Rick and Morty: sezon 4, odcinek 1 - recenzja

Na 4. sezon serialu Rick and Morty trzeba było czekać naprawdę długo. Na szczęście odcinek Edge of Tomorty: Rick Die Rickpeat to naprawdę świetne rozpoczęcie nowej serii.

Ocena recenzenta:
9/10

Na 4. sezon serialu Rick and Morty trzeba było czekać naprawdę długo. Na szczęście odcinek Edge of Tomorty: Rick Die Rickpeat to naprawdę świetne rozpoczęcie nowej serii.

Paweł Krzystyniak
Paweł Krzystyniak

Fani serialu animowanego Rick and Morty musieli wykazać się ogromną cierpliwością. Gdy ostatni odcinek 3. serii zakończył się sceną po napisach zdradzającą, że na kolejny sezon trzeba będzie poczekać, nikt chyba nie przeczuwał, że oczekiwanie to będzie tak długie. Teraz jednak, po dwóch latach, popularni bohaterowie wracają i na szczęście jest to powrót bardzo udany i dostarczający wszystkiego, czego mogą oczekiwać fani tej dwójki.

Tym razem Rick i Morty wyruszają na planetę Forbodulon Prime w poszukiwaniu Kryształów Śmierci. Mają one wyjątkową właściwość i pokazują sposób, w jaki dana osoba zginie. A właściwie – w jaki sposób może zginąć, bo ulega on zmianie w zależności od podejmowanych decyzji. Morty odkrywa w nim, że umrze ze starości u boku Jessiki i zamierza zrobić wszystko, co w jego mocy (i mocy gadżetów skradzionych Rickowi), by wizja ta się ziściła. Dosłownie wszystko, łącznie ze staniem się prawdziwym potworem.

Rick również nie ma lekko i wydarzenia z pierwszego odcinka 4. serii sprawiają, że musi on wykorzystać swoje klony. Dzięki temu mamy okazję poznać nietypowe wersje starszego Sancheza – w tym Ricka-krewetkę, a nawet... Ricka w formie pluszowego misia, którego obecność zdradziła niedawno zapowiedziana linia figurek POP! od amerykańskiej firmy Funko. Niestety, wszystkie klony mają wyjątkowego pecha i pojawiają się w wyjątkowo nieprzyjaznych rzeczywistościach. 

Akcja odcinka pędzie w naprawdę szybkim tempie i nawet przez moment nie ma tutaj miejsca na nudę. Dosłownie przez cały czas coś się dzieje, a finał jest w równym stopniu zaskakujący, co groteskowy. W odcinku zatytułowanym Edge of Tomorty: Rick Die Rickpeat nie brak też innego, poza humorem i groteską, znaku rozpoznawczego produkcji Justina Roilanda i Dana Harmona, czyli licznych nawiązań do popkultury. Mamy tu więc elementy zaczerpnięte m.in. z Na skraju jutra (co było oczywiste, patrząc na tytuł epizodu), Akiry, a nawet... Coco.

Edge of Tomorty: Rick Die Rickpeat to naprawdę udane rozpoczęcie 4. sezonu serialu Rick and Morty. Fani tej produkcji nie muszą obawiać się, że twórcom kończą się pomysły, bo jest on najlepszym dowodem na to, że mają oni jeszcze wiele asów w rękawie. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko trzymać kciuki za to, by kolejne odcinki utrzymały równie wysoki poziom.

Źródło: fot. Adult Swim

Rick and Morty

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV