Polscy agenci z archiwum X. Wywiad z profilerem Janem Gołębiewskim

Policja w filmach zawsze może liczyć na profilera, który pomoże jej w odnalezieniu poszukiwanego seryjnego mordercy. O tym, ile taka osoba ma wspólnego z Hannibalem Lecterem i Sherlockiem Holmesem, oraz czym jest polskie archiwum X, rozmawiamy z Janem Gołębiewskim, psychologiem kryminalnym.

Policja w filmach zawsze może liczyć na profilera, który pomoże jej w odnalezieniu poszukiwanego seryjnego mordercy. O tym, ile taka osoba ma wspólnego z Hannibalem Lecterem i Sherlockiem Holmesem, oraz czym jest polskie archiwum X, rozmawiamy z Janem Gołębiewskim, psychologiem kryminalnym.

Dawid Rydzek

Dawid Rydzek

Tworzenie profili przestępców na ekranach jest bardzo popularne - już niedługo zobaczymy na przykład kolejne wcielenie doktora Lectera w serialu NBC pt. Hannibal. Z usług psychologa kryminalnego skorzystali też dokumentaliści tworzący serial Polskie prywatne zbrodnie, którego dwa pierwsze odcinki zadebiutuje na antenie CI Polsat 1 kwietnia o 21.30 i 22.00.

DAWID RYDZEK: Jak ocenia Pan Polskie prywatne zbrodnie?

JAN GOŁĘBIEWSKI: - Pierwsze wrażenia są bardzo pozytywne, aczkolwiek widząc siebie na ekranie, nie jestem obiektywny (śmiech). Pomijając jednak osobiste zaangażowanie, serial wygląda bardzo profesjonalnie. Zdaje się, że mamy w tym względzie spore kompleksy wobec produkcji zagranicznych - myśli się, że nasza produkcja musi być gorsza, podczas gdy wcale tak nie jest. Nie ma tutaj różnicy w poziomie między programami polskimi i zachodnimi, a ponadto towarzyszy im rodzimy klimat, historie pokazywane są przez to nam bliskie. Serial na pewno znajdzie odbiorców, chociażby ze względu na swoją specyfikę. Na kanałach tematycznych ogląda się głównie programy związane z wydarzeniami w Wielkiej Brytanii lub Stanach Zjednoczonych, które dla nas są często pewną egzotyką. Mamy wrażenie, że nie jest to realna sytuacja i wyobrażamy sobie, że najgorsze zabójstwa zdarzają się tylko na Zachodzie. Tu oglądamy nasze swojskie klimaty, gdzie okazuje się, że i pod wiejską strzechą może być mrocznie.

Uczestniczył Pan w śledztwach, które są przedstawiane w serialu?

- W te sprawy nie byłem zaangażowany zawodowo, występuję jedynie w roli komentatora. Nie mogę wypowiadać się w sprawie śledztw, których byłem uczestnikiem, ze względu na tajemnicę zawodową, jaka mnie obowiązuje. Najczęściej generowałem po prostu różnego rodzaju ogólne hipotezy. Nie byłem w środku sprawy, nie znałem wszystkich szczegółów, a często są one przecież bardzo istotne. Dlatego moje komentarze są raczej odniesieniem do ogólnych praw psychologii, próbującymi zilustrować konkretne zdarzenie. Starałem się nie wydawać żadnych kategorycznych wniosków co do sprawców, bo rzecz jasna nie miałem z nimi personalnego kontaktu, nie badałem ich. Dysponowałem jednak sporą ilością informacji, a ekipa filmowa dodatkowo pokazała mi również nagrania wypowiedzi rodzin ofiar, które były bardzo pomocne.

Psycholog kryminalny to profesja z solidnym rodowodem filmowym. W pamiętnym "Milczeniu owiec" nie policja, ale właśnie Hannibal Lecter w mgnieniu oka rozpracował psychikę poszukiwanego mordercy.

- Rzeczywiście w filmach dość często się tacy psychologowie pojawiają, ale należy pamiętać, że ekranowa fikcja rządzi się swoimi prawami. Mamy dwie godziny, czy w przypadku serialu nawet 40 minut i w tym czasie sprawę trzeba rozwiązać. Nie można kazać widzowi siedzieć trzy miesiące i obserwować każdy szczegół. Dynamika na ekranie jest zupełnie inna. Praca psychologa kryminalnego jest niestety dużo nudniejsza, niż pokazuje to kino czy telewizja. Jest przede wszystkim mniej atrakcyjna, bo przykładowo nigdy nie pokazuje się czasu, jaki trzeba spędzić czytając akta. Na dodatek w Polsce większość akt, np. protokoły oględzin, jest pisana ręcznie. Zanim zacznie się proces "rozgryzania" zbrodniarza, najpierw trzeba zrobić to samo z charakterem pisma protokolantów.

©2013 CI Polsat / Marcin Zięba

Jak wygląda sytuacja psychologów kryminalnych w Polsce?

- Psycholog kryminalny jest terminem dość rzadko u nas funkcjonującym. Ja swoje doświadczenia zdobywałem w policji jako psycholog policyjny. Kiedy stamtąd odszedłem i udzielałem jakichś wypowiedzi dla mediów, pytano mnie, jak mnie podpisać. Nie byłem już psychologiem policyjnym, a były czy eks-psycholog policyjny też nie brzmiało najlepiej. W krajach anglosaskich criminal psychologist jest już od dawna normalnie funkcjonującym terminem, stwierdziłem więc, że może czas zacząć go popularyzować i u nas.

Rola psychologa w filmach jest często kluczowa. Ich intelektu nie powstydziłby się sam Sherlock Holmes.

- "Rozpracowanie" przestępcy jednym spojrzeniem na miejscu zdarzenia to niestety mit. Takie fałszywe wyobrażenie powstaje właśnie na bazie obrazu medialnego i filmowego. Z jednej strony filmy popularyzują pracę psychologa kryminalnego, sztukę budowania profili sprawców, ale z drugiej strony pokazują nieprawdziwy obraz. Ja wielokrotnie rozmawiając – nawet z prokuratorami czy policjantami – muszę właśnie zmierzać się z tym stereotypem, to sensacyjno-medialne wyobrażenie obnażać. Psycholog kryminalny to nie jest działalność parapsychologiczna medium czy jasnowidza. To oparta o ślady analiza logiczna i wymaga ona odpowiedniej dyscypliny umysłowej. Nie da się stworzyć profilu w ciągu kilku chwil. W filmach mamy na przykład ofiarę z twarzą przykrytą poduszką, na co profiler od razu mówi: "ofiara i sprawca na pewno się znali". To jest rzeczywiście jedna z prawidłowości - jeśli zwłoki są przykryte np. poduszką, to ofiara mogła się z zabójcą znać. Niemniej trzeba sprawdzić też inny kontekst. Czy ta poduszka była użyta do zakrycia twarzy czy do duszenia? Czy na przykład wykorzystano ją jako knebel, tzn. do uciszenia ofiary? Trzeba również zobaczyć miejsce zdarzenia – czy są cienkie ściany, czy są za nimi sąsiedzi. W pracy psychologa kryminalnego bierze się te wszystkie elementy i analizuje je biorąc pod uwagę wzajemny kontekst. Na ekranie filmowym często wybiera się tylko jeden i na tym buduje profil. W konsekwencji trzeba ten zawód odmitologizowywać i to zarówno w rozmowach z laikami, jak i profesjonalistami. Policjanci też najlepiej znają profilera np. z Zabójczych umysłów.

Jak często psycholog kryminalny jest potrzebny?

- Na ogół profilerów zatrudnia się do spraw nietypowych, kiedy standardowymi metodami pracy policji nie da się czegoś wykryć, odnaleźć w wymaganym czasie. Gdy nie ma rezultatów, trzeba ściągnąć dodatkowe siły i wtedy korzysta się z usług specjalistów, w tym właśnie psychologów. Zatrudnia się ich nie tylko do morderstw, ale też gwałtów, napadów na banki, rozbojów. Psycholog kryminalny nie tylko robi profile, ale także pracuje ze świadkami. Pomaga w przesłuchaniach, ocenia ich zeznania. Ja obecnie pracuję na oddziale psychiatrii sądowej w szpitalu psychiatrycznym. Przysyła się do nas ludzi – na przykład takich, jak upośledzony syn z drugiego odcinka Polskich prywatnych zbrodni - na obserwację, by sprawdzić ich poczytalność.

©2013 CI Polsat / Marcin Zięba

Psycholog kryminalny jest jednak wykorzystywany nie tylko jako komentator do zaistniałej już sytuacji, ale także w nieco bardziej filmowy sposób - jako środek służący do złapania przestępcy.

- Rzeczywiście, często prosi się nas o pomoc w takich sytuacjach, szczególnie jeśli chodzi o starsze sprawy. Dużą częścią pracy profilerów w polskiej policji jest współpraca z tzw. "archiwum X".

Z archiwum X, czyli?

- Sprawy, które zostały umorzone z powodu nie wykrycia sprawcy. Zabójstwo ulega przedawnieniu po 30 latach, więc z półek archiwów zdejmowane są 15-, 20- i 25-letnie nierozwiązane śledztwa. W rozwiązywaniu starych spraw duży wkład ma również poprawa techniki kryminalistycznej. Analizy DNA są coraz częstsze i coraz tańsze. Kiedyś takie badanie kosztowało kilkanaście tysięcy złotych, teraz to już tylko kilkaset bądź kilka tysięcy, w zależności od poziomu skomplikowania. Z "archiwum X" wyciąga się dawne sprawy i na nowo sprawdza zawarte tam ślady. Do systemu elektronicznego "wrzuca się" chociażby odciski palców. Kiedyś porównywane ręcznie, dziś dużo skuteczniej i szybciej robią to już komputery.

Zdarzają się w rzeczywistości takie widowiskowe śledztwa znane z filmów?

- Najbardziej "amerykańskim", efektownym śledztwem, w jakim brałem udział, była seria napadów na banki. To się działo na bieżąco, włączyłem się podczas chyba jedenastego napadu. Siedziałem razem z policjantami cały czas - ci nawet nie mogli pożyczyć mi akt sprawy, abym zabrał je do swojego pokoju, bo cały czas z nich korzystali. Analizowaliśmy sprawę, gdy nagle wchodził ktoś do pokoju i mówił "panowie mam kolejny napad". Trzeba było wtedy nowe wydarzenie odnieść do całej serii. W iście filmowym poszukiwaniu seryjnego mordercy nie brałem udziału, ale też takich śledztw w Polsce w ostatnich latach po prostu nie ma.

Może to i dobrze.

- Niby tak, ale to nie znaczy, że nie ma u nas seryjnych morderców, tylko że się ich nie szuka.


Jan Gołębiowski - psycholog kryminalny, biegły sądowy, wykładowca Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, jeden czołowych polskich specjalistów w zakresie profilowania nieznanych sprawców przestępstw. Jest autorem pierwszej w Polsce monografii na temat profilowania kryminalnego. Często zapraszany jest przez media do komentowania wydarzeń związanych z popełnianiem przestępstw, ekspert kanału dokumentalnego CI POLSAT.

Czytaj więcej: Recenzja serialu "Polskie prywatne zbrodnie"

Źródło: fot. ©ProfilowanieKryminalne.net

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV