The Shannara Chronicles: sezon 1, odcinek 3 i 4 – recenzja

The Shannara Chronicles nie zwalnia tempa w kolejnych odcinkach, nadal oferując rozrywkę na zaskakująco dobrym poziomie. Wady serialu są dostrzegalne, ale nie przeszkadza to w czerpaniu frajdy.

Ocena recenzenta:
7/10

The Shannara Chronicles nie zwalnia tempa w kolejnych odcinkach, nadal oferując rozrywkę na zaskakująco dobrym poziomie. Wady serialu są dostrzegalne, ale nie przeszkadza to w czerpaniu frajdy.

Adam Siennica
Adam Siennica

Dwa najnowsze odcinki The Shannara Chronicles sprawiają wrażenie kontynuacji wstępu do prawdziwej przygody, która dopiero nas czeka w przyszłości. Wciąż dużo niepewności w bohaterach oraz nieporozumień, które muszą zostać rozwiązane, by w końcu można było wyruszyć w podróż. Cztery odcinki wstępu to coś, co idealnie tutaj się sprawdza, bo wydaje się, że dostatecznie poznajemy postacie, by wyrobić sobie o nich zdanie, oraz wiemy już kto i jaki ma potencjał na rozwój w przyszłości. Fabuła nadal jest prosta, oparta na schematach i nie jest w stanie za bardzo zaskoczyć, ale to nieistotne, bo historia opowiadana jest w sposób wywołujący emocje i sprawiający, że bez problemu możemy przenieść się w ten świat fantasy i wyruszyć na przygodę z bohaterami. Oderwanie od rzeczywistości i budowanie emocji jest czymś ważnym, co bez problemu nadrobi wszelkie niedociągnięcia.

Po czterech odcinkach zdecydowanie bardziej obyłem się z postacią Wila, do którego miałem zastrzeżenia w pierwszych dwóch. Zdecydowanie wzbudza sympatię i w wielu momentach staje się bardziej przekonujący. Szczególnie dobrze to wygląda w klimatycznej scenie użycia kamieni elfów, która - mówiąc wprost - wywołuje ciarki na plecach. W takim chwilach The Shannara Chronicles pokazuje swoje mocne oblicze - zresztą tak samo jest, gdy Allanon atakuje Furię. Problem wciąż mam z Amberle, która jest na razie zbyt wyniosła, a jej bycie księżniczką przyćmiewa wszystkie inne cechy jej charakteru, przez co jeszcze nie jesteśmy w stanie za dobrze ją poznać. Czasem jej uparte zachowanie irytuje, szczególnie to względem Eretrii, która po czterech odcinkach wydaje się najciekawszą młodą bohaterką - ma dobrze nakreśloną historię, cechy, jest twarda i ma dużo dobrych momentów, w których jej osobowość jest odpowiednio wykorzystana. Wiem, że Amberle w trakcie tej przygody będzie zmieniać się i dojrzewać, ale liczę, że nastąpi to szybko, bo na razie jest jedyną postacią, którą trudno mi zaakceptować. Ze starszych postaci porządnie w obu odcinkach drażni syn króla, Arion, którego zachowanie poszło za bardzo w skrajność. Pomimo licznych dowodów na to, że druid mówi prawdę, a wyprawa jest ich ostatnią nadzieją, ten z uporem ciągle mówi to samo. O te kilka razy za dużo. Interesującym dodatkiem może okazać się Bandon, który przewiduje przyszłość. Postać ma już solidnie ukształtowany charakter dzięki traumatycznym wydarzeniom, a to może zaprocentować.

Nieźle prezentuje się wątek ze zmiennokształtnym, który siał zamęt w pałacu elfów na życzenie Dagda Mora. Udaje się tym napędzić akcję obu odcinków w sposób interesujący, ale z trochę dziwnym finałem. Skoro druid niby zabił tego stwora i kazał go spalić, to dlaczego ten jednak przeżył i uciekł? Jeśli z pozbyciem się ciała trzeba zdążyć w określonym czasie, to Allanon chyba powinien o tym wiedzieć. Wydaje się to trochę dziwne, tak jakby na siłę przedłużono to zagrożenie. Poza tym nadal nie działa wątek Roverów, który po prostu nie jest ciekawy; ich obecność przypomina mi te wszystkie seriale postapokaliptyczne, w których zawsze znajdowała się grupka psychopatów działających na niekorzyść protagonistów. Mam nadzieję, że scenarzyści szybko to zakończą i ostatecznie ukształtują drogę Eretrii do bycia jedną z pełnoprawnych bohaterek wyprawy.

Serial wciąż zachwyca warstwą wizualną. Piękne krajobrazy zapierają dech w piersi, scenografie nadal zachwycają, a efekty specjalne stoją na zaskakująco dobrym poziomie. Jedna ze scen też jednoznacznie udowodniła, że mimo wszystko nie jest to bajka dla dzieci - moment, gdy zmiennokształtny w brutalny sposób przebija głowę przeciwnika, jest ukazany dość obrazowo i raczej nie dla oczu młodego odbiorcy.

Na razie twórcy nieźle korzystają z elementów czysto młodzieżowych, takich jak schadzka Wila z Eretrią, ewentualna zazdrość Amberle czy piosenki w tle. Nie jest to zbytnio nachalne, nie wybija z rytmu i nie psuje klimatu. Rzekłbym nawet, że buduje pewną unikalną atmosferę, która odróżnia ten serial od innych. The Shannara Chronicles to jednak przede wszystkim emocje i frajda z oglądania fantasy opartego na magii i potworach. Naprawdę jest dobrze.

Changeling

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV