Repertuar kin Nowość Program TV
Ocena recenzenta:
8/10

S. – recenzja komiksu

Z okładki nowego komiksu Gipiego, a tym bardziej z jego tytułu - S. - niewiele możemy wnioskować na temat treści. Widać tu tylko parę, dorosłego i dziecko, na tle niemal impresjonistycznego krajobrazu. Jednak dzięki poprzedniej pracy włoskiego artysty wydanej na naszym rynku jedno jest pewne - Gipiego można brać w ciemno.

Równie enigmatyczna jest tylna okładka S.. Na nich zazwyczaj dowiadujemy się czegoś więcej przed rozpoczęciem lektury, ale nie w tym przypadku. Na górnym kadrze widzimy jedynie czwórkę męskich postaci, w tym jedną ze strzelbą. Niżej kolejne postacie, dość tajemnicze, jakby w kombinezonach nurków. Pomiędzy nimi wyrwany z kontekstu cytat z komiksu. Coś o morzu i łodzi, coś o jedzeniu ryb i picia wina. Cytat z którego dowiadujemy się, że S jest jednym z bohaterów, bo to jego  wyrwaną z kontekstu wypowiedź przytacza najprawdopodobniej narrator opowieści. Tyle wskazówek przed lekturą, co tylko wzmaga ciekawość odnośnie zawartości albumu.

Wrażenie niewiedzy i chaosu wcale nie mija, kiedy rozpoczynamy lekturę. Gipi rzuca nas po przynajmniej dwóch planach czasowych, mieszając wspomnienia zarówno narratora, jak i tytułowego S. Dość szybko dociera do nas, że S, jest po prostu ojcem tegoż narratora, który po prostu wspomina kogoś, kto najprawdopodobniej już pożegnał się ze światem. Wspomnienia to nielinearne, często wyrwane z kontekstu, snute na podobieństwo strumienia świadomości, który zwizualizowany za sprawą udziału grafiki, nabiera charakteru niecodziennej, duchowej podróży. Wydarzenie banalne dostajemy tu na zmianę z kluczowymi, a jest to poukładane w tak przemyślny sposób, że koniec końców dostajemy raz, portret człowieka pełnego sprzeczności, dwa artystyczne poszukiwania wyrażenia tego, co często jest zwyczajnie nie do wyrażenia. I trzeba przyznać, ze Gipi te wszystkie składniki łączy perfekcyjnie.

To nie jest historia, która jak w przypadku postapokaliptycznych Ziemi swoich synów miała potrząsnąć, a nawet wstrząsnąć czytelnikiem. Choć w rzeczywistości oba komiksy łączą się ze sobą mocno właśnie figurą ojca, tak ważnego w przypadku młodocianych bohaterów obu opowieści.  W obu przypadkach nie są to portrety pełne, w obu przypadkach dostajemy  strzępy informacji, z pomocą których układamy sobie w głowach wizerunek kluczowej w obu komiksach postaci. Ojciec – który powinien być wzorem, opoką, jawi się młodziakom z komiksów najczęściej jako dziwak albo jako przeszkoda na ścieżce wiodącej do dorosłego życia bez rodzicielskich nakazów. A jednak najczęściej bywa tak, że kiedy ta osoba z życia znika, zaczyna się na nią patrzeć inaczej, rozumieć więcej – w zasadzie próbując rozwiązać zagadkę – dlaczego był taki, a nie inny. Z zaskakującym odczuciem, że mimo jego nieobecności wpływ, jaki wywarł, wcale nie znika, a wręcz się potęguje.

Znasz ten komiks?

Oceń:

0,0

Cały komiks S. jest zagadką, także w formie graficznej. Gipi jak zwykle ucieka od szczegółowości, w tle rozrzuca kolorowe plamy, ledwie szkicuje twarze bohaterów. Wychodzi mu z tego coś autentycznie niezwykłego i nie chodzi tylko o udane połączenie przyziemności niektórych wydarzeń z doniosłością i grozą innych. Narrator Gipiego nie jest w swym portretowaniu wyjątkowo przenikliwy, ani nie wygląda na mocno zaangażowanego, potrafi jednak drążyć i wyłuskiwać z pozornie banalnych szczegółów esencję ukrytych głęboko treści. Portret „S” tworzy się tu nie tylko z przeszłych wydarzeń, ale także z niedopowiedzeń, a nawet z fikcji. Zaraz, z fikcji?  Tak, gdzieś w tym pytaniu o prawdziwość wydarzeń i obiektywność ich świadków kryje się klucz do portretu tytułowego bohatera. Klucz do jego zagadki, której tylko niektóre fragmenty poznaje narrator, a my razem z nim. Dostajemy zatem portret niekompletny, ale jakże mocno oddziałujący na zmysły. Oddziaływanie jest tak silne, że koniec końców zapominamy całkiem o okładce, która najprawdopodobniej stanowi odpowiedź na pytania dręczące narratora. Są w życiu momenty, w których nie ma nic zagadkowego i być może to właśnie one stanowią ukryty – choć widoczny jak na dłoni – przedmiot dogłębnych poszukiwań.

Źródło: fot, Timof Comics

Poznaj recenzenta

Tomasz Miecznikowski
Zakochany w sztuce komiksowej od prawie czterdziestu lat. Wielbi geniusz Alana Moore’a, uwielbia powieści Stephena Kinga. Nałogowo wchłania seriale - dwa ulubione to „The Wire” i „Breaking Bad”. Oprócz komiksowych recenzji dla naekranie.pl, pisze o czym się tylko da dla dzikabanda.pl. Czasami można poczytać jego teksty także w „Nowej Fantastyce”.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Koledzy Petera wracają. Spider-Man: Far From…

W sieci pojawiło się nowe zdjęcie z planu produkcji Spider-Man: Far Frome Home.

Piotr Piskozub
-

Na ekranie Tony Stark, a gra…

Jedna z osób odpowiedzialnych za efekty specjalne w MCU zabrała głos na temat najlepszego jej…

Piotr Piskozub
-

Aquaman – reżyser pokazał kadr ze…

Reżyser filmu Aquaman, James Wan, zaprezentował w sieci kadr pochodzący ze zwiastuna produkcji.

Piotr Piskozub
-

Avengers 4 – Kapitan Marvel i…

W sieci pojawiły się nowe fanarty do filmu Avengers 4 - widzimy na nich zarówno…

Michał Kujawiński
-

Bohaterowie seriali animowanych wybierają się na…

Wielu studia ma już dawno za sobą, jedni są w ich trakcie, a jeszcze inni…

Michalina Reda
-

SDCC 2018 – nowe zdjęcia z…

W związku ze zbliżającym się Comic Conem w San Diego, portal Entertainment Weekly udostępnił nowe…

Co o tym sądzisz?