Nice Guys. Równi goście – recenzja

Nice Guys. Równi goście - jeden z najzabawniejszych filmów tego lata właśnie wchodzi do kin. Jest szybko, brutalnie, zabawnie, trochę seksi i trochę retro. Jest naprawdę dobrze.

Ocena recenzenta:
9/10

Nice Guys. Równi goście - jeden z najzabawniejszych filmów tego lata właśnie wchodzi do kin. Jest szybko, brutalnie, zabawnie, trochę seksi i trochę retro. Jest naprawdę dobrze.

Shane Black. Jeśli to nazwisko coś wam mówi – z pewnością już wiecie czego się spodziewać po tym filmie. Chyba, że kojarzycie go tylko jako reżysera obrazu Iron Man 3. Tam trochę pokazał co potrafi i jaki humor lubi najbardziej, ale znacznie ważniejsze są inne jego dokonania. To w końcu facet, który blisko trzydzieści lat temu wymyślił postacie Martina Riggsa i Rogera Murtaugha! Tak, to właśnie on stworzył pierwszą Lethal Weapon i to od niego wszyscy podłapali pomysł na dwóch straszliwie niedopasowanych przyjaciół, którzy wspólnie rozwiązują jakąś sprawę kryminalną. Cały nurt Action Buddy Movies, który zalał kina pod koniec XX wieku to właśnie przez niego. To również scenarzysta świetnego The Last Boy Scout z Brucem Willisem. I wreszcie, gdy dekadę temu Black po raz pierwszy zabrał się za reżyserowanie (oczywiście według własnego scenariusza) stworzył Kiss Kiss Bang Bang – uroczą wariację na czarny kryminał z Robertem Downey'em jr.

Przywołuje te wszystkie tytuły, bo jeśli wam się podobały będziecie zachwyceni nowym filmem Blacka. To ten sam klimat – dwóch niedopasowanych gości, skomplikowane śledztwo w Los Angeles, sporo popkulturowych i czarnokryminałowych klisz, którymi Black żongluje z maestrią wirtuoza i potężne porcje brutalnego humoru. To co w tym filmie jest nowe i świeże, to paradoksalnie klimat retro – jesteśmy w Hollywood lat siedemdziesiątych, gdzie rynek porno miał się świetnie, a ciuchy i fryzury wołały o pomstę do nieba. No i mamy idealny duet bohaterów – Russell Crowe i Ryan Gosling są parą na miarę Mela Gibsona i Danny'ego Glovera. Każda sekunda ich wspólnej obecności na ekranie to sama radość. Ich zwarcia (Black naprawdę potrafi pisać o niedopasowanych partnerach) są mistrzowskie a powolne docieranie się pokazane jest z finezją, której życzyłbym twórcą najlepszych dramatów psychologicznych. Tymczasem to komedia akcji. Film w starym stylu pełny nagich kobiet (w końcu to branża porno), pełen brzydkich wyrazów, pełen trupów i do tego jeszcze ze świetną rolą piętnastoletniej Angourie Rice, która jako córka jednego z głównych bohaterów praktycznie kradnie każdą scenę w której się pojawia.

Jeśli szukacie lekkiej (acz nie dla nieletnich) rozrywki ten film jest właśnie dla was. Shane Black nie pokazuje tu nic nowego, ale udowadnia, że jest absolutnym mistrzem w swoich rewirach. Co ciekawe podobno projekt ten początkowo tworzono jako pomysł na serial telewizyjny. Ale stwierdzono, że do niczego to nie prowadzi i może jednak należy zrobić z tego film. Po seansie – całkowicie to potwierdzam. Do niczego to nie prowadzi – to po prostu fajne dwie godziny w kinie. I nie miałbym nic przeciwko, gdyby ten miły duecik powrócił jeszcze kiedyś w kolejnym filmie.

Nice Guys. Równi goście

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV