Przeczytaj w weekend

Bez twarzy - recenzja komiksu

Nowy komiks z rysunkami Zbigniewa Kasprzaka, czyli Kasa, intryguje okładką i tytułem. Bez twarzy sugeruje historię umiejscowioną gatunkowo między historyczną prawdą a fantasy i zapowiada niemałe emocje. Czy tak jest w rzeczywistości?

Ocena recenzenta:
6/10

Nowy komiks z rysunkami Zbigniewa Kasprzaka, czyli Kasa, intryguje okładką i tytułem. Bez twarzy sugeruje historię umiejscowioną gatunkowo między historyczną prawdą a fantasy i zapowiada niemałe emocje. Czy tak jest w rzeczywistości?

Zbigniew Kasprzak, odkąd przejął rysunkowe stery w kultowym Yansie po Grzegorzu Rosińskim, stał się dla polskich fanów jedną z największych komiksowych gwiazd, co zresztą zawsze widać dobre na konwentach po kolejkach ustawiających się do Kasa i Grazy. Graza (czyli Grażyna Kasprzak) również jest doskonale znana miłośnikom Thorgala i Yansa, ponieważ to z jej kolorystyczną pracą obcujemy na kartach tych serii. W Bez twarzy wykonała być może nawet lepszą robotę niż jej mąż rysownik i scenarzysta Pierre Dubois, bo dzięki niej plansze wielokrotnie urzekają zmiennym nastrojem opowieści.

Ta opowieść rozgrywa się w pierwszej połowie siedemnastego wieku podczas okrutnej i słynnej wojny trzydziestoletniej, która pustoszyła wówczas tereny zachodniej Europy. Tytuł Bez twarzy odnosi się do bandy wojennych dezerterów i wyrzutków, którzy jako najemnicy służą temu, kto w tych strasznych czasach zapłaci im więcej. Na ich czele stoi widoczny na pierwszym planie okładki, w masce wilka, Kapitan, którego prawdziwa twarz mocno kontrastuje z tym, co reprezentuje jako zamaskowany przywódca tej drużyny straceńców. Fabuła związuje się, kiedy to podczas ucieczki przed pogonią banda Kapitana przedostaje się przez wąską szczelinę w wysokich skałach do niecodziennej doliny. To miejsce zupełnie odcięte od świata, niedotknięte skutkami wojny, ze społecznością, która najwyraźniej czci pogańskich bogów. Jak odnajdą się wyrzutkowie w tej sielankowej wręcz krainie?

Chyba zupełnie inaczej, niż byśmy się spodziewali. Takie zawiązanie fabuły idealnie pasowałoby do horroru bądź brutalnej opowieści o starciu dwóch wizji świata. Twórcy idą jednak inną drogą i pokazują kolejne etapy wspólnej koegzystencji dwóch grup, którym po pierwszych oznakach nieufności udaje się, ze sobą współpracować. Nie mamy jednak wątpliwości, że ta sielanka nie może trwać długo i pewne dramatyczne wybory zaciążą na przyszłości doliny. Możemy mieć pewność, że poleje się krew.

Ta pewność nie wyklucza jednak pewnego rodzaju konsternacji. Z biegiem czasu fabuła traci zwięzłość, rozciągając się w ciąg niezbyt mocno związanych ze sobą scen. Wydaje się, że scenarzysta w pewnym momencie stracił z oczu cel i zagubił się w alegoryczności swej powieści, która jak możemy przypuszczać miała potępiać wojnę i gloryfikować harmonię człowieka z przyrodą. W tym właśnie tkwi problem Bez twarzy, ciężko powiedzieć jakim kluczem mamy ją odczytywać, bo nie spełnia się w stu procentach ani jako alegoryczna opowieść, ani jako historia o zderzeniu dwóch wizji świata. Alegoryczności nadaje jej posmak odrealnienia, a nawet odrobina elementów fantasy. Z drugiej strony scenarzysta stara się dbać o fabularne atrakcje i budowanie konfliktów między bohaterami, które nie zawsze wychodzą naturalnie.

Udało się natomiast Kasowi i Grazie zachować sportretować ów dualizm, który łączy realia wojenne z odrealnieniem doliny. Najmocniejsze wrażenie robią z pewnością pierwsze strony komiksu - na pierwszej planszy widzimy do bólu sielankowy i skąpany w przyjaznych kolorach obraz, zaś na kilku następnych planszach z kontrastowymi barwami roztaczają przed nami mroczną wizję świata skąpanego w pożodze. Jednak nawet w rysunkach Kasa można dostrzec problematyczne elementy, choćby w zbyt podobnych do siebie twarzach bohaterów, tak kobiecych jak i męskich, co nieco wytrąca z czytelniczego rytmu. Momentami coś niedobrego dzieje także z proporcjami postaci. Dlatego też, w "Bez twarzy" najlepiej skierować uwagę na...konie. To te zwierzęta są graficzną ozdobą albumu i biorą udział w najważniejszych wydarzeniach. A największe wrażenie robią w parze z jeźdźcami w swoich niezwykłych, pomysłowo zaprojektowanych maskach. Kiedy ci je w końcu zdejmują, napięcie podczas lektury automatycznie spada i nie podnosi się już do samego końca. I dlatego album ów można jedynie określić jako niezły. Szkoda, bo miał sporą szansę na to, by być bardzo dobrym komiksem.

Źródło: fot. Egmont

Bez twarzy

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV