Menu

Recenzja filmu: Moje córki krowy

Ocena recenzenta:8/10

„Moje córki krowy”: Śmiech przez łzy – recenzja

"Moje córki krowy" to nowy film Kingi Dębskiej, znanej z "Helu". Reżyserka stworzyła komediodramat z krwi i kości, który okazuje się świetnym kinem i nie pozostawia po seansie widza w depresji. Jeden z lepszych filmów z 40. Festiwalu Filmowego w Gdyni.

Moje córki krowy” to historia dwóch sióstr, których życie wywraca się do góry nogami, gdy w rodzinie pojawia się przypadek śmiertelnej choroby. Takim sposobem reżyserka porusza temat dość poważny, momentami smutny i przejmujący, który staje się obserwacją ludzkich zachowań w zderzeniu z trudną sytuacją. To jest element filmu, który potrafi naprawdę wzbudzić emocje, a niektóre momenty nawet są w stanie lekko wzruszyć. Kinga Dębska korzysta z dostępnych środków, by opowiedzieć historię dwóch kobiet, pozwalając im spojrzeć w pewnym momencie w głąb siebie i być może delikatnie się zmienić. Ta strona filmu wypada naprawdę dobrze, prawdziwie i potrafi zmusić do myślenia nad tym, jak byśmy się zachowali w podobnej sytuacji. Być może niektóre aspekty emocjonalnych rozterek mogły być dogłębniej przeanalizowane, ale wtedy istniałoby ryzyko zaburzenia równowagi pomiędzy gatunkami.

Można by pomyśleć, że mamy do czynienia z kolejnym depresyjnym dramatem stworzonym w naszym kraju, ale tak nie jest. Jest to komediodramat, więc reżyserka korzysta z różnych zabiegów, by pokazać, że nawet w tak trudnej sytuacji można czerpać radość z życia. Humor pokazany w tym filmie jest niezwykle trafny, różnorodny i często oparty na przekomicznych sytuacjach, które w zderzeniu z dość poważną tematyką fabuły osiągają jeszcze lepszy efekt. Dębska pokazuje, że nie trzeba w obliczu nadchodzącej śmierci w rodzinie kierować się w stronę mroczną, depresyjną i smutną, tylko należy cieszyć się każdą chwilą. Przesłanie filmu działa nadzwyczajnie mocno, a równowaga pomiędzy obydwoma gatunkami to spory plus.

Duża w tym zasługa całej obsady, która spisuje się wyśmienicie, potrafiąc solidnie rozbawić. Agata Kulesza i Gabriella Muskała dobrze sprawdzają się w rolach sióstr, czyli tytułowych krów. Obie są wyraziste, świetnie budują emocje i bawią. Natomiast najjaśniejszym punktem jest Marian Dziędziel w roli trochę zwariowanego ojca kobiet – to właśnie dzięki niemu i jego specyficznemu stylowi bycia mamy najbardziej komiczne momenty, ale zarazem też te poruszające emocje.

Moje córki krowy” to porządny polski komediodramat, w którym te dwa gatunki idealnie się zaziębiają. Są momenty przezabawne, są też smutne i poruszające, ale ogólny wydźwięk jest pozytywny i nie dołuje niepotrzebnie widza. Za to należą się duże brawa.

Zdjęcie główne: autor Robert Pałka

Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze