Przeczytaj w weekend

Miecz Ardeńczyka – recenzja komiksu

Antropomorficzne zwierzęta w oparach polityki, przepowiedni i osobistych problemów, czyli Miecz Ardeńczyka - bo króliczki są słodkie, dopóki nie muszą wziąć miecza do łapki.

Ocena recenzenta:
7/10

Antropomorficzne zwierzęta w oparach polityki, przepowiedni i osobistych problemów, czyli Miecz Ardeńczyka - bo króliczki są słodkie, dopóki nie muszą wziąć miecza do łapki.

Jest taki typ opowieści - obserwujemy  drobnego, fajtłapowatego bohatera, który zgodnie ze sztuką  okazuje  się później bohaterem. Najlepiej żeby miał mądrego nauczyciela, którego traci, był wplątany w wielką intrygę obejmującą walkę dobra ze złem, a do kompletu został włączony do drużyny, w której wszyscy się znają i traktują go jak piąte koło u wozu. Tak mniej więcej Étienne Willem rozwija akcję w swoim komiksie Miecz Ardeńczyka. Garen jest zwykłym chłopcem ze wsi marzącym o wielkich przygodach, kiedy te jednak spotykają go w postaci bandy Kozieła z Przeklętego Lasu łupiącej jego rodzinną miejscowość, okazuje się, że trzeba dokonać weryfikacji marzeń w trybie natychmiastowym. Powrót Kozieła oznacza, że cała kraina będzie musiała znów stanąć do konfrontacji z Nuhym, panem mroku, odpartym już dwadzieścia lat wcześniej, jak się okazuje, nie do końca skutecznie. Po ostatnim spotkaniu zostały legendy o bohaterskich czynach oraz przepowiednia. Garen zostaje włączony do drużyny, która ma uniemożliwić kompletowanie Czarnej Zbroi, niezbędnej do przywołania mrocznego pana.

Autor komiksu nie ukrywa, że bawi się kliszami i motywami, a ponieważ swoimi bohaterami uczynił zantropomorfizowane zwierzęta, a fabułę umiejscowił w średniowieczu znanym z eposów rycerskich i opowieści o Robin Hoodzie, miał do dyspozycji szeroki wachlarz możliwości w zakresie budowania postaci i prowadzenia wątków. Garen jest królikiem, który potrafi okazać odwagę. Jego nauczycielem i mentorem na początku był pies z rodzaju tych o łagodnym i mądrym pysku, ale okryty chwałą za swoje wojenne czyny nie mógł być niewinnym stworzeniem. Willem bawi się stereotypami na temat zwierząt - osioł jako sekretarz władcy, ale też i puchacz jako czarodziej czy łasica jako szpieg, uwypukla pewne cechy lub im zaprzecza, nie dając do końca przewidzieć roli postaci pojawiającej się w historii.

Niektóre wątki jednak są bardzo przewidywalne, intryga mniej angażująca z czasem, rozwiązanie zaś nie zostawia uczucia satysfakcji, na które liczyło się rozpoczynając lekturę. Początek stoi na wyższym poziomie niż zakończenie, jednak ogólne wrażenie było pozytywne. Polityka, koalicje, zdrady, zmiany stron, negocjacje i sojusze – zmiany jak w kalejdoskopie, a wszystko to ma realny wpływ na fabułę i nie oszczędza nikogo. Do kompletu okraszone magią jako jedną z sił sprawczych, jednak autor unika sytuacji, gdy jedynie magiczny trik może rozwiązać główny problem bohaterów. Ci muszą poradzić sobie w większości sami, uzbrojeni jedynie we własne umiejętności i doświadczenie.

Najmocniejszym atutem niewątpliwie jest strona graficzna. Widać, z jakim pietyzmem autor opracował antropomorfizację dla każdego gatunku, starając się jak najmniej ingerować w ich budowę, jednak uwzględniając wymogi chociażby mowy czy dwunożnego chodzenia. Do tego szczegółowość rysunku zachwyca i sprawia, że nad wieloma kadrami warto zatrzymać się na dłużej.

Miecz Ardeńczyka to dzieło miłe dla oka, a jednocześnie przyjemnie grające znanymi wątkami. Z jednej strony to opowieść o dorastaniu głównego bohatera, z drugiej o drużynie, a w dodatkowej warstwie też pytanie o środki władzy do osiągnięcia celu. I chociaż większość tych elementów już widzieliśmy, Étienne Willem bardzo zręcznie je miksuje.


Poznaj klawiaturę multimedialną Logitech K400+

Źródło: fot. Egmont

Miecz Ardeńczyka

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV