Supergirl: sezon 5, odcinki 5 i 6 - recenzja

W Supergirl po miesiącu fabularnych bolączek akcja obecnego sezonu została w końcu całkiem sprawnie rozwinięta. Naturalnie to jeszcze nie czas na fanfary, jednak jakościowa poprawa jest zauważalna.

Ocena recenzenta:
5/10

W Supergirl po miesiącu fabularnych bolączek akcja obecnego sezonu została w końcu całkiem sprawnie rozwinięta. Naturalnie to jeszcze nie czas na fanfary, jednak jakościowa poprawa jest zauważalna.

Piotr Piskozub

Piotr Piskozub

Tagi:  the cw 
UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Jeśli ze zdumieniem spoglądacie na ocenę dwóch ostatnich odcinków, to spieszę donieść, że Wasze oczy Was nie zawiodły - w Supergirl w końcu coś zaczęło się dziać. Co prawda, mając na uwadze chaotyczne wygibasy, którymi raczą nas bohaterowie tej produkcji w ostatnich tygodniach, to wciąż za mało, aby mówić o triumfalnej poprawie stanu rzeczy, ale ku wielkiemu zaskoczeniu nas wszystkich twórcom udało się przekonująco nakreślić nowe zagrożenia i połączyć dotychczasowe wątki. Pomaga zwłaszcza przeniesienie złowrogiego środka ciężkości z Malefica w stronę organizacji Lewiatan, jak również wytłumaczenie roli Andrei Rojas w całej historii. Z korzyścią dla widza okrojono także wątki emocjonalne, a krucjata Leny nabrała nieco innego charakteru. Aż dziw bierze, że przez poprzedni miesiąc scenarzyści nie zdecydowali się na odsłanianie przed nami fabularnych kart w takim natężeniu. Wygląda na to, że ekranową Dziewczynę ze Stali czekają lepsze czasy, co może szczególnie cieszyć ze względu na zbliżający się wielkimi krokami crossover seriali superbohaterskich stacji The CW. 

W Dangerous Liaisons przeprowadzająca na Maleficu mniej lub bardziej szpetne eksperymenty Lena wchodzi w posiadanie jego mocy - choć motywacje jej postępowania w dalszym ciągu ocierają się o obrażalstwo, to jednak panna Luthor w swoim postępowaniu jest aż do bólu konsekwentna, stając się dla Supergirl nieświadomym, ale coraz bardziej znaczącym zagrożeniem. Jeszcze lepiej jest w wątku poświęconym postaci zabójcy znanego jako Rip Roar; początkowo co prawda prezentuje się on na ekranie jak wołająca o pomstę do nieba krzyżówka Doktora Octopusa i Robocopa z plecaczkiem, lecz w miarę upływu czasu antenowego jego powiązania z historią Rojas zostaną widzowi satysfakcjonująco wyłuszczone. Seans całego odcinka przypomina otwieranie matrioszki - jeden wątek prowadzi przekonująco do następnego, uświadamiając odbiorcę, że za działaniami Andrei stoi złowieszcza organizacja Lewiatan, która na razie nie pokazała nam jeszcze pełni swojej mocy sprawczej. Dużo gorzej na tym tle prezentuje się topienie lądolodu na Antarktydzie, które to w sposób niemalże kreskówkowy zastopują Kara, J'onn i Nia. Już ta odsłona serii wybudzała w nas jednak nadzieję na lepsze jutro. 

Confidence Women może w tym przypuszczeniu widza tylko utwierdzić. Zaskakująco dobrze wypadają retrospekcje ukazujące wspólną przeszłość Leny i Andrei na przygodową modłę, które nie tylko zgrabnie łączą szereg rozrzuconych wcześniej bez większego ładu i składu wątków, ale i szkicują Lewiatana jako prawdziwego antagonistę całej odsłony serii. W natłoku tych fabularnych wolt nawet kochaś Brainy odpuszcza swoje amory, by w końcu realnie pomagać Alex i Karze w rozpracowywaniu nowego zagrożenia. Zanim jednak zaczniemy bić scenarzystom gromkie brawa, musimy sobie przypomnieć o skali. W ostatniej odsłonie serii nie brakuje bowiem dziwacznych zabiegów, jak choćby znów robiąca przyjaciółkę w przedszkolne bambuko Lena czy zabicie Russella Rogersa, bez żadnych wątpliwości mające potęgować melodramatyzm historii. Jeśli jednak sterowana przez Lewiatana mroczna wersja Andrei łamie kark gubernatorowi, a atak na siedzibę D.E.O. wygląda znacznie lepiej niż poprzednie jatki w placówce rodem z zapijaczonych blokowisk, to wiedźcie, że coś się w tym serialu dzieje. Na razie trudno właściwie rozstrzygnąć, co dokładnie, jednak gorzej niż w minionych tygodniach być przecież nie mogło. 

Wiele wskazuje na to, że minimalna, choć bez dwóch zdań zauważalna jakościowa poprawa Supergirl ma zresztą związek z nadchodzącym crossoverem - dalsze tkwienie w fabularnym letargu mogłoby zrazić nawet zagorzałych fanów produkcji, którzy na amerykańskich forach coraz częściej wylewali swoje żale. Warto także zauważyć, że do serialu powrócił Jon Cryer w roli Lexa Luthora; choć mogliśmy go obserwować wyłącznie w retrospekcjach, to jednak każde jego pojawienie się na ekranie wnosi świeży powiew w całą opowieść. W tej chwili serii brakuje jeszcze odważnego i jednoznacznego naszkicowania pełnego spektrum zagrożenia ze strony Lewiatana, lecz - sam jestem zdumiony swoimi słowami - dajmy twórcom jeszcze trochę czasu, aby przekonać się, czy ich ostatnie narracyjne eskapady znajdą dobre rozwinięcie w dalszej części sezonu. Pamiętajmy przy tym, że Supergirl odbija się w zasadzie od dna; na superbohaterskim bezrybiu i rak może okazać się rybą z nadludzkimi mocami. Oby tylko do tego wniosku nie dotarli scenarzyści; a nuż go na ekranie wykorzystają... 

Źródło: Zdjęcie główne: Sergei Bachlakov/The CW

Supergirl

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV