Velvet. U kresu: Szpieg, którego pokochacie – recenzja

Wszyscy, którzy znają filmy z Bondem, wiedzą, że w każdym z nich pojawia się na krótką chwilę Moneypenny – sekretarka szefa Bonda, M. Co by było, gdyby okazało się, że jest superagentką?

Ocena recenzenta:
9/10

Wszyscy, którzy znają filmy z Bondem, wiedzą, że w każdym z nich pojawia się na krótką chwilę Moneypenny – sekretarka szefa Bonda, M. Co by było, gdyby okazało się, że jest superagentką?

Na taki, kapitalny pomysł wpadł Ed Brubaker, scenarzysta kultowego komiksu Kapitan Ameryka. Zimowy Żołnierz. Nie chodzi bynajmniej o to, że sekretarka tajnej organizacji szpiegowskiej ARC-7 jest podwójnym agentem. Velvet Tempelton, bo to ona jest główną bohaterką tej historii, to 43-latka po przejściach, która aż za dobrze poznała mroczne strony szpiegowskiej profesji i zdecydowała się zrezygnować z misji w terenie na rzecz pracy za biurkiem. Siedzi za nim na tyle długo, że jedynie naczelnik ARC-7 zna jej przeszłość. Dopiero zabójstwo najlepszego superagenta X-14 sprawia, że Velvet musi ponownie wkroczyć do akcji. Ta jest osadzona w 1973 roku, mamy więc środek zimnej wojny i choć formalnie panuje pokój, ciągle toczą się niewidoczne dla ogółu zmagania tajnych służb. Postać Velvet i cała historia potraktowana jest całkowicie serio. Tu nie ma mrugnięć okiem do czytelnika, jest tylko bezwzględna walka na śmierć i życie. Jeżeli pamiętacie najlepszy bondowski film ostatnich lat, czyli Casino Royale, to wiecie, o czym mowa. To właśnie ten klimat.

Velvet. U kresu - okładka
Źródło: Mucha Comics

Ponadto widać wyraźnie, że Brubaker idzie podobnym tropem co mistrz powieści szpiegowskich (i były pracownik tajnych służb) John leCarre, którego bohaterów praca szpiegów nauczyła wiele o mrocznej stronie ludzkiej natury. To ludzie, którzy pozbyli się złudzeń, co nie oznacza, że pozbyli się zasad. Z drugiej strony, mając pełną świadomość smutnych konsekwencji, jakie niesie zaangażowanie w służbę, nie mogą odejść, bo są już zbyt uzależnieni od przypływu adrenaliny, jaki daje tylko udział w śmiertelnie niebezpiecznej akcji.

Strona graficzna na pozór nie wyróżnia się niczym specjalnym. Rysunki Steve’a Eptinga, który współpracował z Brubakerem przy Kapitanie Ameryka, są dość schematyczne. Jednak w miarę rozwoju akcji zaczynamy doceniać świetne kadrowanie dynamicznych scen walk, ucieczek i pościgów, które budują tempo całej opowieści.

Velvet początek albumu 03
Źródło: Mucha Comics

Bardzo dobrym pomysłem narracyjnym jest opowiadanie historii z perspektywy Velvet, dzięki czemu możemy lepiej wejść w psychikę bohaterki i docenić złożoność tej postaci. Pomagają nam w tym liczne retrospekcje, które nie zaburzają toku narracji, a wręcz przeciwnie - doskonale ją uzupełniają, odsłaniając przed czytelnikami motywy działania głównej bohaterki. Zresztą Velvet Tempelton to świetnie wykreowana postać, wpisująca się w trend silnych kobiet, które wiedzą, czego chcą, a w sytuacji zagrożenia potrafią wykazać się większą determinacją niż mężczyźni, podobnie jak Furiosa z filmu Mad Max: Na drodze gniewu czy inspektor Stella Gibson z serialu The Fall. Velvet to nie żadna superbohaterka, a kobieta z krwi i kości, twardo stąpająca po ziemi i potrafiąca walczyć o swoje, ale również niepozbawiona uczuć. Losy takiej bohaterki - prawdziwej i wyrazistej - śledzi się z prawdziwą przyjemnością.

Wszyscy, którzy kochają historie szpiegowskie, oraz ci, którzy spragnieni są dobrych, rozrywkowych, ale równocześnie niebanalnych i inteligentnych komiksów, powinni koniecznie poznać przygody śmiertelnie niebezpiecznej sekretarki.

Źródło: zdjęcie główne: Mucha Comics

Velvet: U kresu

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV