Przeczytaj w weekend

Proxima - recenzja filmu

Niebywałe, ile siły, pracy i woli musi włożyć astronauta w swą podróż w bezkres kosmosu - sam proces przygotowawczy trwa, wymaga, nie zna litości. Ten właśnie proces bierze pod lupę PROXIMA, stawiając w jego centrum Sarę, matkę kilkuletniej Stelli.

Ocena recenzenta:
8/10

Niebywałe, ile siły, pracy i woli musi włożyć astronauta w swą podróż w bezkres kosmosu - sam proces przygotowawczy trwa, wymaga, nie zna litości. Ten właśnie proces bierze pod lupę PROXIMA, stawiając w jego centrum Sarę, matkę kilkuletniej Stelli.

Sara jako jedyna kobieta uczestniczy w niezwykle wyczerpującym szkoleniu pewnej kosmicznej agencji, by następnie zostać członkiem załogi misji o tytułowej nazwie. By opuścić Ziemię, musi być gotowa na pełne poświęcenie, mordercze treningi, pełne skupienie, w końcu - kwarantannę, oddzielenie od Stelli, które okazuje się największym wyzwaniem.

Proxima to film o podróży w kosmos, w którym podróży tej jednak nie uświadczymy. Zobaczymy za to, z jakimi przeciwnościami musi zmierzyć się astronautka – pewna tego, czego chce, a jednocześnie rozdarta i niebywale samotna. Samotna jako jedyna kobieta wśród traktujących ją protekcjonalnie współpracowników, samotna jako matka, która musi zostawić siedmioletnią córkę pod opieką ojca na ponad rok, czyli na czas przygotowań i podróży.

Przede wszystkim Proxima nie okazuje się filmem z przekazem na wskroś feministycznym, przynajmniej nie w hollywoodzkim, często bezrefleksyjnym stylu – ta kwestia okazuje się bardziej złożona. Obsadzona przez subtelną Evę Green Sara to żaden monument, superbohaterka czy niewzruszona heroina; zmaga się ona ze słabościami obcymi pozostałym członkom załogi. Mała Stella z czasem coraz bardziej buntuje się przeciw matce, nie rozumiejąc do końca, dlaczego ta chce zostawić ją na tak długo. Sara nie zamierza porzucić swych marzeń, jednak jej lęk i obawy rosną w siłę, potęgowane przez konflikt z córką. Córką, dodajmy, wciąż uczącą się jeszcze świata.  Sara uświadamia sobie, że przez długi czas nie będzie brała w tej nauce udziału.

Wynika z tego pytanie, które wisi nad postacią Sary niby czarny sęp: czy najstraszniejszą kwestią podróży w kosmos jest samotność i tęsknota, czy towarzysząca powrotowi myśl, że ludzie, których zostawiliśmy, nauczyli się radzić sobie bez nas? Życie na Ziemi toczy się przecież dalej, zaś życie astronauty - staje w miejscu. Kosmiczny podróżnik wyczekuje powrotu do domu, tkwiąc jednak w stagnacji. U niego nie zmienia się nic, a tam w dole – być może – wszystko.

To dobitnie pokazuje, z jak wnikliwą produkcją mamy do czynienia. W tej historii o walce i pierwotnej sile, jaką jest macierzyński instynkt, oglądamy też różne oblicza miłości – w tym wszystkim Proxima nieśmiało, ale stanowczo przypomina, że każda miłość, nawet ta matczyna, nosi znamiona egoizmu, choćby niewielkiego. Przy tym wszystkim obraz zapoznaje nas krok po kroku z procesem szkoleniowym i przygotowaniami astronautów (owacje za sferę techniczną produkcji – jest surowo i przekonująco) – uwypuklenie ciężaru zmagań ułatwia empatyczne spojrzenie na bohaterkę, która w pewnym momencie sama już miota się w emocjach, będąc o krok od załamania.

Alice Winocour unika przetartych ścieżek i opowiada o wielkich sprawach w sposób intymny – robi to z niebywałym wyczuciem i zrozumieniem. Cała ta usłana cierniami ścieżka nie wydaje mi się błahą pochwałą siły i uporu (za dużo tu potknięć, delikatności, wrażliwości), ale cichym, choć trudnym "mimo wszystko". Kocham cię, więc jakoś to będzie.

Proxima

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV