Przeczytaj w weekend

Wiedźmin: sezon 1, odcinek 8 (finał sezonu) - recenzja spoilerowa

Finałowy odcinek Wiedźmina przyniósł wiele emocji i został zrealizowany z rozmachem, co nie oznacza niestety, że bitwa o Sodden nakręcona w Polsce przejdzie do historii telewizyjnych starć.

Ocena recenzenta:
7/10

Finałowy odcinek Wiedźmina przyniósł wiele emocji i został zrealizowany z rozmachem, co nie oznacza niestety, że bitwa o Sodden nakręcona w Polsce przejdzie do historii telewizyjnych starć.

Michał Kujawiński
Michał Kujawiński
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Podczas książkowej Bitwy o Wzgórze Sodden, działy się rzeczy trudne do wyobrażenia - liczba zabitych żołnierzy i magów, ogromne zniszczenia i wreszcie trudna do określenia ilość nieszczęść spowodowanych przez atak Nilfgaardu na Północ. Pokazanie choćby ułamka rozmachu i krzywd wyrządzonych podczas tej bitwy na małym ekranie to wyzwanie niezwykle trudne, czasochłonne i wymagające sporego budżetu. Serialowy Wiedźmin takich możliwości niestety nie miał, bo choć próbowano pewne budżetowe braki zasłonić, to jednak Bitwa o Sodden nie będzie tą, która przejdzie do historii telewizji.

Nie zmienia to jednak faktu, że twórcom należy się szacunek za odwagę i próbę stworzenia spektaklu na wysokim poziomie. Teraz już pewnie nikt nie pamięta, ale Gra o tron w swoim pierwszym sezonie nie płodziła wielkich bitew, działo się niewiele widowiskowych scen, a walki na miecze przypominały starcie Lorda Vadera i Ob-Wana w klasycznych Gwiezdnych Wojnach. Na rozmach tego serialu patrzy się przez pryzmat kolejnych sezonów, wypada mieć zatem nadzieję, że Netflix podobnie jak HBO wywęszy nosem ogromne szanse płynące z tej marki i sypnie jeszcze większym pieniądzem w drugim sezonie. W końcu ballada Jaskra Grosza daj Wiedźminowi... nie wybrzmiała z głośników przypadkowo.

W książkach starcie pod Sodden liczyło setki tysięcy żołnierzy oraz przynajmniej dwudziestu czarodziejów, którzy stanęli w obronie Północy. Serial siłą rzeczy nie mógł pokazać ogromnej skali tej bitwy, choć starano się na wiele różnych sposobów. Narracyjnie odcinek Coś więcej prezentuje się nieźle, mamy tutaj ciekawe przygotowania do bitwy z koniecznym dla tego typu momentów ostatnim posiłkiem przed walką, a także wzrastające emocje spowodowane maszerującymi na Wzgórze Sodden rycerzami Nilfgaardu. Twórcy zdecydowali się na pokazanie szerokiego wachlarza umiejętności magicznych, choć zapewne dla wielu widzów magia w tym świecie po finale może stać się nieco zagadkowa. Otóż nikt nie strzela piorunami z rąk, czasem ktoś rzuci kulą ognia, ale jak to jest, że potężni czarodzieje chwytają po miecze, zamiast miażdżyć swoich wrogów?

Pomijając oczywiście kwestie budżetowe, twórcom bardzo dobrze udaje się nakreślić status magii w początkowych odcinkach oraz w samym finale, gdzie pokazuje się ogromną cenę idącą za stosowaniem potężnych czarów. Choćby dlatego Triss tworzy bramę z pnączy, a nie kreuje ogromny mur - zmęczenie i emocje powodują, że panowanie nad Chaosem staje się o wiele trudniejsze. Dlatego można oczywiście tłumaczyć takie zabiegi możliwościami finansowymi, ale jest to też zgodne z logiką serialu i tym, co zaprezentowane zostało wcześniej. 

Dlatego na plus starcia należy zaliczyć właśnie stosowanie magii, choć o wiele gorzej wypada całość w ogólnym rozplanowaniu bitwy i pojedynczych walk. Realizacyjnie nie wszystko zostało dopięte na ostatni guzik i trudno jest połapać się w tym, co pokazują nam twórcy. Żołnierze Nilfgaardu wychodzą małymi grupami z różnych stron, czarodzieje pojawiają się w rożnych lokacjach, jedna z potężniejszych czarodziejek Yennefer wyrzucona zostaje na wieżę, skąd ma dyrygować siłami swojej małej armii. Dokonano w planowaniu kilka naprawdę rażących błędów, które mają też podłoże fabularne jak w przypadku Yennefer. Nie wiem, na ile to przypadek, ale dwa najsłabsze odcinki pod kątem przedstawianych historii, to właśnie pierwszy i ostatni, oba napisane przez Lauren Schmidt Hissrich. Widocznie zacząć i zakończyć historię wiedźmina w pierwszym sezonie było niezwykle trudno.

Niedociągnięcia podczas bitwy można wybaczyć, ogląda się całość nieźle i wzbudza odpowiednie emocje. Zastosowano też kilka ciekawych zabiegów, jak trujące grzyby, manipulujące ludźmi robaki oraz dwimeryt. Udało się odtworzyć klimat bitwy, która rzeczywiście mogłaby rozgrywać się w świecie Sapkowskiego, podczas której udział biorą potężni czarodzieje. Gdyby dokonano lepszego planowania, wówczas naprawdę można byłoby być zadowolonym i całkowicie przymknąć oko na braki budżetowe. Cieszą na pewno też takie smaczki jak oparzenie Triss w okolicach dekoltu lub efektowna śmierć Koral. Prawie zostało też wybite oko Yennefer, choć nie Fringilla byłaby bezpośrednio autorką tego rękoczynu, a bardziej Sabrina manipulowana przez czarodziejkę z Nilfgaardu. 

Słabością Coś więcej jest jednak nie tylko próba przedstawienia ogromnej bitwy, ale też podsumowanie wątków i jednocześnie zapowiedź drugiego sezonu i kolejnych wydarzeń. Tytułowe opowiadanie zostało przeniesione bardzo sprawnie, jeśli chodzi o historię Geralta, który pomógł kupcowi Yurdze i poniósł rany w starciu z Ghulami. Jasne, wiedźmin wolał piwo od kolejnego prawa niespodzianki, ale i tak przeznaczenie dowiozło go do uciekającej Ciri. Zrobił wielkie oczy, osiągnął cel, a nieznajoma mu dziewczynka wskoczyła w jego ramiona. Wielka szkoda, że nie udało się zakończyć serialu książkowymi cytatami zawierającymi owe słowa "Coś więcej", co na pewno wywołałoby większe emocje. Bez tego pozostaje uczucie zawieszenia, chęć sprezentowania fanom pewnego rodzaju otwartego zakończenia, które ma nas zachęcić do dalszego oglądania. W istocie się to udaje, bo chcemy wreszcie zobaczyć relację wiedźmina i dziewczynki. Dlatego też trudno w kontekście finału wyzbyć się perspektywy opowiadań, które zakończyły się w sposób dający o wiele więcej emocji. Spotkanie Geralta i Ciri w serialu można oczywiście tłumaczyć, czuli przecież przeznaczenie od pierwszych odcinków, ciągle coś pchało ich ku sobie. Ekran jednak lubi czasami klarowność, nie tylko interpretacje i kilka mniejszych scen, które mają budować finałową konkluzję. 

Co więcej, pokazano też trochę przeszłości Geralta z jego matką Visenną oraz starcie Cahira i Vilgefortza, które może szokować fanów książek, ale być może jest ciekawym zabiegiem twórców, aby ukazać jego przemianę i zszokować widzów, gdy później bez problemu pokona innego, niezłego szermierza. Gorzej wypada jednak postać Fringilli, nie ma tutaj nic, co wyróżniałoby ją na tle innych czarnych charakterów, zero klarownej motywacji oraz charyzmy. Ostatecznie dostajemy widowiskowy finał z nieco chaotycznym rozplanowaniem starcia, ale też ciekawe momenty dotyczące Geralta i wreszcie jego spotkanie z Ciri. Bardziej niż na emocje i wzruszenie, postawiono na zapowiedź nadchodzących wydarzeń. Może i dobrze? W końcu pozostaje ogromna chęć na odpalenie kolejnych odcinków, zatem cel został zapewne zrealizowany. 

Źródło: zdjęcie główne: netflix

Wiedźmin

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV