Przeczytaj fragment powieści Satyricon o najgłębiej skrywanych tajemnicach

Dziś mamy dla was fragment pikantnej szwedzkiej prozy, czyli przedsmak powieści Satyricon.

Dziś mamy dla was fragment pikantnej szwedzkiej prozy, czyli przedsmak powieści Satyricon.

Tymoteusz Wronka
Tymoteusz Wronka

Dzisiaj, nakładem wydawnictwa Marginesy, ukazała się powieść szwedzkiej pisarki Gertrud Hellbrand pod tytułem Satyricon.

Satyricon to powieść, w której mroczna opowieść o przyjaźni, obsesji i najgłębiej skrywanych tajemnicach łączy się z konfliktem pomiędzy współczesnym politycznie poprawnym, poukładanym światem i odwiecznymi potrzebami i popędami człowieka – gdzie fantazja spotyka się z rzeczywistością.

Poniżej znajdziecie fragment powieści Satyricon w przekładzie Agaty Teperek:

FRAGMENT

Pierwszy raz zobaczyłam Renée pewnego zimowego wieczoru przed klubem studenckim w Uppsali. Pamiętam, że pomyślałam wtedy, że jest arogancka. Właśnie wyszliśmy na podwórze – ja i dwóch chłopaków, z którymi chodziłam na filozofię. W przerwach na szczycie schodów spotykało się zazwyczaj te osoby z nowej grupy, które w ogóle warto było poznać. Może po prostu palacze mają w sobie małą domieszkę autoagresji, która sprawia, że stają się ludzcy. Tak właśnie poznałam Tony’ego i Jockego.
Renée też akurat paliła. Stała w mroku przed brzoskwiniowym budynkiem, otoczona grupką młodych mężczyzn, i nasze spojrzenia się spotkały.
– Wchodzicie? – spytałam. – Równie dobrze możecie od razu zawrócić.
Nie odpowiedziawszy, przyjrzała mi się, a ja odniosłam wrażenie, że nie przepada za dziewczynami. Później dyskutowałyśmy na ten temat wielokrotnie – o tym, że obie wolimy przestawać z mężczyznami. Wtedy jednak, każda z nas ze swoją niewielką męską armią za plecami, zmierzyłyśmy się wzrokiem.
– To prawda – przyznał Tony. – Impreza jest drętwa.
Było tak zimno, że wydychany przez nas dym utrzymywał się wokół niczym chmura, śnieg na chodniku był twardy i nierówny, ale w końcu znaleźliśmy otwartą knajpę. Renée postarała się, żebyśmy siedziały naprzeciwko siebie. Studiowała literaturoznawstwo, właśnie pisała pracę dyplomową. Sceptycyzm, z którym początkowo mi się przyglądała, przeszedł w żywe zainteresowanie.
– Jaką najbardziej perwersyjną rzecz robiłaś?
Znałyśmy się może dwadzieścia minut. Obok rozmawia- li nasi koledzy, a bar wypełniał przyciszony gwar. Okna od ulicy były pokryte parą, siedzieliśmy jak w kokonie z wilgotnego ciepła. Pokręciłam głową, a ona się zaśmiała.
– Okej, przeformułuję pytanie. Jaką była twoja najbardziej zakazana fantazja?

Satyricon okładkaŹródło: Marginesy

Pochyliła się i popatrzyła na mnie z miną, która była tak ponaglająca, że też musiałam się roześmiać. Potem opowie- działa mi o swojej pracy. Pisała o – jak określiła to rzeczowo spokojnym głosem – animalistycznej radości staczania się. Ta radość miała znajdować wyraz w jednej ze scen powieści Émile’a Zoli Praca, gdzie młoda kobieta o wysokiej pozycji społecznej oddaje się robotnikowi w brudnej szopie. A także, rzecz jasna, w Pannie Julii Augusta Strindberga. Renée opisywała te destrukcyjne popędy jako „bunt osobowości”. Argumentację podpierała Manifstem futurystycznego pożądania Valentine de Saint-Point z tysiąc dziewięćset trzynastego roku, gdzie autorka twierdzi, że pożądanie szuka tego, co nieznane, w cielesności, a intelekt szuka tego, co nieznane, w duszy.
Renée udało się przekonać promotorów i wykładowców, że jej tezy są czymś w rodzaju feministycznego przewrotu; nowatorską dywersją, potwierdzeniem prawa kobiet do badania swoich nawet najmroczniejszych stron.
– Moje badania poruszają kompleksową problematykę związaną z płcią i klasą – zażartowała sama z siebie, a potem parsknęła ironicznym śmiechem i zapaliła papierosa.
Tamtego pierwszego wieczoru w barze, jeszcze zanim nasze palce i stopy zdążyły się ogrzać po wędrówce po skutych lodem ulicach Uppsali, Renée wyznała, że myślała o tym, żeby przespać się z budowlańcem. Usprawiedliwiająco wzruszyła ramionami:
– W celach badawczych.
Opowiedziała mi, jak każdego dnia w drodze do biblioteki mija plac budowy. Za barierkami, między rusztowaniami i betoniarkami, kręcą się mężczyźni w kombinezonach roboczych. Właśnie odnawiają fasadę; uśmiechają się do niej spod kasków, a ona zwykle przystaje i ucina sobie z nimi pogawędkę.
– Ich ręce są czerwone od zimna – wypaliła bliska egzaltacji. – I zastanawiam się, jak by to było przespać się z którymś z nich. Na zimnie, za tym grubym, półprzeźroczystym plastikiem, którym okręcili budynek.
Siedziałam oniemiała. Jasnorude włosy Renée biły własnym światłem. Niepasująca do swojej epoki dwudziestopięciolatka – ubrana jak dojrzała kobieta, ale z rysami dziecka. Większość chłopaków w naszym wieku nawet nie odważyła- by się do niej zbliżyć. Czy naprawdę myślała o tym, żeby od- dać się przypadkowo wybranemu robotnikowi? Nie sposób było oprzeć się tej wizji, wiedziałam, że jak wieczorem wrócę do swojego studenckiego mieszkania, będę w samotności odmalowywać sobie tę scenę w myślach. Będę wyobrażać sobie Renée przyciśniętą do betonowej ściany za folią, zabawiającą się z co najmniej dwójką robotników, a ruch na ulicy będzie się toczył obok jak zwykle.
Zdawała się zadowolona, jakby przypuszczała, o czym rozmyślam. Potem znów pochyliła się do mnie nad stołem z subtelnym, przemądrzałym uśmiechem na ustach.
– Musisz poznać mojego brata.

Źródło: Marginesy

Źródło zdjęcia głównego: Marginesy

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV