„Hannibal”: sezon 3, odcinek 11 – recenzja

"Hannibal" nabrał wiatru w żagle w końcówce 3. sezonu, a życzenia fanów zostały spełnione – serial znów zachwyca świetną atmosferą, aktorstwem i wciągającą historią. Szkoda, że już niedługo będziemy musieli pożegnać się z produkcją NBC.

Ocena recenzenta:
9/10

"Hannibal" nabrał wiatru w żagle w końcówce 3. sezonu, a życzenia fanów zostały spełnione – serial znów zachwyca świetną atmosferą, aktorstwem i wciągającą historią. Szkoda, że już niedługo będziemy musieli pożegnać się z produkcją NBC.

Oskar Rogalski

Oskar Rogalski

Tagi:  hannibal 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Twórcy serialu „Hannibal” wzięli się w garść i widać, że chcą zakończyć 3. serię w godny zapamiętania sposób. Jasne, potrzebowali 2 odcinków, aby odpowiednio rozkręcić wątek Wielkiego Czerwonego Smoka, ale ten zeszłotygodniowy pokazał, że nadszedł czas, aby mocno przyspieszyć (oczywiście jak na standardy tej produkcji). Jakże ogromny powiew świeżości wniósł do tej opowieści zmodyfikowany styl prowadzenia dialogów. Ich pretensjonalność i wyrafinowanie zostało zastąpione faktycznym przekazywaniem jakiejś treści! To w dużej mierze sprawiło, że pięknie zaczyna zacieśniać się psychologiczna więź, która łączy Willa, Hannibala i Francisa.

Lecter wie, że szybko się ze swojej celi nie wydostanie, ale i tak chce wszystkim pokazać, że jego gierki – których zasady zna tylko on – mogą mieć niesamowity wpływ na rozwój wypadków. Każdy ruch jest dokładnie przemyślany i ma jeden cel: dostanie się z powrotem do głowy Grahama. A ten, choćby nie wiadomo jak próbował, nie może się od swojego nemezis uwolnić. Jest więc ewidentna zależność pomiędzy Francisem i Willem – obaj mają swojego własnego Czerwonego Smoka, od którego bezskutecznie starają się uciec.

Hannibal jest zafascynowany nieśmiałym Dolarhyde'em. Intryguje go jego przemiana, a jednocześnie używa go jako swojego narzędzia w zabawie z pozostałymi bohaterami. W konsekwencji otrzymaliśmy trzymającą w napięciu i jedną z najlepszych sekwencji w historii serialu – polowanie Zębowej Wróżki na Molly i jej syna. Wszystko zagrało tu perfekcyjnie. Nasz morderca w masce à la „Daredevil” po cichutku infiltrujący dom mógł przerazić, a - co ważne - widz był w stanie uwierzyć, że bliskim Willa faktycznie może stać się poważna krzywda. Bo co by nie mówić o tym serialu, nigdy nie grzeszył on przewidywalnością. Tutaj również udowodnił, że choć opiera się wyraźnie na książkowym materiale źródłowym i filmach pełnometrażowych, potrafi od nich w umiejętny i oryginalny sposób odejść.

„Hannibal” bardzo zyskał na pozbyciu się tego ciężkiego i nad wyraz filozoficznego klimatu. Wystarczyło kilka modyfikacji prowadzących do delikatnego uproszczenia całości i wszystko niejako znów wskoczyło na swoje miejsce. Skorzystali na tym również aktorzy, którzy czują się chyba jeszcze lepiej niż dotychczas. Richard Armitage udowodnił po raz kolejny, że jest rewelacyjny, jako wewnętrznie rozdarty psychopata, a Rutina Wesley okazała się dla niego świetna partnerką. Mads Mikkelsen też jakby nieco odżył – choć to może dlatego, że Lecter zaczyna się przednio bawić. Wiedział, że czeka go sroga kara ze strony Alany, ale wizyta emocjonalnie podłamanego Willa wszystko mu wynagrodziła.

Hannibal” powrócił na odpowiednie tory, a serial znów zachwyca jak dawnej. Zostały 2 odcinki i jeśli ten poziom się utrzyma, wielu fanów będzie chyba w stanie wybaczyć produkcji grzechy popełnione w środkowej części tego sezonu.

…And the Beast from the Sea

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV