Rodzina Addamsów - recenzja filmu

Najpopularniejsza rodzina masochistów, sadystów i potworów powraca na duże ekrany, nadszedł więc czas, by przekonać się, jak Conradowi Vernonowi i Gregowi Tiernanowi wyszło odświeżenie Addamsów.

Ocena recenzenta:
5/10

Najpopularniejsza rodzina masochistów, sadystów i potworów powraca na duże ekrany, nadszedł więc czas, by przekonać się, jak Conradowi Vernonowi i Gregowi Tiernanowi wyszło odświeżenie Addamsów.

Michał Jarecki
Michał Jarecki

Można rzec: nijak, bo nie wyciskają z nich absolutnie niczego nowego, a i umoralniają w ten najbardziej oczywisty w kontekście tej właśnie rodziny sposób. Ale po kolei. Prolog jest chyba najlepszą częścią filmu – ślub Gomeza i Morticii (lekko znudzony Oscar Isaac i fenomenalna Charlize Theron), ucieczka przed wrogim motłochem z pochodniami, poszukiwanie swojego miejsca na świecie: domu, azylu. Klimat, świetny soundtrack, doskonałe, makabryczne smaczki (przykład: zamiast pudru Morticia nakłada na swą bladą twarz pędzelkiem prochy swojej zmarłej matki, fantastyczne!). Wydawać by się mogło, że zabawnych pomysłów na pokazanie mrocznych i absurdalnych ciągot Addamsów nie brakuje. Co dalej?

Skok w czasie: 13 lat później. Wednesday upiera się, żeby pójść do szkoły z resztą zwykłych dzieciaków, gdzie z jakiegoś powodu postanawia wesprzeć jedną z dziewczyn w walce z złośliwymi koleżankami. Pugsley przygotowuje się do wejścia w dojrzałość, swojego „mazurka” (którego nie sposób skojarzyć z niczym innym, jak z bar micwą), ojciec obawia się, że ten nie podoła, Morticię martwi okres buntu córki, a telewizyjna gwiazda, która zamierza katalogowo urządzić całe pobliskie miasteczko, w czym przeszkadza jej demoniczne domostwo naszych bohaterów, szuka sposobu, by przekonać ich do remontu albo po prostu się ich pozbyć. Pomysłów na zaprezentowanie Addamsowych dziwactw szybko zabrakło, sporo tu natomiast odtwórstwa, powtórek, które ciężko nazwać hołdem czy cytatem. Całość podlana sosem oczywistości, bo i myślą przewodnią animacji okazuje się, jakże inaczej, „nie warto oceniać innych po pozorach”. "Różni, a jednak tacy sami". Te sprawy.

Dekady Addamsów w kinie, telewizji i na papierze, żeby w 2019 roku wrócić do punktu wyjścia. Obalanie konwencjonalnych wartości nie wybrzmiewa, bo twórcy ewidentnie bali się czerpać z tej abstrakcyjnej esencji Addamsów, jaką jest ich zamiłowanie do brudu, mroku, stęchlizny, bólu i cierpienia – choć, rzecz jasna, były to jednostki w gruncie rzeczy poczciwe i kochające się wzajemnie nad życie. Szkoda. Nowa odsłona to animacja o absolutnie rutynowej fabule, zszytej z elementów innych filmów animowanych, i to tych płytszych. Co więcej, można odnieść wrażenie, że rodzinka została i tak znacznie znormalizowana względem poprzednich inkarnacji w popkulturze. Ciężko było nie oczekiwać czegoś więcej, gdy w końcu ktoś ponownie wziął Addamsów na warsztat – zabrakło jednak pomysłowości i odwagi, co dziwi w wypadku twórców filmu Sausage Party (o którym mówić można wiele, ale na pewno nie to, że w nim pomysłowości czy odwagi brakuje).

Makabryczny design filmu do mnie trafił, choć mam z nim pewien problem. Postacie bardzo przypominają te z oryginalnych rysunków Charlesa Addamsa, niestety, przy tym wszystkim prezentują się bardzo... plastikowo. Wrażenie pomagała jednak zatrzeć masa fajnych graficznych szczegółów, drobiazgów, mrugnięć okiem. Nie można mieć zastrzeżeń do soundtracku, a i humor wypada, muszę przyznać, całkiem nieźle – dobrze napisane dialogi pomiędzy poszczególnymi postaciami to zdecydowanie najmocniejsza strona filmu. Filmu, który swoich bohaterów traktuje nieco zbyt ikonicznie, opierając ich wizerunki i charaktery na kilku zapożyczonych komponentach, nie pozwalając im narodzić się na nowo, a przede wszystkim nie pozwalając sobie na choć odrobinę autorskiego sznytu.

Rodzina Addamsów

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV