Wiedźmin: sezon 1, odcinek 5 - recenzja spoilerowa

Wiedźmin Netflixa wszystkich fanów nie zadowolił, bo też nie mógł. Stawiam jednak wszystkie oreny przeciwko orzechom, że piąty odcinek wywołał najwięcej pozytywnych reakcji.

Ocena recenzenta:
9/10

Wiedźmin Netflixa wszystkich fanów nie zadowolił, bo też nie mógł. Stawiam jednak wszystkie oreny przeciwko orzechom, że piąty odcinek wywołał najwięcej pozytywnych reakcji.

Michał Kujawiński
Michał Kujawiński
Tagi:  Wiedźmin 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Wiedźmin do piątego odcinka prezentował wymagającą, nielinearną historię, gdzie zachęcano widza do nieco większego skupienia, aby ten mógł wyłapać wszelkie poszlaki i wskazówki dotyczące umiejscowienia danego wątku w czasie. Choć linia czasowa rzeczywiście może stanowić problemy dla zdolności poznawczych, to jednak Niespełnione pragnienia dają chwilę wytchnienia i prowadzą do długo oczekiwanego spotkania Geralta i Yennefer. Nie ukrywam, że satysfakcjonującego na bardzo wielu płaszczyznach, świetnie adaptując opowiadanie Ostatnie życzenie i w mojej ocenie tworząc najlepszy odcinek pod względem odwzorowania literackiego oryginału. 

Dość powiedzieć, że spotkanie wiedźmina i czarodziejki spowodowało u mnie autentyczną reakcję wzruszenia, gdzie nie mogłem oderwać wzroku od świetnie wypadających razem na ekranie bohaterów. Nie chodzi tylko o chemię pomiędzy nimi, ale też o wciąż elektryzujące opowiadanie wątku Yennefer oraz relację Geralta z Jaskrem, powodując, że duch opowiadań Sapkowskiego wylewa się strumieniami ze szklanego okienka. Do tego dorzucić możemy jeszcze nieplanowaną wizytę Ciri w Brokilonie, miejscu przyprawiającym fanów o ciarki na samą myśl o znalezieniu się na terenie Driad, a także pokazanie od kulis działań osób decyzyjnych z Nilfgaardu. Bardzo dobrze jest móc wreszcie poczuć zapach bzu i agrestu, bo nawet jeśli wcześniej serial był pod wieloma względami nierówny, tak tym razem dostajemy esencję tego wszystkiego, co fani mogą kojarzyć z twórczością Andrzeja Sapkowskiego. 

Opowiadania o wiedźminie świadczą o fantastycznej zabawie Sapkowskiego w różnego rodzaju wariacje na baśniowe elementy, oferując tym samym rozrywkę najwyższej próby. Trudno zatem nie kryć satysfakcji z piątego odcinka, gdzie równie świetnie jak polskiemu pisarzowi, twórcom udaje się połączenie baśniowości z przygodą oraz z gatunkiem fantasy. Choć sam nie mam problemu z eksperymentem dotyczącym linii czasowych, to jednak mimowolnie czuć ulgę, że zamiast trzech wątków rozgrywanych w różnych okresach, wreszcie dwa z nich spotykają się na szlaku i możemy nieco odsapnąć. Nie odpocząć, a zwyczajnie złapać oddech, bo bardzo odważna decyzja o takiej konstrukcji sezonu zdaje swój egzamin na płaszczyźnie nieco większych wymagań i karmienia naszych kubków percepcyjnych czymś bardziej wytrawnym. Być może jednak ta potrzeba oddechu po czterech odcinkach jest swego rodzaju wskazówką, że można było pewne rzeczy wyłożyć nieco bardziej klarownie.

Niespełnione pragnienia zaczynają się od pokazania szerzej działań Cahira, który dostaje wreszcie więcej czasu i może nieco szerzej nakreślić swoje motywacje. Wcześniej tego brakowało, żeby nadać nieco większy kontekst głównemu antagoniście serialu i mocniej podkreślić stawkę. Ograniczona wiedza o przeciwniku nigdy nie jest korzystna na takim etapie serialu, dobrze więc, że armia rycerzy w czarnych zbrojach wychodzi czasem poza aurę tajemniczości. Postarano się także o dopisanie do wątku Ciri postaci wynajętego przez Cahira dopplera, którego zadaniem będzie przyjęcie wizerunku zamordowanego przez nich czarodzieja Myszowora. Mogłoby się wydawać, że to sprytne wykorzystanie możliwości i dóbr tego świata, ale jest to niestety utarty trop z podszywaniem się antagonisty pod kogoś, kto jest zaufaną osobą młodej bohaterki. Takie pomysły niestety cechują wątek Ciri, który wciąż jest przewidywalny, a jej wizyta w Brokilonie ma jedynie wymiar symboliczny - nie prowadzi bowiem do niczego, co mogłoby mieć znaczenie dla rozwoju postaci. W książkach doszło w Lesie Śmierci do jej pierwszego spotkania z Geraltem, który zrobił wszystko, aby Driady nie zamieniły dziewczynki z popielatymi włosami w taką jak one. Tym bardziej, że finalnie pominięcie tego wątku okaże się to dużym błędem ze strony scenarzystów. 

Plusem historii z uciekającą księżniczką jest na pewno fakt, że twórcy potrafią umiejętnie rozkładać akcenty i młoda bohaterka nie pojawia się zbyt często. Ciri przyczyniła się jednak do tego, że ocena przy recenzji nie jest maksymalna, a było ku temu naprawdę blisko. Być może przemawia za mną ogromne uwielbienie opowiadania Ostatnie życzenie, ale Niespełnione pragnienia są przede wszystkim punktem przełomowym dla całego serialu - angażują, prezentują świetną przygodę z dużą ilością humoru oraz nakreślają szerzej motywacje nie tylko wspomnianego Cahira, ale też Yennefer, która porzuciła królewskie dwory i próbuje odnaleźć sposób na zostanie kimś więcej. Geralt natomiast odkryje wreszcie, że jego dusza potrzebuje ukojenia w postaci miłości do drugiej osoby i bynajmniej nie chodzi tutaj o zaakceptowanie Jaskra w roli przyjaciela. Dzieje się zatem to, co mogło być oczekiwane przez widzów: wiedźmin odnajduje motywację, dzięki czemu przestanie jedynie realizować poboczne zadania z zabijaniem potworów na czele. 

Poprzednie odcinki cechowały liczne zmiany względem oryginału, jednak tutaj postarano się o niezwykle wierną adaptację, zmieniając pewne rzeczy na duży plus. Pomysłowo wykorzystano bohaterów z drugiego planu, wyróżniając ich na tle drugoplanowych postaci z poprzednich odcinków. Wariacja na temat dżina z butelki spełniającego trzy życzenia, wypada świetnie na papierze, ale też na ekranie. Adaptując Ostatnie życzenie zadbano o wszystko, choćby świetny humor ujawniający się nie tylko w momentach z cierpiącym Jaskrem i podtrzymującym go na duchu Geraltem, ale także w scenach pomagającej ludziom Yennefer w przyziemnych sprawach.

Kiedy serial łączy dwie linie czasowe, wreszcie możemy poczuć mocniej spójną część tego świata. Spotkanie Geralta z Yennefer zostało fantastycznie ograne, widzimy potęgę i ponętność czarodziejki oraz Geralta, który we wspólnych scenach z czarnowłosą bohaterką udowadnia, że Henry Cavill jest doskonały w swojej kreacji. Wreszcie wypowiadane przez aktorów kwestie nie przeszkadzają i z ogromną przyjemnością słucha się wszystkie linijki, które przygotowali scenarzyści. Może jedynie spotkanie Yennefer z Tissaią wypada pod tym względem niekorzystnie, ale wciąż są to momenty służące budowaniu motywacji tej pierwszej czarodziejki. Niespełnione pragnienia świetne są także jeśli chodzi o przygodę, która podana została w sposób bezbłędny i potrafi zaskakiwać. Weźmy chociażby moment, w którym Geralt dowiaduje się, że życzenia należą do niego i drugie z nich wykorzystał na rozwalenie głowy katującego go osiłka. Reakcja wiedźmina oraz znajdującego się we wspólnej celi elfa Chireadana do teraz wywołuje szeroki uśmiech. 

Premiera serialu The Witcher w Netfliksie to dobry moment, aby przetestować projektor 4K dla miłośników kina. Zobacz, jak ogląda się Wiedźmina 4K na projektorze BenQW2700!

W odcinku czuć też dużą stawkę i odpowiednio zbudowany zostaje moment kulminacyjny w postaci starcia Yennefer i Geralta z dżinem. Bohaterka pragnie wykorzystać go do swoich celów, ale Geralt zdaje sobie sprawę z pewnego niebezpieczeństwa. Wypowiada wówczas ostatnie życzenie, którego nie słyszymy, ale którego treści mogą domyślać się zagorzali fani. Na koniec jeszcze zabawnie ograna scena miłosna pomiędzy bohaterami i reakcja uzdrowionego Jaskra na wieść, że jego znajomi mają się dobrze i widowiskowe starcie z potworem zakończyło się pomyślnie. 

W większości scen z ekranu czuć polot i humor charakterystyczny dla powieści Sapkowskiego, ale też przede wszystkim widzimy spotkanie bohaterów, którzy zawsze byli siłą historii pisanych przez autora. Są może niedociągnięcia w postaci Driady ciachającej nożem drzewo, co jest pewnego rodzaju błędem i wpadką, która nie powinna mieć miejsca, ale z punktu widzenia serialu nie budzi to kontrowersji, bardziej pokazuje, że mało miejsca poświęcono Driadom. Wiedźmin w piątym odcinku jest takim serialem, jaki chciałoby się oglądać zawsze. Konsekwencja, humor, akcja i świetnie zarysowane relacje - wszystko było na swoim miejscu. Szkoda, że serial po tym odcinku nie pójdzie za ciosem, ale widać doskonałe rozumienie materiału źródłowego i  drzemiący w tej produkcji potencjał. Kombinowanie z liniami czasowymi jest ciekawe i na pewno wyróżnia ten serial, ale może nie wszystko zostało rozplanowane w sposób satysfakcjonujący dla wszystkich. Szkoda, ale wciąż jest się czym cieszyć i ekscytować. 

Źródło: zdjęcie główne: netflix

Wiedźmin

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV