Przeczytaj w weekend

Legion: sezon 3, odcinek 6 - recenzja

W najnowszym odcinku Legionu powracają starzy znajomi, których w trzecim sezonie jeszcze nie widzieliśmy. Twórcy serwują nam również osobliwą przypowieść w konwencji baśni. Czy jednak jej przesłanie nie jest zbyt oczywiste?

Ocena recenzenta:
7/10

W najnowszym odcinku Legionu powracają starzy znajomi, których w trzecim sezonie jeszcze nie widzieliśmy. Twórcy serwują nam również osobliwą przypowieść w konwencji baśni. Czy jednak jej przesłanie nie jest zbyt oczywiste?

Wiktor Fisz

Wiktor Fisz

Tagi:  recenzja 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Melanie i Oliver żyją w nierealnym bajkowym świecie. To rzeczywistość, gdzie trafiają rzeczy, na których ludziom nie zależy albo zwyczajnie o nich zapominają. Pewnego razu w tej magicznej krainie pojawia się niemowlę. Dziecko zostaje nazwane Sydney i dorasta z dala od realnego świata, który jej przybrani rodzice dawno opuścili. Dziewczynka to oczywiście nasza Syd, która w poprzednim epizodzie poległa w walce z Davidem. Finalnie bohaterka uwalnia się z bańki stworzonej przez Olivera i Melanie. Powraca do prawdziwej rzeczywistości i ponownie staje do walki z Hallerem.

Najnowszy epizod to prosta parabola na temat dobra i zła. Historia, jak to w Legionie, przepełniona jest symbolami i zawoalowanymi motywami, jednak nie trudno jest odczytać przesłanie. Nie da się uchronić przed światem zewnętrznym, który w swojej naturze jest zły i zepsuty. Szkodliwe też jest tworzenie nierealnych azylów, ponieważ niewiele mają one wspólnego z prawdziwym życiem. Jedynym wyjściem jest stanięcie do walki i skonfrontowanie się z niebezpieczeństwami, trzymając wysoko podniesioną głowę. Serial daje również lekcję na temat ludzi, których nie można uratować. Część osób chce po prostu pozostać tam, gdzie są, mimo że droga prowadzi prosto w otchłań i nawet największe empatyczne zdolności tu nie pomogą. Nie ma w tym oczywiście nic odkrywczego. Legion ponownie jednak przedstawia całość w nieszablonowej konwencji. Dzięki temu klasyczna opowieść z morałem ma mniej tradycyjny wydźwięk.  

Tym razem twórcy nie stawiają na surrealizm. Bawią się kulturowymi motywami, takimi jak wielki zły wilk, bajka o trzech świnkach czy chociażby Oliver Twist. Niestety, magiczny klimat i eteryczna otoczka nie są w stanie zmienić tego, że tym razem Legion wpada w koleiny nudy. Nie chodzi o to, że bieżący odcinek jest mniej dziwaczny niż większość epizodów do tej pory. Fabuła po prostu nie zaskakuje, choć ma swoje momenty. Clue programu to oczywiście rapowa bitwa pomiędzy Oliverem i Wilkiem. Co prawda nie dorównuje ona tanecznym starciom z poprzednich epizodów, ale dobrze zobaczyć Jemaine’ego Clementa w trakcie osobliwej melorecytacji.

Nieźle wypada również występujący gościnnie w roli Wilka Jason Mantzoukas. Sposób, w jaki próbuje przeciągnąć poszczególnych bohaterów na ciemną stronę, ma w sobie duży potencjał komediowy, choć można odnieść wrażenie, że nie zawsze jest on w pełni wykorzystany. Z drugiej strony, jest coś sugestywnego w obrazie jego zdegenerowanej rodziny. Mamy tutaj jasne nawiązania do atrybutów współczesnego świata. Holokaust, alkohol, gry wideo i chlamydia – te rzeczy według twórców świadczą o zepsuciu naszej rzeczywistości. Ważna tutaj jest również postać Cynthii, która wydaje się mieć problemy z narkotykami. Wilk mówi o utracie niewinności, a my widzimy zagubioną dziewczynę, rzucaną przez los w coraz mroczniejsze miejsca. Chwilowy przystanek w idylli Birdów to tylko epizod w jej życiu. Finalnie dziewczyna decyduje się zostać przy Wilku, mimo że Sydney, Oliver i Melanie oferują jej pomoc. Powyższe rozwiązanie fabularne może sugerować poważne uzależnienie, które nie pozwala danej osobie zdecydować, co jest dla niej najlepsze.

Najbardziej dyskusyjne w danym odcinku jest jednak to, że praktycznie w całości jest on oderwany od głównej linii fabularnej. Dopiero w finale, kiedy Syd powraca do naszej rzeczywistości, zaczynają dziać się istotne wydarzenia. W końcówce serialu, gdy akcja wchodzi w decydującą fazę, takie rozwiązanie jest dość ryzykowne. Twórcy z pewnością mają rozpisaną fabułę, tak by nic nie uciekło, ale fani nie pogardziliby rozwinięciem historii Davida, w zamian za dygresję bez fabularnego znaczenia. Podróże w czasie mają olbrzymi potencjał i można w nieskończoność bawić się taką formą.

Być może chodziło o wyraziste pożegnanie z Oliverem i Melanie. Te ważne postacie zasługiwały na satysfakcjonującą konkluzję wątków. Miejmy nadzieję, że nie stało się to kosztem głównej opowieści. Gdyby za dwa tygodnie miało okazać się, że zakończenie serialu nie jest w pełni zadowalające, może pojawić się żal do twórców, że zamiast odpowiedniego rozwinięcia, zafundowali nam fabularne wtrącenie z dość oczywistym przesłaniem.

Źródło: zdjęcie główne: FX

Legion

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV