Star Trek: Discovery: sezon 2, odcinek 4 – recenzja

Star Trek: Discovery staje się serialem trochę chaotycznym w 2. sezonie. Każdy odcinek jest całkowicie inny i nie do końca tym razem mnie to przekonuje.

Ocena recenzenta:
5/10

Star Trek: Discovery staje się serialem trochę chaotycznym w 2. sezonie. Każdy odcinek jest całkowicie inny i nie do końca tym razem mnie to przekonuje.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Star Trek: Discovery nie tylko szuka swojej tożsamości w 2. sezonie, to jeszcze sprawia wrażenie przeciąganego. Twórcy robią wszystko, co w ich mocy, aby jak najbardziej opóźnić debiut Spocka w tej serii. Takie odciąganie fabuły od przewodniego wątku sezonu staje się trochę irytujące, bo choć historia z planetą jest w klimacie Star Treka, to powoli zaczyna męczyć, jak usilnie twórcy grają na przeczekanie, nie oferując tak naprawdę zbyt wiele.

Cały odcinek skupia się na planetoidzie, która wyrwała Discovery z warp i trzyma ich na orbicie. Pomysł na to, by była to tajemnicza istota tuż przed śmiercią, która chce podzielić się z nimi swoją wiedzą, jest jak najbardziej na plus. Zwłaszcza że bohaterowie stanęli przed dylematem, w którym wygrywa esencja Star Treka, czyli naukowa ciekawość. Dziwi też trochę, że jednak taka oczywistość, jak próba kontaktu, jest brana pod uwagę tak późno. Mamy przecież tutaj naukowców z różnych dziedzin i to w stopniu eksperckim. W tym wszystkim jednak są interesujące motywy, które potrafią wciągnąć, jak choćby awaria uniwersalnego tłumacza. To zmusza do zadania pytania: to w jakich językach normalnie wszyscy mówią? Wiemy, że ta awaria sprawiła, że wszyscy mówili co chwilę w innym. To pokazuje ciekawe spojrzenie na wyjaśnienie pewnych detali świata Star Treka. Problem w tym, że choć wszystko jest w klimacie i poprawne, to tak naprawdę nieszczególnie porywające. Kończy się zgraniem ważnych danych i - oczywiście-  istotną informacją o tym, by mogli dalej ścigać Spocka. Razi to, w jak perfidny sposób scenarzyści stworzyli tak naprawdę zapychacz sezonu.

Tak naprawdę ten odcinek jest klapą przez wątek Saru. Uwielbiam tę postać, bo jest najlepszym elementem Star Trek: Discovery. Świetnie zagrany, przemyślany i dopracowany. A do tego nie da się go nie lubić. Dlatego wciśnięcie śmiertelnej choroby i wylanie potoków łez w relacji Saru z Michael mogło wywołać jakieś emocje, ale ostatecznie tego nie robi. Po pierwsze - całość jest przeciągania do granic możliwości. W ostatecznej rozmowie z Burnham w jego komnacie (niezłe pomysły na osobiste wstawki w pokoju) trudno nie kryć znużenia. Przypomniało mi to gag z Deadpoola 2, w którym bohater umierał bodajże pięć minut i zaczęło to męczyć. Problem jednak jest taki, że cały wątek okazał się słabą manipulacją twórców. Każdy może poczuć się oszukany - zwłaszcza że w kulminacyjnym momencie całość kończy się ot tak. Saru jest zdrowy i lepszy niż kiedykolwiek. Trudno nie traktować tego wątku jak kiepski żart. Jasne, ma on znaczenie dla relacji Saru z Burnham oraz samoświadomości rasowej, która sprawia, że jest doskonalszy niż kiedykolwiek, ale... nie tędy droga. Efekt wywołuje emocje raczej negatywne.

Nie przekonuje mnie też wątek Tilly i tajemniczej istoty zwanej May. Wyjawienie, że to ma związek z napędem Discovery i tak naprawdę chodzi o zemstę, jest rozczarowujące. Szybko dostajemy na tacy wszelkie informacje, a reszta to już pokłosie czegoś mało atrakcyjnego fabularnie i pozbawionego tej intrygującej otoczki, która była obecna jeszcze w poprzednich dwóch odcinkach. Ot, rozgniewana kosmitka chce przejąć Tilly i pomścić swój świat, bo Stamets go zniszczył. Niby każdy element układanki ma swoje miejsce, ale patrząc z dystansu, jest to wątek mało angażujący i niewykorzystujący potencjału, jaki powstał w poprzednich odcinkach. To taki wątek, który nie wzbudza jakichś emocji, zainteresowania i chęci poznania odpowiedzi na pojawiające się pytania. A wypełnianie czasu trochę sztucznie wymuszającą humor rozmową Stametsa z panią mechanik jakoś nie poprawia sytuacji.

Star Trek: Discovery oferuje bardzo nierówny odcinek z niezłymi momentami i pomysłami. Dobrze było zobaczyć Rebecca Romijn w roli legendarnej Numer 1, ale koniec końców za mało plusów, by móc powiedzieć o nim coś naprawdę pozytywnego. Wyszedł przeciętny zapychacz sezonu, który pokazuje, że coś nie gra w 2. serii. Po czterech odcinkach brakuje tutaj spójnej wizji, jaka towarzyszyła całości w pierwszym sezonie.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Star Trek: Discovery

Co o tym sądzisz?

Z dniem 15.05.2019 dokonamy migracji systemu komentarzy. Nowy system komentarzy pozwoli nam m.in. rozwinąć funkcje, których nie możemy uzyskać w Disqus, zwiększy bezpieczeństwo strony i przyspieszy czas jej ładowania. W związku z tym wymagana jest Państwa zgoda na przeniesienie Państwa komentarzy do nowego systemu i powiązania go z Państwa kontem w serwisie naEKRANIE.pl. Prosimy o zalogowanie się na wszystkie konta disqus, z których Państwo korzystacie i powiązanie ich z naszym serwisem. W przypadku braku udzielenia tejże zgody, Państwa komentarze w dniu uruchomienia nowego systemu komentarzy przejdą proces zmiany na anonimowe. Proszę kliknąć tutaj, aby wyrazić zgodę i powiązać to konto.

Jeżeli posiadasz oddzielne konto w serwisie disqus kliknij tutaj, aby je powiązać

UWAGA: Ten komunikat będzie się pojawiał aż do momentu uruchomienia systemu nowych komentarzy niezależnie od tego czy wykonasz powyższe instrukcje czy nie.

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV