Emergence: sezon 1, odcinek 12-13 - recenzja (finał sezonu)

Emergence zafundowało nam bardzo interesujący finał, ale nie można być do końca usatysfakcjonowanym wyborami twórców.

Ocena recenzenta:
6/10

Emergence zafundowało nam bardzo interesujący finał, ale nie można być do końca usatysfakcjonowanym wyborami twórców.

Michał Kujawiński
Michał Kujawiński
Tagi:  recenzja 

Właściwie finał Emergence świetnie określa cały  1. sezon produkcji. Momentami dobrze zaplanowana intryga, która jednak w wielu miejscach łapała zadyszkę lub wręcz odwrotnie - dostarczała nam całe mnóstwo nowych wątków i postaci. Miało to oczywiście swoje plusy, ale jednak ostatecznie finał nie wykonał kluczowego zadania, bo prócz emocji, przydałoby się także odpowiedzieć na istotne pytania oraz zostawić widza z poczuciem domkniętej historii.

Oczywiście nie dziwi fakt, że zapowiedziano już nowego przeciwnika oraz zostawiono otwartych jeszcze wiele furtek, ale ostatecznie powoduje to poczucie rozczarowania. Także dlatego, że postać Helen wcale nie była tak udaną antagonistką, jak to zapowiadało się przynajmniej na początku. Przed przerwą w trakcie sezonu fabuła podawana była w sposób unikający schematów, pod warunkiem, że było to możliwe. Ostatni odcinek zaś poszedł niestety w klisze rozdmuchanych finałów.

Co nie oznacza przy tym, że podzielony na dwa odcinki finał nie dostarczył odpowiednich emocji. Rzeczywiście udało się w klimacie serialu zaserwować wiele dobrego zarówno pod względem relacji pomiędzy bohaterami, jak i zwykłej akcji zainspirowanej technologią oraz paranormalnymi zjawiskami. Nie można jednak ukryć, że produkcja wyhamowała pod koniec sezonu i nawet w finale dało się odczuć zagubienie ze strony twórców spowodowane natężeniem wątków. 

Wskazują to także wyniki oglądalności i choć szczęśliwe zakończenie zostało pod koniec urozmaicone zapowiedzią kolejnych wydarzeń, trudno spodziewać się przedłużenia Emergence na kolejny sezon. Jeśli jednak udałoby się kontynuować historię, twórcy powinni nieco inaczej podejść do narracji sezonu i mniej inspirować się takimi serialami jak Zagubieni w kontekście tajemnic i niedopowiedzeń, bo ich natężenie mogło być odczuwalne. 

Może też dziwić fakt, że postać Piper i zakończenie jej wątku potoczyło się w taki sposób, ale można to tłumaczyć podejściem twórców do tej postaci już od pierwszych odcinków, w których starano się trochę odróżnić tę bohaterkę od np. Jedenastki ze Stranger Things. Nic jednak dziwnego, że czasu najwięcej poświęcono właśnie Jo i jej relacjom z otoczeniem, bo to bohaterka świetnie napisana i do samego końca można było w nią uwierzyć jako kobietę starającą się nie tylko działać jako wysoko postawiona policjantka, ale też matka i była żona. 

Emergence ostatecznie oferuje bardzo pozytywny finał z zapowiedzią na kolejny sezon, co może budzić pewien niepokój, biorąc pod uwagę wyniki oglądalności. Jeśli jednak przyjdzie nam powrócić do tej produkcji, to lepiej, żeby twórcy skupili się na relacjach oraz interesujących intrygach bez zbędnych komplikacji. 

 

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV