Menu

Recenzja filmu: Pitbull. Nowe porządki

Ocena recenzenta:8/10

Pitbull. Nowe porządki – recenzja

Okazało się, że Patryk Vega to człowiek jednej opowieści. Kiedyś nakręcił świetnego Pitbulla, potem przez lata tworzył rzeczy znacznie słabsze, a teraz znowu nakręcił świetnego Pitbulla.

Pitbull. Nowe porządki to film, do którego podchodziłem z dużym dystansem. Jestem wielkim fanem pierwszej części (i serialu, który powstał na jej motywach), ale potem mijały lata i było gorzej i gorzej. Cała twórczość Patryka Vegi jako scenarzysty i reżysera była ciągiem pomyłek, błędów albo rzeczy po prostu słabych. Żaden z jego filmów i seriali nawet nie zbliżył się do poziomu debiutu. Kiedy więc usłyszałem, że tym razem wraca do swej pierwszej fabuły, by opowiedzieć kolejną historię z tego świata, byłem równocześnie pełen nadziei i mocno sceptyczny. Czy da radę? Czy udźwignie presję? Czy w ogóle w nim jeszcze jest ta iskra?

No i okazało się, że jest. Że potrafi. Że u niego to jak z jeżdżeniem na rowerze – po prostu wsiadł po latach przerwy i bez trudu pokazał nam, że wciąż odnajduje się w takim właśnie kinie. To świetnie oddany klimat, charakter i nastrój, który zrobił przed laty takie wrażenie na widzach. I bardzo dobrze.

Zobacz także: Maja Ostaszewska o wyzywający stylu poruszania – wywiad w związku z Pitbullem

Niewiele tu pozostało fabularnie z poprzednich opowieści. Ot, Gebels (Andrzej Grabowski) wciąż pracuje w policji, Barszczyk (Michał Kula) dalej jest tam gdzieś głupim i złośliwym komendantem, a Igor (Paweł Królikowski) przeszedł do sektora prywatnego. Cała reszta to nowe postacie i nowe problemy – w końcu minęła dekada. Główna oś fabuły to wojna pomiędzy Majami (Piotr Stramowski), policjantem, który podchodzi do swej roboty z prawdziwą pasją (miałem tu lekkie wrażenie, że to tylko przepisana postać Despero – Marcin Dorociński nie zgodził się wrócić, więc stworzono kogoś na jego podobieństwo), a Babcią (Bogusław Linda), bezwzględnym gangsterem, który rządzi Mokotowem.

ARVE Error: The video is likely no longer available. (The API endpoint returned a 404 error)

Podobnie jak przed laty ta fabuła aż kipi od świetnie wymyślonych postaci drugoplanowych i epizodycznych, od mocnych dialogów, od wstrząsających sekwencji. Widzimy podskórne życie stolicy, które (na szczęście) zwykle nas omija. Wymuszanie haraczy, ustawki kibiców, porwania bogaczy, niszczenie przestępczej konkurencji – Vega umie to pokazywać atrakcyjnie i mocno, a co ważne, czemuś to służy, prowadzi do puenty, do jakiegoś uczciwego morału. Nawet jeśli ten morał się nam niespecjalnie podoba, to należy go uszanować.

Zobacz także: Bogusław Linda o nowym Pitbullu

W ogóle mnie nie dziwi, że ta produkcja przyciągnęła aż tyle znanych aktorskich nazwisk – że Bogusław Linda po latach znowu sięgnął po broń i zagrał gangstera, że Maja Ostaszewska chętnie wcieliła się w roztrzepaną i bezpretensjonalną dziewczynę głównego bohatera. Te postacie są tak napisane, tak pokazane, że nie sposób oderwać od nich wzroku. To aktorskie petardy. Nawet drobniutkie epizody – ot, Anna Mucha w góra dwuminutowej sekwencji, która w większości składa się tylko z szybkiej sceny seksu. Wszystko tu działa i wspólnie tworzy film naprawdę godny uwagi.

Jedynym problemem Pitbulla: Nowych porządków jest to, że to nic nowego. Dekadę temu Vega już to raz zrobił. To prawda, że my – widzowie – lubimy kolejne porcje tej samej fajnej potrawy, ale co dalej? Czy przed nami kolejna dekada, w której Vega będzie próbował rozmaitych filmowych gatunków i tematów, by potem znowu wrócić do Pitbulla? Może niech już od razu zostanie tu na dłużej.

Zdjęcie główne: autor Andrzej Bołdaniuk

Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze