Łowcy duchów
Gdy grałem, cały czas chodził mi po głowie program, o którym mogliście kiedyś słyszeć. To dokumentalne show Łowcy duchów. Jego założenie było proste. Grupa filmowców odwiedzała lokacje, w których rzekomo straszy, albo te, które skrywają mroczną historię. Po ten motyw sięgnięto przy okazji Resident Evil 7. W The Devil in Me to jednak gospodarz repliki hotelu Holmesa zaprosił filmowców do siebie, chcąc nagłośnić budowlę, w której znajdowały się również pamiątki po seryjnym zabójcy i jego ofiarach. Charlie (reżyser), Mark (operator kamery), Erin (dźwiękowiec), Kate (host show) i Charlie (osoba odpowiedzialna za sprzęt), czyli ekipa Lonnit Entertainment, nie ma nic do stracenia. I tak już szorują po dnie, a rachunki trzeba płacić. Zdecydowali się przyjąć zlecenie, które może być ostatnim w ich życiu. Może, ale wcale nie musi – wszystko zależy od decyzji gracza. Wybierajcie więc mądrze.Ten hotel to labirynt!
Dotychczasowe dzieła brytyjskiego studia miały raczej korytarzową budowę, zamknięte pomieszczenia i dość liniowy przebieg rozgrywki. W The Devil in Me jest inaczej. Studio oddało nam do dyspozycji sporych rozmiarów obiekt, z wieloma drzwiami i przejściami. Całość stanowi nie lada labirynt, w którym można się pogubić. Szczególnie gdy drogę trzeba sobie oświetlać za pomocą ognia z zapalniczki.Emocje grają ważną rolę
Zawsze staram się wejść w postać z gry. Wczuć się w nią, poznać emocje, jakie towarzyszą jej w danej sytuacji. Poziom stresu przekładam na zachowania, by były one zbliżone do reakcji, które mogłyby wystąpić w prawdziwym życiu.Sporo nowości, ale niektóre do poprawki
W przeszłości narzekałem, że w tego typu grach nie ma biegania. No i wreszcie się go doczekałem! To zdecydowanie skraca czas dotarcia z punktu A do punktu B. Nie wszystko jest jednak idealne. Podczas biegu nasza postać porusza się dość sztywno, jakby miała kij wetknięty w... sami-wiecie-gdzie. Mimo tego trzeba przymknąć na to oko i się do tego przyzwyczaić. Drugim nowym elementem w The Devil in Me jest mechanika przesuwania przedmiotów, opuszczania drabin i innego wpływania na obiekty znajdujące się w otoczeniu. To świetne urozmaicenie rozgrywki, a także sposób na włączenie w nią więcej zagadek związanych z lokacjami. Eksplorowanie w ten sposób jest satysfakcjonujące i opłacalne – w ten sposób poukrywano sporo znajdziek. Dodano również ekwipunek, dzięki czemu zbliżono się bardziej w stronę gier, a nie interaktywnych filmów sprowadzających się do podejmowania decyzji i wciskania przycisków w ramach sekwencji QTE. Wniosek jest prosty: pod względem różnorodności mechanik najnowsza odsłona horrorowej antologii nie ma sobie równych!Warto zwiedzić The Murder Castle
Finał 1. sezonu The Dark Pictures w postaci The Devil in Me najlepiej prezentuje się pod względem technicznym. Ma bogatą treść i (nie licząc prologu) naprawdę dobrze wygląda na konsolach nowej generacji – momentami ogląda się to jak film. Produkcja z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom formatu, którzy są z antologią od początku jej istnienia. Z uwagi na tematykę nawiązującą do prawdziwej historii może zainteresować również osoby, dla których będzie to pierwsza styczność z marką. PLUSY: + nowe mechaniki: + rozgrywka; + inspiracje historią: + klimat. MINUSY: - bieganie do poprawki; - budżetowość produkcji (szczególnie widoczna w prologu).To jest uproszczona wersja artykułu. KLIKNIJ aby zobaczyć pełną wersję (np. z galeriami zdjęć)
⇓
⇓
Spodobał Ci się ten news? Zobacz nasze największe HITY ostatnich 24h
Skomentuj