Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
7/10

Riverdale: sezon 2, odcinek 18 – recenzja

Najnowszy odcinek Riverdale był szumnie zapowiadany jako wyjątkowe przeżycie dla każdego fana serialu. Sprawdźmy, jak wypadł w rzeczywistości.
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Konwencja młodzieżowego musicalu pasuje do Riverdale jak ulał. Serial kilkakrotnie udowadniał, że do twarzy mu w przerysowanej teledyskowej formie, żywcem wyjętej z popkulturowych kanałów lat osiemdziesiątych. Naturalną rzeczą było więc zdominowanie czasu ekranowego muzyką.

Wreszcie nadarzyła się ku temu okazja. W omawianym odcinku bohaterowie przygotowują się do wystawienia na deskach szkolnego teatru musicalowej adaptacji Carrie Stephena Kinga. Podczas prób śpiewają, tańczą i bawią się. Dodatkowo toczące się wydarzenia zaczynają niebezpiecznie przypominać literacki pierwowzór przedstawienia. Całość się więc zazębia, tworząc dziwaczną adaptację Carrie zarówno w formie, jak i treści.

Riverdale po raz kolejny skacze ochoczo w odmęty absurdu i niedorzeczności, mając za nic zasady tradycyjnej opowieści filmowo-serialowej. Nie chodzi tutaj o formę musicalową, która sama w sobie jest unikatowym gatunkiem, rządzącym się specyficznymi prawami. Bohaterowie, gdy nie tańczą i śpiewają, wciąż generują sytuacje, które z logiką i rozsądkiem niewiele mają wspólnego. Można by rzec – dzień jak co dzień dla miłośników formatu. Warto o tym jednak wspomnieć w momencie, gdy na ekranie gości musical, bo w zestawieniu z tym gatunkiem, wyraźnie widać jak daleko odszedł serial od tradycyjnych form telewizyjnych. Riverdale używa tak wielu skrótów, spłyceń i uproszczeń na poziomie treści, że nagłe przekonwertowanie na opowieść muzyczną nie jest szokiem dla widza.

Musicale, siłą rzeczy, nie są w stanie przedstawiać zaawansowanych scenariuszy. Poza kilkoma wyjątkami skupiają się na formie, symbolach i płynącym z nich przesłaniu. Riverdale na poziomie treści jest równie ubogie. Nie ma w sobie żadnej głębi, paraboli czy idei. Wypracowało za to bardzo unikatową konwencję, w której pod koniec drugiego sezonu czuje się jak ryba w wodzie. Dzięki swojemu stylowi wyróżnia się wśród konkurencji i z pewnością będzie zapamiętane. Dlatego też odcinek musicalowy jest doskonałym dopełnieniem estetyki i czymś, co po prostu musiało nastąpić.

Jak zatem wypada najnowsza odsłona opowieści o Archiem? Przyjemnie, sympatycznie, uroczo. Bez fajerwerków, bez większych wzruszeń, bez emocjonalnego trzęsienia ziemi. Piosenki w wykonaniu młodych aktorów są miłe dla ucha. Choreografia ma znamiona tradycyjnych występów scenicznych. Bohaterowie jak zwykle wypadają bardzo dobrze przed kamerą, ale można odnieść wrażenie, że nie dają z siebie wszystkiego. Madelaine Petsch w roli Cheryll Blossom odgrywa tym razem kluczową rolę, a prezentuje się zaledwie średnio. Nie licząc finałowej konfrontacji z matką w stylu Carrie, jej występy można uznać za nieudane. Wśród pozostałych też trudno kogokolwiek wyróżnić. Aktorzy zdecydowanie nie wykorzystali swoich atutów.  Taniec, śpiew i umiejętne prezentowanie się przed kamerą to coś, w czym zawsze brylowali młodzi i piękni z Riverdale. W najnowszym odcinku aktorzy poradzili sobie z wyzwaniami, ale o żadnej rewelacji nie ma mowy.

Jak na Carrie przystało, finał odcinka ma szokujący przebieg. Zamaskowany morderca powraca, a podczas przedstawienia dochodzi do zbrodni. To, że Black Hood nie powiedział jeszcze ostatniego zdania, było oczywiste. Jego comeback można uznać jako zadowalający. Twórcom udaje się zaskoczyć widzów, a tych o słabych nerwach przyprawia nawet o skok ciśnienia.

Odcinek musicalowy można uznać za umiarkowany sukces. Twórcy i aktorzy mogli się trochę bardziej postarać i spróbować pograć na emocjach widzów. Śpiewające rozmowy czy taneczne przekomarzania to za mało, aby wzbudzić wśród widzów ekscytację. Riverdale miało szansę, aby jednym odcinkiem upgradować swoją jakość i przyciągnąć do formatu kolejnych widzów. Wyszło średnio, ale miłośnicy Archiego, Betty i Veronici przyjmą zapewne riverdalowskie Carrie z całym dobrodziejstwem inwentarza. Siła oddziaływania serialu to wciąż prawdziwy fenomen.

Źródło: zdjęcie główne: CW

Poznaj recenzenta

Wiktor Fisz
Fan Davida Lyncha, Monty Pythona i H.P. Lovecrafta. Uważa, że sztuka jest jedyną dziedziną życia, w której można sobie pozwolić praktycznie na wszystko. Bardzo nie lubi tradycyjnej telewizji, jest za to wielkim fanem platform SVOD. Gdyby był producentem serialowym, wydałby wszystkie pieniądze na ekranizację książki „Wieki Światła” Iana R. McLeoda. Wciąż próbuje przekonać córkę, że Vaiana jest lepszą animacją niż Król Lew.

Najlepsze z 24h

Aleksander Mazanek
-

Cyberpunk 2077 – twitterowy żart genderowy…

Tożsamość płciowa jest czymś, na co środowisko LGBTQ+ jest bardzo czułe. Tym razem przekonał się…

Paweł Krzystyniak
-

Stworzenia z World of Warcraft jak…

Pochodząca z Rosji artystka tworzy piękne rzeźby, które przedstawiają smoki, zwierzęta i potwory znane z…

Adam Siennica
-

W końcu jest czaszka. Nowe zdjęcia…

Zdjęcia do 2. sezonu Punishera zakończyły się w ubiegłym tygodniu. Do sieci jednak trafiły kolejne…

Adam Siennica
-

Najlepsze seriale animowane Disneya. Jakie bajki…

Seriale animowane Disneya swego czasu były najpopularniejszymi tytułami na małym ekranie. Z perspektywy czasu widać,…

Adam Siennica
Plotka
-

Kiedy zdjęcia do serialu Wiedźmin? Jest…

Portal Discussing Film twierdzi, że dowiedział się, kiedy rozpoczną się zdjęcia do serialu Wiedźmin Netflixa.

Paweł Krzystyniak
-

Na gameplay z Cyberpunk 2077 jeszcze…

Słowa jednego z deweloperów pracujących nad gra Cyberpunk 2077 nie pozostawiają wątpliwości. Na publiczną prezentację…

Co o tym sądzisz?