Studio: sezon 1, odcinek 3 - recenzja
Trzeci odcinek Studia za nami. Tym razem wracamy do tego, co działało w epizodzie pierwszym. Korporacyjna walka, przerzucanie się odpowiedzialnością, humor i kolejne wspaniałe występy gościnne. Oceniamy dalsze losy bohaterów nowej produkcji Apple TV+.
Trzeci odcinek Studia za nami. Tym razem wracamy do tego, co działało w epizodzie pierwszym. Korporacyjna walka, przerzucanie się odpowiedzialnością, humor i kolejne wspaniałe występy gościnne. Oceniamy dalsze losy bohaterów nowej produkcji Apple TV+.

W Studiu był już Martin Scorsese, chcący zrobić film o popularnym napoju, a teraz przyszedł czas na Rona Howarda. Cały odcinek skupia się na walce o artystyczną wizję reżysera, który stał się legendą Hollywood dzięki takim filmom jak Piękny umysł czy Apollo 13. Seth Rogen stawia się tutaj w pozycji osoby, która z jednej strony musi dbać o dobro tworzonego przez siebie produktu, a także wielkiego miłośnika talentu Howarda. Chce wyprodukować coś, co się sprzeda i zostanie obsypane nagrodami, ale nie chce narazić się przy tym na niechęć reżysera. W efekcie dochodzi do zakulisowych działań pełnych typowego dla Studia chaosu. Starcie rozbieżnych wizji, walka marketingu z działem kreatywnym, dzikie kłótnie i wyzwiska. To jest klimat, w którym wykuwają się według Studia finalne produkty kinowe. Jednak podane jest to wszystko ze smakiem i niezwykłym wyczuciem.
Sam Ron Howard, tak samo jak wcześniej Martin Scorsese, pokazuje, że ma do siebie dystans. Nie waha się przed delikatnym ośmieszeniem swojej osoby, ale przedstawia przy tym także swoje umiejętności aktorskie. Ron przedstawia siebie jako kinowego marzyciela nieco zapatrzonego w swój geniusz. Przy tej okazji widzimy także obraz korporacyjnego "przytakiwactwa". Nikt nie chce wyjść na ignoranta, który nie zrozumie przekazu mistrza.
Serial kontynuuje zabawę w odczarowywanie Hollywood. Satyra podąża w wyznaczonym kierunku. Przy okazji odcinka drugiego wyraziłem swoje obawy co do tego, czy twórcom wystarczy oryginalnych pomysłów, czy też może dostaniemy powtarzające się gagi z fajtłapowatym szefem studia plączącym się po planach. Na szczęście kreatywność twórców nie ma większych ograniczeń, a liczba osób, które chcą w Studiu zagrać, zdaje się nie mieć końca. Poza wspomnianym wyżej Howardem w tym odcinku możemy podziwiać także nowego Kapitana Amerykę, czyli Anthony'ego Mackiego. Ten niezwykle popularny obecnie aktor jest w tym odcinku uosobieniem żądzy zysku wygrywającej z artyzmem. Jest w swojej roli niezwykle przekonujący, a aura, jaką wokół siebie roztacza, pokazuje, że mamy do czynienia z prawdziwą gwiazdą dużego formatu. To kolejny wielki atut Studia – ta umiejętność wkomponowania prawdziwych osób w fabułę. Ukazanie ich niemal takimi, jakimi wydają się w rzeczywistości, ale z delikatną "podkrętką", która ma podkreślić satyryczność produkcji. Mackie wychodzi tutaj na równego gościa, który jednak przedkłada sukces finansowy ponad wizję uznanego reżysera; naciska na zmiany, chcąc wyciągnąć z produkowanego filmu jak najwięcej pieniędzy.
Studio w niezwykle subtelny sposób wyśmiewa „nowe Hollywood” i znów ukazuje tęsknotę za starymi, dobrymi czasami. Z jednej strony ten odcinek nie dołożył nic nowego, z drugiej strony w kwestii realizacji założonych celów nie ma się do czego przyczepić. To utrzymanie wysokiego poziomu zaprezentowanego w dwóch pierwszych epizodach.
Trzeba pochwalić Setha Rogena, który nie przeszarżowuje w prezentacji swojej osoby ani nie przekracza granicy niezamierzonej karykatury. Nie jest rzeczywistym szefem studia a metaforą branży, która wyzbywa się swojej miłości do kina na rzecz pozostania na powierzchni.
Jeśli spodobał Wam się humor i realizacja pierwszych dwóch odcinków, nie zawiedziecie się na trzeciej odsłonie.
Poznaj recenzenta
Jakub Jabłoński


naEKRANIE Poleca
ReklamaKalendarz premier seriali
Zobacz wszystkie premieryDzisiaj urodziny obchodzą
ur. 1965, kończy 60 lat
ur. 1979, kończy 46 lat
ur. 1987, kończy 38 lat
ur. 1960, kończy 65 lat
ur. 1983, kończy 42 lat

