Hawkeye #01: Odmieniony - recenzja komiksu

Seria Hawkeye w ramach Marvel Now była jedną z najlepiej ocenianych. Jak prezentuje się jej kontynuacja pod szyldem Marvel Now 2.0?

Ocena recenzenta:
6/10

Seria Hawkeye w ramach Marvel Now była jedną z najlepiej ocenianych. Jak prezentuje się jej kontynuacja pod szyldem Marvel Now 2.0?

Inkursje, tajne wojny, totalne nawalanki - od tego wszystkiego Hawkeye pod kierownictwem Matta Fractiona był bardzo, ale to bardzo oddalony. Dostaliśmy portret miejskiego superbohatera, a przy tym nie był to portret typowy, kojarzący się z choćby przygodami Daredevila w Nowym Jorku. Hawkeye w ramach Marvel Now był specyficzny, tak pod względem scenariuszowym, jak i graficznym, kiedy to twórcy pozwalali sobie na arcyciekawe eksperymenty formalno-narracyjne. Poza tym, Clint Barton wcale nie był bez przerwy na pierwszym planie, ponieważ ten sam pseudonim nosi też Kate Bishop, być może najfajniejsza obecnie superbohaterka w komiksowych odsłonach Marvela.

Mimo że intrygująca okładka tego nie zapowiada,  Kate Bishop także powraca w Odmienionym i chyba ów fakt jest najbardziej istotny przy odbiorze komiksu ze scenariuszem Jeffa Lemire. Clint ma swój styl bycia, który może irytować, natomiast Kate ma jakże potrzebną tu energię, by tchnąć mnóstwo energii w fabułę. Bez niej, bez zabawnych interakcji między dwójką bohaterów, Hawkeye nie byłby momentami tak urzekający. A wspólna akcja tych dwojga w placówce Hydry na początku Odmienionego pełna zaskakujących zwrotów akcji, po prostu przywołuje na twarzy czytelnika, mówiąc kolokwialnie - banana. Niestety ów banan nie tkwi na twarzy cały czas podczas lektury (jak choćby trwał tak przy czytaniu L.A. Woman). Bo pomimo, że za scenariusz odpowiada ostatnio wszechobecny i niezwykle utalentowany Jeff Lemire, Hawkeye nie jest już tak dobry, jak był w ramach Marvel Now.

Lemire prowadzi tu historię dwutorowo. Przede wszystkim, zgodnie z tym co zapowiada okładka, odwołuje się do dziecięcej przeszłości Clinta Bartona. Dzięki temu dowiadujemy się więcej o jego relacji z bratem, Barneyem, którego występ pamiętamy dobrze z tomu Rio Bravo. Lemire, opisując perypetie, a w zasadzie ich tułaczkę z cyrkiem z lat dzieciństwa, pokazuje, jakie wybory, jakie działania ukształtowały późniejszy wizerunek braci. Graficznie rozegrane jest to całkowicie odmiennie od prostej kreski, charakteryzującej dotychczas serię. Ta wycieczka w przeszłość wygląda niczym senna wizja utkana z rozchwianych pasteli i w wersji scenariuszowej również jest mocno odmienna od współczesnych przygód Bartona.

Na drugim torze podąża historia tajnej broni, którą Clint i Kate odkrywają w placówce Hydry. Tajna broń ma tutaj zaskakujący wygląd zdeformowanych dzieci, dysponujących przerażającą psioniczną mocą. Lemire zatem bardziej stawia na dramat, jest mniej śmieszkowania, chociaż cały czas stara się utrzymać ów luzacki klimat znany z poprzedniej odsłony. Wywołuje to niestety pewien artystyczny dysonans, który każe odbierać Odmienionego jako dzieło wybrakowane, w którym jak na razie, w nowej scenerii Lemire bada teren i drogi, którymi mógłby rozwijać historię marvelowskiego łucznika. Nie jest zatem źle, ale i nie do końca jest dobrze. Mimo stworzenia fabuły, która miała czytelnika zaangażować emocjonalnie, powstała trochę dziwna hybryda, z pewnością nie spełniająca wszystkich oczekiwań czytelników poprzedniego cyklu. Nie znaczy to jednak, że nie będziemy chcieli sprawdzić w kolejnym tomie, jakie nowe przygody zafundują twórcy Clintowi i Kate. Oby ich poziom był przynajmniej o oczko wyższy.

Źródło: fot. Egmont

Hawkeye #01: Odmieniony

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV