Watchmen: sezon 1, odcinek 6 - recenzja

W najnowszym odcinku Watchmen ponownie bierze się za bary z tematem rasizmu w Ameryce. Zamknięta opowieść w perfekcyjny sposób uzupełnia fabułę serialu, dzięki czemu bieg wydarzeń ani na chwilę się nie zatrzymuje.

Ocena recenzenta:
8/10

W najnowszym odcinku Watchmen ponownie bierze się za bary z tematem rasizmu w Ameryce. Zamknięta opowieść w perfekcyjny sposób uzupełnia fabułę serialu, dzięki czemu bieg wydarzeń ani na chwilę się nie zatrzymuje.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Tajemnica wciąż jest obecna w Watchmen, jednak nie gra ona pierwszych skrzypiec, tak jak to było w Zagubionych czy Pozostawionych. Stanowi ważny element formuły serialu, ale ustępuje na pierwszym planie miejsca innym motywom. W Watchmen najistotniejsza jest korelacja pomiędzy fikcyjną opowieścią z pogranicza science fiction a kontekstem historyczno-społecznym. Dzięki świetnej narracji powyższe sprawdza się doskonale. Mimo złożonej i skomplikowanej fabuły, produkcja Lindelofa nigdy wcześniej nie była tak klarowna, a zarazem wyrazista. W tym tygodniu jeden odcinek wystarcza, żeby zaprezentować widzowi pełnoprawną parabolę, która nie tylko ekscytuje oraz bawi, ale zmusza do myślenia i przede wszystkim nadaje tempa wątkowi przewodniemu. Jednym słowem świetna, przemyślana historia, która od samego początku zmierza w ściśle określonym kierunku. Wbrew pozorom we współczesnej telewizji nie jest to tak oczywistą sprawą.

Co proponuje Watchmen tym razem? Narkotyk zażyty przez główną bohaterkę wprowadza nas w całoodcinkową retrospekcję, podczas której poznajemy pierwszego Strażnika. Okazuje się nim dziadek Angeli – mężczyzna, który w latach czterdziestych pełnił funkcję Zakapturzonego Sędziego. W przeciągu niecałej godziny poznajemy historię bohatera. Od jego początków w policji, przez walkę o godność wśród rasistowskich współpracowników, aż po radykalizację i moralny upadek. Pierwszy superbohater, mimo wielkich ideałów, doskonale wpasowuje się w zepsuty świat pseudo herosów w maskach. Chcąc się wkomponować, sprzedaje własne „ja”. Oddaje się (dosłownie i w przenośni) białym suprematystom, przez co później cierpi niebywałe katusze. Wszystko to sprawia, że w momencie próby pęka i dopuszcza się masakry. Pokłosiem tego jest ugruntowanie etycznie wątpliwej postawy życiowej, która prowadzi go do morderstwa na Juddzie Crawfordzie.

Jakiś czas temu Alan Moore wypowiedział się na temat kultury białych superbohaterów i jej szkodliwego wpływu na kolejne pokolenia. Jak wiemy, autor komiksów nie chce, by łączono go z telewizyjną kontynuacją swojego dzieła, ale oglądając takie odcinki jak omawiany, powinien czuć satysfakcję z prawidłowego odczytania swojego przesłania. Nie dość, że tak zwane superbohaterstwo pokazane zostało jako patologia prowadząca w prostej linii do faszyzmu, to jeszcze pokłosie działań zwyrodnialców w maskach odbija się na każdym, deprawując nawet najbardziej czyste jednostki. Serial Watchmen wykłada ten problem w niezwykle czytelny sposób. W przeciągu jednego odcinka nakreśla kontekst społeczno-polityczny prowadzący do zaistniałego stanu rzeczy. Produkcja nie robi tego przy pomocy milionów słów czy pędzącej na złamanie karku akcji. Wystarczy skuteczna narracja i bogata treść. Tak właśnie powinny działać prawidłowo złożone przypowieści.

Łyżką dziegciu w garncu miodu jest tutaj motyw zabójstwa Crawforda. Dziadek Angeli hipnotyzuje policjanta, zmuszając go do samobójstwa. Gdy twórcom filmów i seriali kończą się pomysły na dane rozwiązanie, wprowadzają do gry motywy takie jak hipnoza, telepatia czy narkotyki. Tym podobne elementy stanowią gigantyczną drogę na skróty dla fabuł, które utknęły w ślepym zaułku. Przez pięć odcinków zastanawialiśmy się, jak to się stało, że ponad stuletni staruszek na wózku inwalidzkim zamordował szefa policji. Odpowiedź jest prosta: hipnoza. Nie trzeba nic więcej dodawać, tłumaczyć czy argumentować. Niestety mało to satysfakcjonujące. Można było wykazać się tutaj nieco większą finezją.

Oczywiście nie wpływa to na główną intrygę serialu. Wciąż jest ona bardzo zastanawiająca i ciekawa. Crawford wydaje się wielce niejednoznaczną postacią. Z jednej strony patologie obecne w policji od dawien dawna oraz strój Klanu w szafie mogą sugerować, że ma on wiele na sumieniu. Z drugiej strony w jego zachowaniu w momencie śmierci było coś, co sugerowało, żeby nie stawiać na oczywiste rozwiązania. Z pewnością ta fabularna cebula ma jeszcze kilka warstw do obrania.

Najnowszy odcinek Watchmen miał wiele poruszających, a nawet szokujących momentów. Był mocny, sugestywny i w swoim przesłaniu niezwykle pesymistyczny. Przerysowany? Oczywiście, że tak, ale czy tego nie oczekujemy od sztuki? Żeby zaakcentować pewne motywy, trzeba czasem użyć bardziej krzykliwych środków. Świat Watchmen to przecież w pewnym sensie odbicie naszej rzeczywistości. Nie bez powodu komiksowe dzieło Alana Moore’a wciąż traktowane jest jako celny komentarz do sytuacji polityczno-społecznej w Stanach Zjednoczonych. Serial Watchmen zabiera głos w tej sprawie w podobnym tonie, dzięki czemu przesłanie sprzed kilkudziesięciu lat nadal robi wrażenie.

Źródło: zdjęcie główne: HBO

Watchmen

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV