteryzowany rozmawia z zakonnicami lub rozmawia z Drakulą w retrospekcjach, wszystko gra. Gorzej jeśli zaczyna podróżować po zamku i wpadać w tarapaty, co zwyczajnie jest mniej pociągające. Wtedy w istocie można bać się najbardziej tego, co przygotowali twórcy, jeśli chodzi o motywy horrorowe, ale raczej jest to kwestią gustu, który akcent serialu jest w danym momencie najciekawszy.

Nie zawsze udaje się też odpowiednio zmieszać komiczne motywy z dramatyzmem. Można niekiedy mieć wrażenie, że twórcy gubią się w utrzymaniu spójnego tonu przez pierwszą połowę odcinka. Pod koniec jednak napięcie wylewa się strumieniami krwi z ekranu i trudno oderwać wzrok. Bezsprzecznie barokowe klimaty, wyskakujące truposze czy długie kły smakujące krew, wszystko to jest atrakcją i w sposób widowiskowy i dynamiczny prezentowane jest przez twórców. Nie brakuje też elementów absurdalnych, ale inteligentnie wplatanych w całą intrygę. Drakula wraca do telewizji i robi to w naprawdę dobrym stylu. 

Źródło: zdjęcie główne: Netflix

Drakula

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV