Piękni i źli w popkulturze

Ładni ludzie mają się lepiej – można się zastanawiać czy takie stwierdzenie ma sens, czy wręcz przeciwnie, ale nie sposób ukryć, że wygląd ma znaczenie. Zwłaszcza w przypadku ekranowych złoczyńców…

Ładni ludzie mają się lepiej – można się zastanawiać czy takie stwierdzenie ma sens, czy wręcz przeciwnie, ale nie sposób ukryć, że wygląd ma znaczenie. Zwłaszcza w przypadku ekranowych złoczyńców…

Od dzieciństwa wpajano nam, że ci źli bohaterowie są brzydcy, a dobrzy piękni. Przyczyną takiego stanu rzeczy są oczywiście wszelakie baśnie, w których księżniczki są nad wyraz urodziwe, każdy książę bez problemu zrobiłby furorę na szkolnej imprezie, a przeciętna czarownica czy czarnoksiężnik boryka się ze zmarszczkami, garbem, pryszczami i innymi wątpliwymi atrakcjami. Taki prosty podział na pięknych i cnotliwych bohaterów oraz brzydkich złoczyńców zdecydowanie lepiej przemawia do dziecka, choć warto wspomnieć, że zła macocha Śnieżki brzydulą też nie była. Dzieci naśladują dorosłych, a że są wybitnymi obserwatorami, i one zauważą, że dorośli nieraz traktują osoby mniej atrakcyjne fizycznie inaczej od tych ładniejszych. Nadawanie pozytywnych cech charakteru dobrze wyglądającym ludziom jest działaniem opierającym się na stereotypie ładny=dobry. Oczywiście wiąże się to też z przypisywaniem takich cech jak zarozumiałość czy próżność, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Taki przykładowy bohater jak Bestia z Beauty and the Beast jest ciekawym połączeniem brzydoty i dobrego serca, ale znacznie ciekawiej robi się, kiedy postać absolutnie zła jest także wyjątkowo atrakcyjna fizycznie. Trzeba jednak zaznaczyć, że należy oddzielić wygląd fizyczny aktora od postaci, którą gra. Niby to jedno i to samo, ale granica jest delikatna i lepiej jej nie przekraczać.

Człowiek jest stworzeniem prostym – coś, co dobrze wygląda, zdecydowanie bardziej przypadnie mu do gustu. W końcu ładnie podana potrawa lepiej smakuje… Choć w gruncie rzeczy, wrzucona na talerz byle jak, wciąż będzie tym samym daniem. Jednak lubujemy się w estetyzowaniu każdej dziedziny naszego życia – ładny dom, ładne ciuchy, samochód, w końcu wygląd, a następnie masa zdjęć na Facebooku i Instagramie, prezentująca tę piękniejszą stronę życia. Dlaczegóż by nie i standardowo brzydcy złoczyńcy nie wspięli się więc na wyżyny swoich możliwości i stali się wyjątkowo atrakcyjni? Zło w końcu kusi czym tylko może, a w pierwszej kolejności chcąc nie chcąc, zwraca się uwagę przede wszystkim na wygląd. Koniec końców twórcy filmów i seriali bardzo często odchodzą od stereotypu brzydkiego przeciwnika głównego bohatera, czyniąc z niego postać inteligentną, ale także przyciągającą wzrok za sprawą swojego dobrze skrojonego garnituru… i urodziwej aparycji oczywiście. To kolejna z przyczyn, dlaczego tak bardzo kochamy złoczyńców, pomimo ich wątpliwej moralności. Bo są ładni. Tak, ludzie to istoty niezbyt skomplikowane.

Co uznajemy za piękne, a co za brzydkie, jest oczywiście absolutnie kwestią gustu, a jak powszechnie wiadomo, de gustibus non est disputandum. Nie inaczej ma się rzecz z wzorem urody, preferowanym przez każdego z nas. Tak więc uznanie, który aktor czy aktorka jest atrakcyjny, a który nie, często sprowadza się do zbiorowej opinii widzów, a także różnego rodzaju rankingów seksowności. Pytanie tylko, czy mają one sens, czy nie. Nie zmienia to faktu, że mnóstwo złoczyńców w historii kina i telewizji wygląda co najmniej nieprzeciętnie i przykuwa wzrok widzów swoją aparycją. Warto zwłaszcza przyjrzeć się postaciom, w które wcielał się więcej, niż jeden aktor, jak np. słynny kryminalista-konsultant, James Moriarty, największy przeciwnik Sherlocka Holmesa. W Przygodach Sherlocka Holmesa (1984–1985), jednej z najlepszych ekranizacji prozy A.C. Doyle’a z Jeremym Brettem w roli Holmesa w profesora Moriarty’ego wcielił się Eric Porter. Ciężko określić go jako szczególnie atrakcyjnego mężczyznę, to w końcu starszy pan. Moriarty z Sherlock Holmes: A Game of Shadows, zagrany przez Jareda Harrisa także jest kolejnym przykładem zażywnego uczonego. Za to w serialu SherlockJames Moriarty to skrajnie inny bohater – młody, może nie klasycznie przystojny, ale i tak przyciągający wzrok także dzięki fantastycznej grze Andrew Scotta. Innym przykładem jest doktor Hannibal Lecter. Bohater sir Anthony’ego Hopkinsa zdecydowanie różni się od serialowego Hannibala Madsa Mikkelsena, posiadacza naprawdę charakterystycznej urody. Te dwa przypadki pokazują, że moda na upiększanie zła trwa. Zresztą pojawiający się w tym serialu Francis Dolarhyde, grany przez Richarda Armitage’a szczególnie swoją urodą nie odpycha. Swoją drogą, Mads Mikkelsen zagrał też klasycznego złoczyńcę, czyli Kaeciliusa w Doctor Strange. Ciężko nie uznać tego filmu za zamaskowany pojedynek na najbardziej wydatne kości policzkowe.

Przystojnego złoczyńcę lub piękną antagonistkę chce się oglądać dłużej, co jawnie wykorzystują producenci filmowi. To też jeden z powodów, dla którego tak ciężko im rozstać się ze swoimi bohaterami, o ile nie jest dane im od razu przegrać. W końcu filmy i seriale muszą na siebie zarobić, a takiego Lokiego, granego przez Toma Hiddlestona uwielbia masa fanów. Marvel nie zarżnie kury znoszącej złote jajka i nie pozbędzie się szybko bohatera, który nie dość, że jest chyba jedynym interesującym złolem z filmowego uniwersum Marvela, to do tego po prostu dobrze wygląda. Kwestia urody jest oczywiście bardzo dyskusyjna, a są aktorzy, którzy uważani są przez mniej więcej połowę widzów za oszałamiająco przystojnych, a przez drugą za brzydali. Benedict Cumberbatch ze swoją oryginalną aparycją zalicza się to takich osób. Ktoś uzna, że miłość fanek Sherlock jest ślepa, a ktoś, że coś jest na rzeczy. Gdyby poszukać w jego bogatej filmografii jakiejś roli złoczyńcy, znajdzie się jedna (roli Smauga w The Hobbit: The Desolation of Smaug nie liczymy, choć smok całkiem z niego ładny) – Star Trek Into Darkness, gdzie Cumberbatch wcielił się w jednego z najciekawszych blockbusterowych złych postaci ostatnich lat, czyli Khana. Podobnie ma się rzecz z Adamem Driverem, aktorem piękno-brzydkim, mającym na swoim koncie rolę złoczyńcy przez duże Z, czyli Kylo Rena w ostatnich Star Wars: The Force Awakens, a także w następnej, bardzo oczekiwanej części. Są też oczywiście diabły wcielone o klasycznej i powszechnie uznanej przez fanów urodzie, jak Lucyfer Morningstar z serialu Lucifer.

Zło może przybierać różne formy. Tak jest wspomniany już wcześniej Smaug, niezaprzeczalnie urodziwy jest też tygrys Shere Khan z The Jungle Book, któremu głosu użyczył bardzo słusznie Idris Elba. W końcu piękna niegodziwa postać niekoniecznie musi objawiać się zawsze w ludzkiej formie. Chcąc jednak znaleźć oszałamiająco złego bohatera, trzeba wrócić do świata ludzi. Ravenna z The Huntsman: Winter's War oraz Snow White and the Huntsman to przykład ekstremalnie wręcz wydumanej urody, okraszonej ogromną ilością bogactwa i przepychu oraz manią wielkości i paranoją na punkcie swojego wyglądu. Ostatecznie to macocha Śnieżki, swój wygląd stawiająca zawsze na pierwszym miejscu. Nie da się ukryć, że obsadzenie w tej roli Charlize Theron to strzał w dziesiątkę. Nie tylko za sprawą charyzmy, ale i cóż, urody. Pięknych złych bohaterek, rodem z bajek jest więcej, jak Diabolina z Maleficent (Angelina Jolie). Ich wyjątkowa uroda jest często powiązana z niezbyt sympatyczną osobowością, a przykłady można mnożyć, jak okrutna i wyjątkowo atrakcyjna Madalena z serialu Galavant. W szczególności twórcy filmów i seriali za te bohaterki stojące po Ciemnej Stronie Mocy uznają krótkowłose blondynki, takie jak Jeanine (Kate Winslet) z filmów z serii Divergent, Vivian Michael (Kirsten Dunst) z nominowanego do Oscara filmu Hidden Figures czy panna Quill (serial Class). Wracając do rewii mody, niczym z The Huntsman: Winter's War – Jupiter Ascending jest filmem, gdzie wszyscy złoczyńcy są obłędnie urodziwi oraz bogaci, ale co jeden, to charakter ma paskudniejszy.

Far from the Madding Crowd to przykład jednego z filmów, gdzie na pierwszy rzut oka typowo złego bohatera nie widać, ale łatwo się domyślić, którego bohaterka wybierze. Sierżant Francis Troy (Tom Sturridge) kusi Bathshebę Everdene swoją urodą i żywiołowym charakterem, ale szybko okazuje się on hulaką i hazardzistą, który żonę traktuje coraz bardziej przedmiotowo. Naiwna Bathsheba pozwoliła uwieść się przystojnemu mężczyźnie, tym samym dokonując bardzo lekkomyślnego i przede wszystkim, złego wyboru. Takich naiwnych bohaterek, skuszonych aparycją dżentelmena jest zresztą więcej – Elizabeth Bennet (Pride and Prejudice we właściwie każdej ekranizacji) nie od razu wybrała przecież pana Darcy’ego. Po okolicy kręcił się jeszcze pan Wickham, wyjątkowo atrakcyjny żołnierz, za którego przystojną twarzą kryło się raczej niezbyt dobre serce. W serialu Złodziejka, opartym na powieści Sarah Waters, młody mężczyzna, Rivers (Rupert Evans) także wykorzystuje swój dobry wygląd i urok osobisty, aby poślubić młodą dziedziczkę, Maud Lilly (Elaine Cassidy), posługując się inną kobietą w roli fałszywej przyjaciółki dziewczyny, Sue (Sally Hawkins).

Przykładów bardzo ładnych panów i atrakcyjnych pań o niezbyt szlachetnych zamiarach jest w popkulturze mnóstwo. Widzowie ich kochają, a że przy okazji mogą popatrzeć na ładnych ludzi – taki układ właściwie nie ma wad. Kult wyglądu jest w końcu wszędzie, a Zła Królowa (jak ta z serialu Once Upon a Time) nie musi już nigdy więcej być garbata i pomarszczona.


luciferm.jpg

Źródło: zdjęcie główne: Hypable

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV