Euforia: sezon 1, odcinek 1 - recenzja

Euforia to nowy serial HBO wyprodukowany m.in. przez Drake’a. Jest on adaptacją izraelskiej produkcji Rona Leshema, Dophny Levin i Tmiry Yardeni o tym samym tytule. Scenariusz powstał w oparciu o rzeczywistą historię walki z depresją, którą stoczył Sam Levinson, twórca nowej wersji młodzieżowego dramatu.

Ocena recenzenta:
8/10

Euforia to nowy serial HBO wyprodukowany m.in. przez Drake’a. Jest on adaptacją izraelskiej produkcji Rona Leshema, Dophny Levin i Tmiry Yardeni o tym samym tytule. Scenariusz powstał w oparciu o rzeczywistą historię walki z depresją, którą stoczył Sam Levinson, twórca nowej wersji młodzieżowego dramatu.

Główna bohaterka serialu Euforia, Rue (Zendaya), urodziła się niedługo po zamachach 11 września. Jej ojciec zmarł; historia uzależnienia rozpoczęła się wraz z podaniem bohaterce valium podczas wyjątkowo silnego ataku paniki. Zakończyłaby się szybko i tragicznie, gdyby jakiś czas później siostra Rue nie odnalazła jej leżącej na podłodze po przedawkowaniu. Teraz bohaterka wróciła z odwyku i wcale nie zamierza pozostawać czysta. Chciałaby znów poczuć swoje dwie sekundy nicości.

Określenie „młodzieżowy dramat” jest w wypadku Euforii dość mylące, biorąc pod uwagę formę, do której przyzwyczaiły nas seriale spod tego szyldu. Tej produkcji daleko jest do, dajmy na to, Trzynastu powodów, ale nie bawmy się w porównania – możemy je odpuścić, biorąc pod uwagę liczne unikatowe elementy pilota.

Zapomnijmy więc o teen dramach. Euforia to serial, który swoim prologiem zapowiada opowieść o zagubieniu w bezwzględnym świecie zdominowanym przez seks, narkotyki, alkohol, przemoc i social media. Rue staje się naszą przewodniczką po tym świecie, a serial staje się jej opowieścią o traumach i próbach ucieczki. Bohaterka nie bierze, by lepiej bawić się na imprezie, nie otumania się dla zwykłej, prostej frajdy. Chodzi tu o jak najdłuższe znieczulenie, bez którego codzienność staje się absolutnie nie do zniesienia – a wszystkie destrukcyjne decyzje są tu podejmowane przy pełnej świadomości ich konsekwencji, a nie z nastoletniej bezmyślności.

Rue powoli obnaża przed nami zgniłe, zapłakane, przerażone oblicze swoich rówieśników i ich rodzin. Nie będziemy mieli tu do czynienia z głośnymi i rozpieszczonymi nastolatkami, a z poturbowanymi, przerażonymi małolatami, które nie wiedzą, czym jest szczęście, szukają go więc w nieodpowiednich miejscach. Seks to waluta, social media to bóg. A gdzieś pomiędzy tym wszystkim tętni uzależnienie głównej bohaterki – ukazane tu jako miażdżąca i nieposkromiona siła, wobec której jest ona całkowicie bezradna.

Odcinek nie kroczy utartymi, bezpiecznymi ścieżkami, nie bawi się w ukazywanie problemów za pomocą niewyszukanych metafor; Euforia to bodaj najmocniejszy niby-młodzieżowy obraz, jaki zdarzyło mi się oglądać od dłuższego czasu. Zaznaczę też, że nie spodziewałem się, iż już pierwszy odcinek wielokrotnie wywoła we mnie potężny dyskomfort.

Na uwagę zasługują też narkotyczne, oniryczne wręcz elementy kreacji audiowizualnej, które pozwalają nam wraz z Rue uciec, odlecieć, odepchnąć od siebie świat. Te realizacyjne perełki podkreślają tylko poczucie śledzenia świata oczami tragicznej skądinąd postaci.

Zendaya w roli Rue jest, powiedzmy to uczciwie, fenomenalna. To chyba pierwsza jej rola, w której może pokazać nieco więcej – i nie zawodzi. Euforia to niezbity dowód na drzemiący w młodej aktorce potencjał, po którym nikt nie będzie miał wątpliwości, że warto śledzić uważnie rozwój jej kariery.

Premiera pierwszego odcinka Euforii już 17 czerwca. Jest to odcinek wyjątkowy, polecam więc dać mu szansę. Jeśli kolejne epizody pójdą w zapowiedzianym kierunku, okaże się, że mamy do czynienia z jedną z lepszych produkcji tego roku.

Euforia

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV