Zabawa w pochowanego – recenzja filmu

Zeszłoroczna Zabawa w pochowanego okazała się czymś zgoła innym, niż można było przypuszczać - nawet trailer, zdradzający skądinąd ogromną część fabuły (jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, unikajcie zwiastunów jak ognia), zapowiadał wrażenia znacznie rozmijające się z tym, co ostatecznie można zobaczyć w filmie twórców Diabelskiego nasienia.

Ocena recenzenta:
7/10

Zeszłoroczna Zabawa w pochowanego okazała się czymś zgoła innym, niż można było przypuszczać - nawet trailer, zdradzający skądinąd ogromną część fabuły (jeśli jeszcze nie widzieliście filmu, unikajcie zwiastunów jak ognia), zapowiadał wrażenia znacznie rozmijające się z tym, co ostatecznie można zobaczyć w filmie twórców Diabelskiego nasienia.

Bohaterkę Zabawy w pochowanego, Grace, poznajemy w dniu jej ślubu. Już lada moment dziewczyna wkroczy do arystokratycznego rodu Le Domas. Jej narzeczony, Alex, w zawarciu małżeństwa z osobą spoza elit widzi z kolei szansę na nabranie dystansu, a może i nawet odcięcie się od swej kasty, a przede wszystkim: rodziny.

Rodzina to bowiem obrzydliwie bogata, ale i stosunkowo obrzydliwa w obyciu. Już po zaślubinach, przed rozpoczęciem właściwej nocy poślubnej i miesiąca miodowego, Grace musi dać zadość specyficznej tradycji Le Domasów. Otóż za każdym razem, gdy ród ma przyjąć nowego członka, po ceremonii zawarcia związku zaprasza go do zabawy - ma to być jedna z gier wylosowanych przez dziwne, wiekowe puzdro. Rodzinna legenda głosi, że taką zasadę ustanowił niegdyś przyjaciel pradziadka, a jeśli ktoś się jej sprzeciwi, milionerzy stracą... wszystko. Rozpoczyna się losowanie zabaw, z których tylko jedna jest potencjalnie niebezpieczna - gra w chowanego. Nie trzeba chyba mówić, na co ostatecznie pada. Niczego nieświadoma Grace proszona jest o znalezienie sobie kryjówki, tymczasem gromada ekscentryków łapie za strzelby, kusze, topory i inną historyczną broń, by przed wschodem słońca zamordować wybrankę zrozpaczonego Alexa.

Rodzina Le Domas to chodzące klisze, ale ta stereotypizacja jest przecież konieczna, by zbudować odpowiednio przejaskrawiony portret rodziny z wyższych sfer. Od lat nie mieli oni z grą w chowanego do czynienia; wybierają narzędzia zbrodni, z których w większości przypadków nie potrafią korzystać; są naćpani, pijani, aroganccy, lekceważący - a to sprawia, że szanse Grace rosną.

Widzieliśmy to już - powiecie. I pomylicie się tylko trochę. Elity żerujące na przeciętnych przedstawicielach niższych klas to znany popkulturze trop. Tu jednak polowania nie motywuje nuda bogaczy, a chęć przetrwania, utrzymania statusu, zachowania majątku. Jeden z wżenionych wcześniej w Le Dumasów mężczyzn gotów jest zabić, byle zachować poziom, na który cudem udało mu się wspiąć, jedynie dzięki zaangażowaniu się w romans z odpowiednią osobą. Z drugiej strony, obserwując jego nieporadność przy obsługiwaniu kuszy, wyłapujemy ponury żart z niekompetencji i nieudolności uprzywilejowanych - film zręcznie kpi z przedstawicieli obu klas jednocześnie. 

Grace zaś - tu ukłony dla znakomitej i zdystansowanej Samary Weaving, która na zawołanie potrafi rozpalić w swoich oczach złowrogie ogniki - to final girl w najlepszym wydaniu. Wbrew założeniom nie staje się jednak żadną maszyną do zabijania - ucieka, kryje się, kombinuje, manipuluje, w ostatecznej potrzebie - walczy. Biel sukni panny młodej stopniowo przechodzi w szkarłat, coraz to bardziej przesiąkając krwią - niekoniecznie jej własną. W Zabawie w pochowanego gore i czarny humor wyjątkowo sprawnie się kontrują, zapewniając niezbędny utrzymaniu poziomu rozrywki balans. Groteska nie zabija jednak odczuwalnego efektu zaszczucia: przemyślane, ponieważ cała akcja nie wybiega poza ziemie i posiadłość Le Domasów. Oto plac zabaw złowrogiej rodzinki, a jednocześnie plac zabaw dla wcielających się w jej członków gwiazd, którym ewidentnie się chce. Nieraz - nigdy zanadto! - pozwalają sobie zaszarżować. I nikt mi nie wmówi, że nie dostrzega frajdy, którą ewidentnie z tego czerpią.

Ready or not - tak brzmi oryginalny tytuł - to złośliwy, a jednocześnie niebywale zabawny komentarz na temat arogancji ludzi uprzywilejowanych i wojny klas, doskonale rozrywkowy, ale i potrafiący ścisnąć za gardło - i to niekoniecznie pędząc ślepo na złamanie karku aż do finału (będącego swoją drogą niebywale satysfakcjonującą erupcją absurdu). Miks horroru, satyry i czarnej komedii, który okazał się jednym z najlepszych straszaków nie tylko ostatniego roku, ale i lat. Dla fanów podobnych hybryd - obowiązkowo do nadrobienia.

Zabawa w pochowanego

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV