Rozkwit Telltale Games – od zera do bohatera

Niemal każdy gracz kojarzy takie marki jak The Walking Dead czy The Wolf Among Us – to dzięki sukcesom tych produkcji amerykańskie studio Telltale Games, mające swoją siedzibę w San Rafael w Kalifornii, jest na ustach wszystkich. Początki jednak wcale nie były takie różowe.

Niemal każdy gracz kojarzy takie marki jak The Walking Dead czy The Wolf Among Us – to dzięki sukcesom tych produkcji amerykańskie studio Telltale Games, mające swoją siedzibę w San Rafael w Kalifornii, jest na ustach wszystkich. Początki jednak wcale nie były takie różowe.

Michał Czubak
Michał Czubak
Tagi:  telltale games 

Studio słynące z przygodówek point’n’click powstawało w bólach związanych z kasacją projektu, nad którym – wówczas jeszcze pod władaniem Lucas Arts – pracowali późniejsi pracownicy Telltale Games. Grą tą było "Sam & Max: Freelance Police" – adaptacja serialu animowanego "Sam i Max - Niezależni policjanci", przeżywającego lata swojej świetności w okresie, gdy na ekranach polskich telewizorów królowały "Miodowe lata", a w kinach można było zobaczyć Titanica z Leonardo DiCaprio i Kate Winslet w rolach głównych. Nieudany projekt nie poszedł jednak na marne – nabyte doświadczenie poskutkowało założeniem własnego biznesu i firmy. Firmy, którą obecnie stać na kupowanie największych i najbardziej popularnych na świecie licencji, na podstawie których tworzone są wysoko oceniane gry.

Obecnie Dan Connors, Kevin Bruner i inni pracownicy studia skupiają się na kolejnych odsłonach drugiego sezonu The Walking Dead i kolejnych odcinkach The Wolf Among Us, a w planach na ten rok są jeszcze Game of Thrones: A Telltale Games Series oraz Tales from the Borderlands, tworzone we współpracy z Gearbox Software, autorami oryginalnej serii "Borderlands". W czym zatem tkwi sukces Telltale Games? Dlaczego małe kalifornijskie studio tworzące dość specyficzne gry z wymarłego gatunku point’n’click jest tak wielbione przez graczy? 

Od początku swego istnienia Telltale Games postawiło na specyficzny podział rozgrywki na odcinki. Serialowość niemal wszystkich produkcji studia to jego znak rozpoznawczy, aczkolwiek premiery nie wszystkich tytułów rozciągnięto w czasie. Niektóre gry, tak jak "Jurassic Park: The Game", zadebiutowały w całości tego samego dnia. Zanim jednak przyszedł serialowy "Park Jurajski", studio zdobyło rzeszę graczy produkcjami spod szyldu "Sam & Max". Pierwszą grą z tej serii, a w sumie Telltale Games zrobiło ich trzy sezony, było "Sam & Max: Sezon 1" (w oryginale: "Sam & Max Save the World") wydane w 2007 roku na PC, Xbox 360 oraz Wii. Gra na metracritic.com zdobyła średnią ocen sięgającą 74/100  (w oparciu o 24 branżowe recenzje) i podbiła serca graczy – kolejne sezony były tylko kwestią czasu. Rok później tak się właśnie stało – również na PC, Xbox 360 i Wii ukazał się drugi sezon przygotówki o parze detektywów. Podobnie jak wcześniejsza odsłona, "Beyond Time and Space" było tytułem dobrym, ale nie rewelacyjnym. Dopiero finał, czyli sezon trzeci, okazał się grą na miarę oczekiwań – średnia ocena każdego z odcinków "Sam & Max: The Devil's Playhouse" nie spadła poniżej 81/100, czym twórcy zaskarbili sobie przychylność nie tylko graczy, ale również inwestorów, którzy częściej zaglądali do swoich portfeli i wspierali finansowo nowe projekty studia.

Jednak prawdziwy boom i rozkwit Telltale Games przyszedł w 2012 roku, kiedy to ukazał się pierwszy epizod The Walking Dead. Wówczas, głównie za sprawą serialu stacji AMC o tym samym tytule, zombie było tematem pożądanym, a na rynku nie gościło tyle produkcji zawierających w sobie cząstki nieumarłych, z iloma mamy do czynienia dziś. Telltale Games wiedziało, co czyni, bo zdecydowało się związać licencją z Robertem Kirkmanem i stworzyć grę opartą nie na serialu, ale na komiksie "Żywe trupy", nad którym Kirkman pracuje już od 2003 roku. Twórcy mogli śmiało korzystać z praw do marki i uniwersum świata wykreowanego przez autora, a tym samym pozostawić sobie wolną rękę w tworzeniu fabuły opowiadającej o trudach przetrwania i związkach międzyludzkich w świecie, w którym za każdym rogiem czaić się może śmierć. Branża i gracze docenili grę do tego stopnia, że podczas finałowej gali Video Games Awards 2012 (obecnie VGX) tytuł ten został okrzyknięty "Grą Roku", a studio zdobyło prestiżowy laur "Studia Roku". Od tamtej chwili developer miał cały świat u swoich stóp, co obecnie wykorzystuje, korzystając z najpopularniejszych licencji nie tylko ze świata gier.

Owszem, studio miało swoje słabsze momenty. Każdy pamięta, jak gorzką pigułką dla Telltale Games był "Park Jurajski" czy "Powrót do przeszłości". O ile tytuły te oparte były na znanych filmowych licencjach, to przeniesienie kinowego obrazu na grafikę komputerową nie poszło zgodnie z planem i skończyło się kiepskimi ocenami ("Jurassic Park: The Game" – 54/100, "Back to the Future: The Game" – 66/100). Przypadki te potwierdzają niepisaną regułę, że gra oparta na filmie zwykle nie spełnia oczekiwań graczy. Wydaje się, że Telltale Games również zdało sobie z tego sprawę, bo kolejne produkcje studia oparte na głośnych licencjach mają z oryginałem niewiele więcej wspólnego poza tytułem i ogólnym zarysem fabularnym. Jak pokazują przykłady w postaci The Walking Dead oraz The Wolf Among Us, taki model sprawdza się idealnie. Już dziś wiemy jedno: kolejne produkcje studia, które jeszcze w tym roku trafią na nasze sprzęty do grania, również będą tworzyły oryginalną część historii – wplecioną w licencję czy to "Gry o tron", czy "Borderlands". 

Telltale Games pozostaje wierne swojemu modelowi sprzedaży, który zakłada (w większości) dystrybucję każdego odcinka gry z osobna oraz sprzedaż całego sezonu po cenie atrakcyjniejszej niż kupno pojedynczych epizodów. Metoda ta przynosi korzyści nie tylko twórcom, ale przede wszystkim graczom, którzy po jednym odcinku mogą dojść do wniosku, że ten tytuł nie jest jednak dla nich, i odstąpić od dalszej przygody, zaoszczędzając przy tym kilka złotych. Epizodyczność gier kalifornijskiego developera ma także dodatkową zaletę: suspens, który mniej lub bardziej towarzyszy nam w finałowych scenach prawie każdego z odcinków gier. Ileż to razy złapałem się na tym, że po skończeniu którejś z części The Walking Dead długo zastanawiałem się nad decyzjami, które podjąłem, i z zaciśniętymi zębami czekałem na kolejną odsłonę, doskonale zdając sobie sprawę z tego, iż na koniec następnego odcinka znów będzie towarzyszyło mi takie samo uczucie. Immersja w ostatnich produktach Telltale Games jest przeolbrzymia, a przyszłość zapowiada się jeszcze lepiej. 

Po latach istnienia Telltale Games na rynku o sukces jest znacznie trudniej, w dodatku na twórcach ciąży olbrzymia presja, by spełnić wszystkie oczekiwania graczy. Ci z kolei po znakomitym The Walking Dead i równie rewelacyjnym The Wolf Among Us ostrzą sobie kły na tegoroczne pozycje studia. Kiedyś jednak musi przyjść obniżka formy, jest to nieuniknione, ale czy stanie się to wraz z nadejściem Game of Thrones: A Telltale Games Series oraz Tales from the Borderlands? Nie zdziwiłbym się, gdyby tak się stało, aczkolwiek życzyłbym sobie i wszystkim lubiącym twórczość Kalifornijczyków, aby dobra passa studia trwała jak najdłużej.

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV