Servant: sezon 1, odcinek 4 i 5 - recenzja

Dobrze zapowiadający się serial Servant łapie zadyszkę już na czwartym odcinku. W piątym nie jest lepiej. Co nie działa w serialu Apple TV?

Ocena recenzenta:
5/10

Dobrze zapowiadający się serial Servant łapie zadyszkę już na czwartym odcinku. W piątym nie jest lepiej. Co nie działa w serialu Apple TV?

Wiktor Fisz
Wiktor Fisz
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Pierwsze trzy odcinki Servant zawiązały akcję w książkowy sposób. Wprowadzono nas w klimat grozy i przedstawiono bohaterów w taki sposób, żeby nie wyjawić za dużo. Opowieść intrygowała, choć dopiero znajdowaliśmy się w przedsionku czegoś większego. Teraz cały wypracowany potencjał zostaje rozmieniony na drobne, a to głównie przez nielogiczne i głupie rozwiązania fabularne. Dodatkowo tempo akcji (które od początku było bardzo powolne) siada zupełnie, wynikiem czego przez długie minuty ekranowe obserwujemy bohaterów nierobiących nic konstruktywnego.

O ile w piątym epizodzie mają miejsce dość istotne wydarzenia, to tego czwartego zupełnie mogłoby nie być. Dobry scenariusz formatu odcinkowego opiera się na właściwie nakreślonych związkach przyczynowo-skutkowych. Jednym słowem, każde wydarzenie, każda linijka dialogowa powinna prowadzić do czegoś konkretnego. Oczywiście rzadko zdarza się tak, że serialowe odsłony są zbudowane w stu procentach według tego mechanizmu – ta niełatwa sprawa stanowi prawdziwe wyzwanie dla scenarzysty. W czwartym odcinku Servant nie ma praktycznie ani jednego dobrze napisanego związku przyczynowo-skutkowego, chyba że będziemy traktować jako takowy wycieczkę do miejsca pracy Dorothy. Główna bohaterka proponuje Leanne wspólną wyprawę. Później za namową męża rezygnuje z pomysłu. Niania decyduje się jednak na samowolkę, co wprawia Seana w konsternację. Finalnie jednak obywa się bez konsekwencji i Dorothy przechodzi z tym faktem do porządku dziennego. Wracamy więc do status quo. Wszystko to, żeby zobrazować nieufność głowy rodziny do Leanne i pokazać jej krnąbrność.

Jakie to wszystko miało znaczenie fabularne? Żadne – zwłaszcza że powyższe wiedzieliśmy już po seansie poprzednich odcinków. Dużo ciekawszą kwestią byłaby reakcja otoczenia Dorothy na obecność dziecka, które oficjalnie powinno być martwe. Ten motyw stanowiłby światełko w tunelu, niestety twórcy w ogóle się na tym nie skupiają. Zamiast tego dostajemy kilka scen z montażem ukrytych kamer i retrospekcję bez większego znaczenia. Zupełnie kuriozalna jest natomiast sekwencja, w której Dorothy pluje Seanowi w oko pastą do zębów. W jakim celu zostało to wprowadzone do fabuły? Wątek humorystyczny? Niech ktoś zatrzyma lepiej tę karuzelę śmiechu. Zabawny przestaje być również wujaszek Julian, który co rusz wyskakuje niczym filip z konopi z nieodłączną butelką wina. Kolejny comic relief, który nie działa jak należy.

Piąty odcinek ma niezły punkt wyjścia. Pokazuje akcję z perspektywy Leanne – bohaterki, która do tej pory była dla nas zagadką. Początek jest niezły, ale twórcy szybko strzelają sobie w kolano. Obdzierają nianię z tajemnicy i mroku, sugerując, że jest ona tak naprawdę ofiarą toczących się wydarzeń. Pozostawiają jednak dziewczynie kilka atrybutów, które mają na celu pokazanie jej niepokojącej strony. Leanne ma bowiem paranormalne moce – potrafi rzucać klątwy. Bazgroły w Biblii, modlitwa i gotowe – ból zęba czy wypryski na twarzy zagwarantowane. Z jednej strony mamy więc poczciwą i ubogą dzierlatkę, którą chciałoby się pogłaskać po głowie, mówiąc „wszystko będzie dobrze”, z drugiej prawdziwą czarownicę. Ten dysonans sprawia, że postać  jest mocno niespójna. Jakby tego było mało, w końcówce odcinka niania funduje sobie samobiczowanie, bo czemuż by nie miała tego robić? Kolejny motyw, który ma się do całości jak pięść do oka. Zamiast rozbudowywać bohaterkę psychologicznie i charakterologicznie, twórcy dodają jej udziwniające atrybuty.

W trzech pierwszych odcinkach akcja wystartowała z prędkością światła. Teraz się zatrzymała z piskiem opon i stoi w miejscu, czekając nie wiadomo na co. Wygląda to tak, jakby twórcy nie wiedzieli, jak zagospodarować odcinki pomiędzy rozpoczęciem opowieści a jej zakończeniem. Produkcja przepełniona jest motywami bez znaczenia, a te, które odgrywają rolę fabularną, nie budzą większych emocji. Trudno powiedzieć, do czego zmierza ta historia, ale pewne przesłanki sugerują, że zakończenie może nas nie usatysfakcjonować. Ot, M. Night Shyamalan w całej okazałości. Niemniej będziemy śledzić serial dalej. Może na późniejszym etapie złapie on drugi oddech?

Źródło: zdjęcie główne: Apple TV

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV