Lincoln Rhyme: Hunt for the Bone Collector: sezon 1, odcinek 2 - recenzja

Lincoln Rhyme: Hunt for the Bone Collector miał przeciętny pilot z obiecującymi detalami, które warto było rozwinąć. Drugi odcinek jednoznacznie nie daje już nadziei.

Ocena recenzenta:
3/10

Lincoln Rhyme: Hunt for the Bone Collector miał przeciętny pilot z obiecującymi detalami, które warto było rozwinąć. Drugi odcinek jednoznacznie nie daje już nadziei.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Lincoln Rhyme: Hunt for the Bone Collector pokazuje swój proceduralowy charakter, czyli bohaterowi biorą swoją pierwszą sprawę niemającą nic wspólnego z tytułowym kolekcjonerem kości. Mamy więc tajemniczego seryjnego mordercę i śledztwo rozpisane tak banalnie, że scenarzyści ogranych do granic możliwości seriali typu Hawaii 5.0, Agenci NCIS czy Kryminalne zagadki poczuliby się zażenowani. Prostota prowadzenia sprawy kryminalnej woła o pomstę do nieba, bo nie ma w tym za grosz napięcia, ani pomyślunku. Tego typu seriale powinny angażować widza ciekawymi tropami, sugestiami rozwiązań i myleniem podejrzeń, a wszystko idzie po linii najmniejszego oporu. Same oczywistości.

Problemem jest również sam Lincoln Rhyme. Russell Hornsby robi, co może, ale scenariuszowo dostaje coraz gorsze sceny. Jak w pierwszym odcinku miał swoje momenty, tak tutaj kompletnie nie udaje się zaakcentować jego intelektu. Wręcz Rhyme wydaje się zbyteczny w całej historii, bo jego wkład w śledztwo to mówienie brzmiących mądrze oczywistości, które wcale nie pokazują nic wyjątkowego w tej postaci, tak jak powinno to mieć miejsce. A to duży problem. Podobnie jak jego relacja z każdym bohaterem, która praktycznie nie jest w ogóle budowana - sobie jest, twórcy za bardzo się tym nie interesują, więc rozwój postaci jest zerowy.

Kilka scen poświęcono kolekcjonerowi kości, który wydaje się wyjęty z podręcznika: Jak pokazać seryjnego mordercę? Wszystkie schematy, sztampowe rozwiązania i dziwne absurdy są tutaj obecne. Zamiast skupić się na tym, by przedstawić widzom ciekawy obraz człowieka, który jest kimś więcej, ma rodzinę, to twórcy od razu wrzucają go w środek gry z Lincolnem. Jeśli tak ma być prowadzony główny wątek tego serialu, to trudno patrzeć z optymizmem.

Lincoln Rhyme to przeciętniak, który nie ma w sobie nic, co mogłoby przyciągnąć, zainteresować i najzwyczajniej w świecie powiedzieć: warto poświęcić temu czas. Nuda, sztampa i brak pomysłu.

Źródło: zdjęcie główne: materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV