Milczenie – recenzja książki

Milczenie porusza temat, który już znamy – zmieniający się świat pod wpływem strasznego kataklizmu. I z jednej strony Tim Lebbon pokazuje coś trochę świeżego, z drugiej ginie to szybko w odmętach znajomych schematów.

Ocena recenzenta:
5/10

Milczenie porusza temat, który już znamy – zmieniający się świat pod wpływem strasznego kataklizmu. I z jednej strony Tim Lebbon pokazuje coś trochę świeżego, z drugiej ginie to szybko w odmętach znajomych schematów.

Huw ma wszystko, co można by sobie wymarzyć. Wspaniałą żonę, dobrą pracę i dwójkę dzieci. Niestety, jego życiem wstrząsnęła tragedia. Kilka lat wcześniej w wypadku zginęli jego rodzice, a córka Ally, straciła słuch. I mimo że nauczyli radzić sobie z tym, ta trauma nadal nie pozwala mu usnąć spokojnie. Jak więc poradzi sobie w zupełnie nowym świecie, który pojawi się już za moment, gdy naukowcy tysiące kilometrów dalej odkryją tajemniczą jaskinię?

Czytając oficjalny opis powieści (którego tutaj nie zamieściłam), można mieć jedno skojarzenie. I mimo że Ciche miejsce powstało już dawno po publikacji tej powieści (u nas wydana w 2020 r., ale oryginalne wydanie miało miejsce 2015 r.), to jednak prezentuje dokładnie taką samą historię. Zresztą, również ekranizacja Milczenia była oskarżana (tak jak wspomniałam wyżej - niepotrzebnie) o zbyt duże podobieństwo do Cichego miejsca. I choć nie chcę już wchodzić w dyskusję, na ile John Krasinski miał do czynienia z tą książką i który film lepszy, to prawda jest taka, że dla osób, które obejrzały Ciche miejsce, Milczenie nie przedstawi niczego nowego, zwłaszcza będąc w fazie inwazji i zmienionego świata. Czytelnik będzie przerzucał kartki z myśleniem „to już było” i będzie miał zupełną rację. Dlatego ostatnia część powieści – która powinna być najbardziej fascynująca – mówiąc kolokwialnie, wieje nudą.

Milczenie okładkaŹródło: Zysk i S-ka

Nie oznacza to jednak, że cała książka jest średnia. Wręcz przeciwnie – dopóki trzymamy się historii przed inwazją albo w jej trakcie, Tim Lebbon pokazuje nam, jak powoli, acz strategicznie, zmienia się świat z sekundy na sekundę. I to jest najmocniejsza część tej historii. Krok po kroku śledzimy, jak Europa zmienia się od pierwszych (niepewnych) pogłosek przez stopniowe złe informacje aż do zupełnej histerii.

Łatwo polubić bohaterów, którzy są naprawdę zwykłą, sympatyczną rodziną. W małżeństwie Huwa i jego żony nie ma jakiejś dramatycznej przeszłości z kochanką, nałogami czy czymkolwiek innym. Jest to świadoma, kochająca się para. Mamy również teściową Huwa, z którą również dogaduje się czasem lepiej, czasem gorzej, lecz jest to również bardzo zwyczajna relacja. Cieszę się, że Timowi Lebbonowi udała się rzecz niezwykle częsta – zarówno nie przesłodził przeszłości swoich bohaterów, jak i nie zdecydował się pójść w schemat „Idealnej rodziny, która wcale nie jest taka idealna”. Mam wrażenie, że w dzisiejszych powieściach i kinematografii trochę takich zwyczajnych rodzin brakuje. Jednocześnie są to bohaterowie do polubienia, z dystansem i humorem, nawet w obliczu takich zmian.

Oczywiście, są również tutaj pewne głupotki fabularne, jak poświęcenie jednego z bohaterów, które bardziej mnie zniesmaczyło, niż wywołało smutek. Szkoda również, że Lebbon nie zdecydował się bardziej rozwinąć wątków, które miały naprawdę duży potencjał, jak zamknięte ekosystemy czy kult ciszy.

Milczenie ma swoje dobre i słabe strony. Najciekawiej jest jednak na początku, gdy poznajemy całą rodzinę Huwa i Ally, a także razem z nimi możemy obserwować katastrofę, jaka dzieje się na świecie. Niestety, jednak sam świat po inwazji nie jest już tak ciekawy. Choć też nie jest to wina powieści, że Ciche miejsce szybciej zawładnęło sercami fanów niż Milczenie.

Źródło: fot. Zysk i S-ka

Milczenie

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV