Ocena recenzenta:
7/10

Supergirl: sezon 3, odcinek 1 – recenzja

Serial Supergirl powraca z 3. sezonem. Odcinek Girl of Steel jest całkiem udany i delikatnie sugeruje zmianę kierunków fabularnych, jednak twórcy nie ustrzegli się dawnych błędów, które rzutują na ocenę tej odsłony serii.
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Takiej Supergirl jeszcze nie widzieliśmy. Pierwszy odcinek 3. sezonu serialu utrzymany jest w zupełnie innej tonacji niż ta, do której przyzwyczaili nas twórcy produkcji. Zamiast chwiejnej konstrukcji fabularnej, rozbijanej raz po raz mniej lub bardziej udanymi żartami, dostajemy Dziewczynę ze Stali z krwi i kości – cierpiącą po utracie ukochanego, w dodatku coraz częściej walczącą ze złem pod osłoną mroku. Emocjonalne rozterki głównych bohaterów były do tej pory w serii traktowane po macoszemu; teoretycznie uwypuklone, w praktyce zaś oparte na drażniącej skrótowości i zabiegach narracyjnych rodem z produkcji dla nastolatków. Tylko pozornie w tej kwestii nic się nie zmieniło. Z zaskakującym powodzeniem odpowiedzialni za serial raczą nas ukazywaniem głębi emocjonalnej Supergirl – istoty zanurzonej w rozpaczy i samotności. Nawet jeśli pod koniec odcinka wszystko zdaje się wracać do normy, to poznanie cierpiącej w ten sposób Kary może być naprawdę odświeżające, zwłaszcza w kontekście poprzednich odsłon serii.

Zmiany widać na wielu poziomach poziomach: fabularnym, muzycznym (inny motyw przewodni, nieco smutniejszy w zabarwieniu) i wizualnym. Zwróćcie uwagę, że operatorzy częściej sięgają po ciemniejsze soczewki – na ekranie robi się więc mrocznie, choć oczywiście nie na modłę pierwszych odsłon Kinowego Uniwersum DC. Ten wydźwięk wzmacnia jeszcze sposób gry Melissy Benoist. Jej Supergirl w odcinku Girl of Steel ma więcej samotnych scen, jest wycofana, swój ujmujący uśmiech wykorzystuje oszczędnie. Do tego wszystkiego dochodzi również nieustanne akcentowanie dualnej natury głównej bohaterki. Jest coś niepokojącego w rozmowach protagonistów, w których pojawia się wyraźna granica między Dziewczyną ze Stali a Karą Denvers. Niektórzy z widzów mogą momentami odnieść wrażenie, że druga z nich już nie powróci – odeszła wraz z błąkającym się aktualnie po otchłani Kosmosu Mon-Elem. Gdyby nie przygotowania ślubne Alex i Maggie, które znacznie spłycają wątek emocjonalny, moglibyśmy rozpatrywać Girl of Steel w kategoriach całkiem solidnego dramatu psychologicznego. Problem polega na tym, że twórcy komponują odcinek otwierający 3. sezon także ze znanych i sprawdzonych schematów, więc obwieszczenia o jakościowej zmianie serialu są zbyt przedwczesne i najprawdopodobniej przesadzone.

Akcentowanie dwoistości natury pojawia się również przy ukazywaniu postaci Samanthy Arias, samotnej matki, która ratując własną córkę, zdolna jest z siebie wykrzesać olbrzymie pokłady siły. Wszyscy doskonale wiemy, że ta naznaczona przez życie kobieta posiada swoje mroczne alter ego – Reign (prawdopodobnie zobaczyliśmy je w ostatnim ujęciu odcinka), śmiertelnie niebezpiecznej istoty, która w obecnej odsłonie serii ma pełnić funkcję głównej antagonistki. Jej wątek został jedynie subtelnie nakreślony. Za złoczyńcę w Girl of Steel robi Morgan Edge, który do spółki z Bloodsportem szykuje zamach w National City. Sęk w tym, że Edge to w rzeczywistości Maxwell Lord w wersji 2.0 – jest bogaty, niezwykle wpływowy i buduje swoje niecne i szpetne plany przejęcia władzy nad światem. Trudno na ten moment stwierdzić, czy mamy tu do czynienia z powtórką z wątpliwej jakości rozrywki, czy też nowa postać wniesie w zasadnicze wątki fabularne powiew świeżości. Wydaje się, że prawdopodobniejsza jest ta pierwsza opcja – ot, ekranowe odgrzewane kotlety.

Na drugim planie historii trwa walka o narracyjną spójność: śmieszki przyjaciół z okolic DEO mają rezonować w sekwencji marzeń sennych Kary czy całkiem sprawnie poprowadzonym wątku o zmianie właściciela CatCo. Brakuje jednak w tego typu zabiegach konsekwencji. Nie wiemy więc, czy twórcy chcą eksperymentować i ryzykować w aspekcie fabularnym, czy tylko bawią się z nami w kotka i myszkę, składając obietnice bez pokrycia. Zauważmy bowiem, że jednym z najważniejszych spoiw dla Girl of Steel jest kwestia ślubu Alex i Maggie. Powraca ona w najmniej spodziewanych momentach, scenarzyści arbitralnie wplatają ją w rozmowy bohaterów, choć dla takich fabularnych posunięć trudno znaleźć racjonalne wytłumaczenie. Apogeum tych bolączek staje się jedna z ostatnich scen, w której Kara pojawia się na spotkaniu przyjaciół. Ona, wyciskająca z Supergirl siódme poty, i oni, dyskutujący o ciastach ślubnych. Prawdziwa mieszanka wybuchowa. Nikt z nas nie wie, co z tego wyniknie.

Znasz ten serial?

Oceń, jak Ci się podobał:

0,0

Szkoda również, że krajobraz po bitwie z Daxamitami został potraktowany po macoszemu – jakieś zapewnienia Edge’a o biznesmenach odbudowujących National City co prawda są, ale to raczej kwestia bombardowania nas niedopowiedzeniami. Trudno określić czy w tym szaleństwie jest metoda. Naszą uwagę przykuje z pewnością osiadły na dnie morza kosmiczny statek, mający sugerować większe zagrożenie na horyzoncie. W sieci powstało już kilka teorii na temat jego pochodzenia. Wedle jednej z nich należy on do Durlan – rasy obcych, której przedstawicielką jest serialowa prezydent USA.

Supergirl wraca w dobrym stylu, choć do hymnów pochwalnych na temat jakościowej zmiany serialu jest z pewnością daleko. Cieszy fakt wprowadzenia nowych postaci i wątków, które mają rozbijać nieco już skostniałą strukturę fabularną. Z drugiej strony niepokoi fakt przywiązania twórców do wyświechtanych na różne sposoby schematów narracyjnych. Warto więc spojrzeć na Girl of Steel jako na odcinek w pełni autonomiczny. Tylko patrząc z tej perspektywy, możemy odkryć wewnętrzny dramat głównej bohaterki, który nieśpiesznie popycha ją w stronę mroku.

Źródło: Zdjęcie główne: The CW

Poznaj recenzenta

Piotr Piskozub
Byłem kiedyś w Twin Peaks, choć równie dobrze mogło to być South Park. Nie płakałem po Mufasie; wzruszyłem się za to sakramencko, gdy pewien Diabeł Stróż urządził jatkę na klatce schodowej. Dawno temu, w Ameryce, chciałem przeżyć swoją własną Odyseję Kosmiczną. Nieustannie Idę i Patrzę, rozglądając się za małymi skrawkami piękna. Wielkiego piękna.

Najlepsze z 24h

Paweł Krzystyniak
0 -

34 zwiastuny do obejrzenia w ten…

Przegapiliście nowe zwiastuny w tym tygodniu? Nic straconego. Specjalnie dla was zbieramy w jednym miejscu…

Michalina Reda
0 -

Plotka: Marvel chce nowego Wolverine’a. Fani…

Zgodnie z nieoficjalnymi informacjami, Marvel i Disney chcą, by w nowych filmach powrócił Wolverine, choćby…

Michalina Reda
spoilery
0 -

Fani The Walking Dead chcą zwolnienia…

W sieci pojawiła się specjalna petycja ze strony fanów The Walking Dead, którzy są niezadowoleni…

Michalina Reda
0 -

Mark Hamill bardziej ceni prequele niż…

Odtwórca roli Luke'a Skywalkera wypowiedział się na temat minionych filmów z sagi Gwiezdnych Wojen przyznając,…

Michalina Reda
0 -

Stan Lee i inni komentują transakcję…

Wielka transakcja między Fox a Disneyem to najbardziej popularny temat ostatnich dni. Do sprawy odnieśli…

Michalina Reda
0 -

Peter Jackson otwarcie o Weinsteinie: Kłamał,…

Peter Jackson dołączył do osób przeciwnych Weinsteinowi, mówiąc, że producent za wszelką cenę odradzał mu…

Co o tym sądzisz?