„Teen Wolf: Nastoletni wilkołak”: sezon 5, odcinek 3 – recenzja

"Intensywny" - słowo to padło kilkakrotnie w najnowszym odcinku serialu "Teen Wolf: Nastoletni wilkołak" i najlepiej charakteryzuje epizod numer 3, najlepszy z dotychczasowych nowego sezonu.

Ocena recenzenta:
7/10

"Intensywny" - słowo to padło kilkakrotnie w najnowszym odcinku serialu "Teen Wolf: Nastoletni wilkołak" i najlepiej charakteryzuje epizod numer 3, najlepszy z dotychczasowych nowego sezonu.

Serial Jeffa Davisa zawsze w świetny sposób korzystał z poetyki horroru, tworząc intrygującą atmosferę grozy poprzez ciekawą grę światłem, dobrze dobraną muzykę oraz oryginalny design potworów, z którymi przychodzi zmierzyć się bohaterom. Tegoroczni Doktorzy, jak ochrzczono ich w Internecie, stanowią kontynuację dobrego trendu w tworzeniu nietuzinkowych antagonistów, których design przypomina słynne potwory zakorzenione już mocno w popkulturze. Doktorzy na pierwszy rzut oka przypominają wariację na temat postaci z „Resident Evil” czy „Bioshocka”, a wydawane przez nich mechaniczne odgłosy należą do dźwięków „ciarogennych”.

W świecie serialu „Teen Wolf” z sezonu na sezon pojawia się coraz więcej nadprzyrodzonych istot, za którymi powoli nie sposób nadążyć. Dobrze więc, że czasami twórcy zerkają w przeszłość i przypominają ciekawych wrogów z poprzednich serii. Tak też dzieje się w tym odcinku, gdy jedna z bohaterek okazuje się być… kanimą - potworem, którego widzieliśmy już w drugim sezonie produkcji MTV.

Takie mrugnięcia okiem do stałych fanów produkcji są strzałem w dziesiątkę, gdyż przypominają widzom, jak długo trwa ich przygoda z tym świetnym serialem. Z drugiej strony w trzecim odcinku widać też zalążki tego, o czym twórcy mówili jakiś czas temu w wywiadach: „Świat «Teen Wolfa» jest tak szeroki, że (teoretycznie) można wyobrazić go sobie bez grupy pierwotnych protagonistów”, na czele ze Scottem. Z sezonu na sezon widać zresztą powolne przestawianie akcentów między pierwotnymi bohaterami, z którymi zżyliśmy się od pierwszego odcinka, a nową gwardią postaci, które przybyły do serialu później. W "Dreamcatchers" Liam rozpoczyna swoją małą „misję poboczną”, w której nie towarzyszy mu nikt ze „starej gwardii” serialu. Bohater ten powoli zaczyna rozwijać się w ciekawą stronę po szaleństwie, jakie zapewniła mu poprzednia seria.

Wartym odnotowania jest także fakt, iż krąg osób, które wiedzą o nadprzyrodzonych biznesach rozgrywających się w Beacon Hills, zdaje się powiększać z każdym odcinkiem. To zresztą jedna z rzeczy, którą „Teen Wolf” od lat robi dobrze - zamiast odwlekać moment wyjawienia prawdy najbliższym głównych bohaterów, co rodziłoby tylko mało wiarygodne wymówki, twórcy decydują się pokazać wszystkie karty, dzięki czemu nawet postronni świadkowie mogą mieć wpływ na wydarzenia.

Czytaj również: „Teen Wolf” – ciekawostki i panel z Comic-Con. Będzie 6. sezon!

Dobrze widzieć, że „Teen Wolf” powrócił na właściwe tory i skutecznie zamazał niesmak, który pozostał po przekombinowanym finale poprzedniego sezonu. Nowe odcinki zdają się zarysowywać interesującą historię na całą serię, a opowieść powoli nabiera tempa.

Dreamcatchers

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV