Repertuar kin Nowość Program TV

Nieograniczony budżet. Wywiad z Adamem Kuczkiem

- Spędza się długie miesiące, projektując, dostarczając rozmaite wersje, poprawiając wygląd jednej lokalizacji. Potem przychodzi film i okazuje się, że widać ją na ekranie zaledwie prze chwilę – mówi Adam Kuczek, artysta koncepcyjny, który pracował razem z Tomem Tykwerem i rodzeństwem Wachowskich nad filmem "Atlas Chmur".

Polski artysta w produkcji Tykwera i Wachowskich odpowiadał za wykreowanie lokacji zwanej Neo Seoul, będącej futurystyczną wersją Seulu. Z Adamem Kuczkiem rozmawialiśmy podczas konferencji ArtBuzz. Do Krakowa przybył z Szanghaju, gdzie mieszka na co dzień.

DAWID RYDZEK: Na czym polega rola concept artists?

ADAM KUCZEK: Concept artists, czyli artyści koncepcyjni, to osoby, które tworzą storyboardy czy inne wizualizacje. Zwykle pracują w początkowej fazie tworzenia filmu. Tworzenie każdego obrazu jak wiadomo składa się z trzech etapów – preprodukcji, produkcji i postprodukcji. W trakcie preprodukcji decyduje się, co i jak nakręcić, opracowuje się cały aspekt wizualny, wymyśla się sposób realizacji poszczególnych scen, wybiera się na przykład, czy nakręcić coś na szerokim ujęciu ze wszystkimi detalami, czy w zbliżeniu. Ten proces trwa kilka miesięcy, czasami dłużej. Kiedy zaczynają się zdjęcia, potem ta grupa ludzi, która nad tym pracowała, odchodzi w zapomnienie. Wszystko wtedy skupia się na aktorach, reżyserze i operatorze. Czasami artyści koncepcyjni są jeszcze włączani w postprodukcję. Wtedy pomaga się przy projektowaniu efektów specjalnych – rozrysowuje się, jak mogą wyglądać eksplozje, magia czy inne tego typu rzeczy. Zdarza się, choć bardzo rzadko, że artyści koncepcyjni współpracują przez cały okres powstawania filmu z samymi studiami postprodukcyjnymi. Z reguły jednak są potrzebni tylko na samym początku.

Ilu artystów pracuje przy jednym filmie?

– Zwykle są to niewielkie, kilkuosobowe grupy, choć to może ulegać zmianie. Pracuje się zawsze w fazie preprodukcji, kiedy wszystko, co znajduje się w scenariuszu – a to jedyna rzecz, która powstaje wcześniej –  jest modyfikowane i dopracowywane. Scenariusz jest bardzo płynny, sceny się zmieniają, pojawiają, znikają, próbuje się nadać mu właściwą ostateczną formę. Artyści zaś działają gdzieś w tle. Mało kto o nich słyszy poza fanatykami concept artów, którzy wyszukują rysunki w sieci albo kupują książki typu „The Art of…”, jeśli coś takiego się ukaże.

Więc to od artystów niemal zaczyna się praca nad filmem.

– Od tego się zaczyna produkcja i filmów, i gier. Na początku wiele więcej nie ma – jest scenariusz i koniec. Reżyser może mieć jakąś wizję – może wiedzieć, jak chce, żeby wyglądały poszczególne sceny czy nawet cały film. Jeżeli reżyser ma jakieś doświadczenie artystyczne, na przykład był w przeszłości production desginerem, może sam coś naszkicować, pokazać, co ma na myśli.

A daje się czasami zupełnie wykazać?

– Oczywiście, to zdarza się równie często. Mówi „it’s up to you” i czeka, aż pomysły same do niego spłyną. Można też dostać jakieś notatki bezpośrednio od reżysera, tak jak było w przypadku „Atlasu Chmur”. Tam zawsze dostawałem jakieś komentarze od reżyserów do danego projektu, ich wstępne szkice. Czasem nawet bez wcześniejszego kontaktu z art directorem czy production designerem. Są różne metody pracy. Niektórzy artyści nawet na oczy nie widzieli tego reżysera, z którym pracują.

Czyli Tom Tykwer dawał jakieś wskazówki?

– Ja akurat pracowałem z Wachowskimi, bo w przypadku tego filmu były dwie grupy: rodzeństwo zajmowało się trzema historiami, a Tykwer pozostałymi trzema. Każda grupa miała swoich własnych artystów koncepcyjnych. Od Wachowskich otrzymywałem feedback i stosownie do ich propozycji projektowałem i dopracowywałem pewne rzeczy.

©2012 ak-art.net

W „Atlasie Chmur” było co projektować.

– Na film składa się sześć historii i każda z ich wymagała innego podejścia, innego stylu. Było z tym sporo zachodu. Dość długo trwały przygotowania do filmu, bo jest on właśnie przez tę fabułę szalenie skomplikowany. Długo powstawał sam scenariusz, bo już na jego podstawie zastanawiano się, jak to będzie trzeba potem zmontować, żeby stanowiło zgraną całość.

Concept arty tworzy się właśnie chyba głównie dla takich produkcji jak „Atlas Chmur” – fantasy, sci-fi lub horrorów.

– Artystę koncepcyjnego zatrudnia się, kiedy trzeba nadać formę czemuś, czego nie ma – co już nie istnieje albo jeszcze nie istnieje. W przypadku typowych produkcji jak dramaty i komedie, gdzie nie ma jakichś wymyślnych urządzeń czy efektów, czasami zatrudnia się tylko jedną osobę. Tyle wystarcza, by pokazać, jak ewentualnie mogłoby coś wyglądać na planie zdjęciowym pod względem kolorystyki i oświetlenia. Zwykle jednak artyści koncepcyjni nie są tam potrzebni, bo próżno szukać tam rekwizytów, przedmiotów czy światów odstających od rzeczywistości. Jedyny wyjątek to storyboardy, które powstają przy okazji każdego filmu, bez względu na jego gatunek.

Czy komputery nie wyręczają człowieka już w rysowaniu storyboardów?

– Póki co jeszcze nie wyręczają zupełnie, choć rzeczywiście w coraz większym stopniu się je wykorzystuje. To wszystko zależy od filmowca i stylu samego artysty. Reżyserzy i producenci zwykle nie mają wymagań, w jaki sposób mają być wykonane concept arty. Artyści koncepcyjni w przeszłości bazowali na szkicach, na grafice dwuwymiarowej. W tej chwili coraz częściej włączają do tego 3D albo w ogóle wszystko robią w trójwymiarze. Storyboardziści podobnie. Przy „Atlasie Chmur” stały storyboardzista Wachowskich rozrysował wszystkie sceny w starym stylu, za pomocą ołówka. On też pracował z nimi przy wszystkich częściach „Matriksa”, gdzie szkicował ujęcie po ujęciu. Wyszło mu tego tysiące. I to jest jego styl, tak mu się dobrze pracuje, a że Wachowscy są też wielkimi fanami komiksów, to też im się to bardzo podoba. Zresztą jak wysłałem do nich swoje pierwsze projekty, moje najlepsze rysunki zrobione w Photoshopie w formie tzw. digital painting, byli raczej średnio zadowoleni. Poprosili o jakiś inny styl. Zrobiłem kilka szkiców ręcznie i byli zachwyceni, czegoś takiego właśnie potrzebowali. Są bardziej entuzjastycznie nastawieni na te oldschoolowe metody – ołówek, marker na papierze. Ponad połowę prac, jakie wykonałem do tego projektu, powstało w ten sposób. Ale są też reżyserzy jak James Cameron, którzy chcą mieć wszystko na komputerze i najlepiej szczegółowo dopracowane. Szkice u niego muszą być wykończone tak, żeby wyglądały jak na filmie.

©2012 ak-art.net

To czasochłonna robota. Tych szkiców powstaje bardzo wiele, a efektów pracy bezpośrednio nie widać. To, co oglądamy w filmie, stanowi jedynie interpretacje projektów artystów.

– Tak to z reguły wygląda. Spędza się długie miesiące, projektując, dostarczając rozmaite wersje, poprawiając wygląd jednej lokalizacji. Potem przychodzi film i okazuje się, że widać ją na ekranie zaledwie prze chwilę. Tak było właśnie przy „Atlasie”. Przez długi czas projektowałem wraz z innymi artystami jedną lokację i okazało się, że ujęcie trwało cztery sekundy. I to wszystko. Co więcej, często to, co artyści zrobią, nie ma absolutnie żadnego odzwierciedlenia w filmie. Jako że pracują oni w czasie preprodukcji, kiedy film dopiero zaczyna powstawać, nie wiadomo jeszcze dokładnie, jaki wynegocjuje się budżet. Reżyserzy często chcą eksplorować wszystkie możliwe obszary, generują tyle pomysłów, ile tylko się da. Następnie, kiedy zaczynają już zdjęcia, wybierają sobie to, co im najbardziej pasuje. Dlatego też rzadko dopracowuje się na przykład jeden projekt przez dwa tygodnie. Zamiast tego reżyser woli mieć dziesięć różnych, ale mniej szczegółowych. To daje mu większe pole manewru. Z reguły bowiem zaczyna się produkcję filmu z wielkim rozmachem – szczególnie w przypadku filmów science fiction – i takie są też pierwsze koncepty. Potem zostaje określony budżet i czas na produkcję, plany kurczą się i to, co na początku było wielką metropolią, zostaje malutkim miasteczkiem.

W „Atlasie Chmur” chyba zaczęło się z rozmachem i z rozmachem skończyło się.

– Nie w każdym wypadku. Początkowo był na przykład plan, że jedną z lokacji jest futurystyczna restauracja na kilkaset osób. Ostatecznie zostało to zredukowane tylko do bistro. Początkowo wszystko poza kilkoma stolikami miało zostać wygenerowane komputerowo, a koniec końców tak zredukowano wielkość tego miejsca, że wszystko nakręcono na planie.

Rzeczywistość zweryfikowała marzenia filmowców.

– To często niestety ma miejsce. Artyści koncepcyjni za to takich ograniczeń nie mają.

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
-

Endgame – Avengers w komiksach mieli…

W obliczu przyszłorocznego Avengers: Endgame chcemy Wam zaprezentować listę najważniejszych historii, w których drużyna Mścicieli…

Piotr Piskozub
-

Avengers: Endgame – fani MCU tworzą…

Fani MCU tworzą już liczne fanarty do Avengers: Endgame - trzeba przyznać, że niektóre prace…

-

Venom – lubicie, nie lubicie? Za…

Filmowy Venom odniósł duży sukces finansowy i prawdopodobnie możemy spodziewać się drugiej odsłony. Spójrzmy jednak,…

-

Marvel – do kogo należą bohaterowie…

Rok 2018 był niezwykle ważny dla produkcji Marvela. Nastąpiło wiele przełomowych rzeczy, które zmieniły wiele…

Michał Kujawiński
-

Gotham – Pingwin zaraz po morderstwie…

Do sieci trafiło nowe zdjęcie z 5. sezonu serialu Gotham. Przedstawia Pingwina, który według relacji…

Michał Kujawiński
-

Hellboy – wiadomo już, kiedy pojawi…

Jakiś czas temu informowaliśmy, że niedługo pojawi się zwiastun filmu Hellboy. Wiemy już, kiedy to…

Co o tym sądzisz?