Dziewczyny nad wyraz: sezon 3, odcinek 9 - recenzja

Przedostatni odcinek w tym sezonie utrzymuje odpowiednie napięcie i dobrze radzi się z przygotowaniem fabuły pod finał.

Ocena recenzenta:
7/10

Przedostatni odcinek w tym sezonie utrzymuje odpowiednie napięcie i dobrze radzi się z przygotowaniem fabuły pod finał.

Życie głównych bohaterek serialu zaczyna coraz bardziej się komplikować. Nie wszystkie wątki są równie spektakularne, ale w ogólnym rozrachunku odcinek wypada bardzo przyjemnie. Jest niestety kilka utartych już schematów, które odbierają nieco świeżości tej produkcji. Z drugiej jednak strony, dałam się kilka razy zaskoczyć, co zawsze traktuję jako duży plus.

Dużo się dzieje w tym odcinku, ale nie daje się odczuć, by po jego emisji widz był jakoś specjalnie przytłoczony wydarzeniami. Wręcz przeciwnie, zakończenie odcinka, czyli tuż po ogłoszeniu oficjalnych wyników wyborów, pozostawia widzów z gigantycznym pytaniem “co dalej”, a także z uczuciem swoistej ulgi. Przegrana Kat daje gwarancję, że nie odejdzie ona z magazynu "Scarlet" i można się spodziewać jej kolejnych zawodowych sukcesów. Jej przegrana jest dla widzów, a może nawet dla samej Kat, która zaczynała mieć poważne wątpliwości wobec swojej kandydatury, również małą wygraną. Sam wątek jej kandydatury był ciekawy i stanowił nie lada atrakcję w tym sezonie.

Wątek Kat nie dotyczy tylko jej politycznej kariery. Jest w dużej mierze oparty o jej życie miłosne, a dokładniej o Adenę. W tym odcinku Tia stoi zdecydowanie na dalszym planie, a prym przejmuje Adena. I nic dziwnego, bo tak zwana chemią pomiędzy nią a Kat aż iskrzy i wypełnia każdy najmniejszy skrawek ekranu. Niby między bohaterkami nic się nie dzieje i toczą się tylko rozmowy. Ważne, bo ważne, ale pozwalają utrzymać dystans. Okazuje się jednak, że to właśnie ten dystans buduje ogromne napięcie. Ograniczenie kontaktu fizycznego do minimum pozwala obu bohaterkom wyjaśnić swoje wcześniejsze motywacje, wytłumaczyć swoje emocje, popełnione błędy i wyciągnięte wnioski. I te sceny ogląda się tak dobrze, że w momencie, kiedy pojawia się Tia, można odczuć małe rozczarowanie. Tym samym mamy Kat, zaplątaną po uszy w klasyczny trójkąt miłosny, w którym każda ze stron jest dobrym partnerem i pozytywną postacią samą w sobie. Będzie to niezwykle ciężki wybór, który zapewne zostanie podjęty w finale. I obawiam się, że którąkolwiek wybierze Kat, podbije tym serca jednej części widzów, a drugiej je zmiażdży. Na pewno jednak jej decyzja nie pozostanie obojętna dla fanów serialu.

Skoro o wątkach miłosnych mowa, to warto wspomnieć o Jane i Ryanie. A dokładnie o tym, jak głupio twórcy skomplikowali tę dwójkę bohaterów. A dokonali tego w najbardziej bzdurny sposób, czyli zdradę Ryana, podczas jego podróży promującej książkę. Nie ma tutaj nic oryginalnego. Ryan po pijaku całuje poznaną dziewczynę (na szczęście dzieje się to poza ekranem), a potem wraca z podkulonym ogonem do Jane, kajając się bardziej niż bardzo. Nawet nie jest mi tutaj przykro z powodu sytuacji Jane, tylko z samego faktu, że twórcy poszli na taką łatwiznę i totalny brak innowacyjności. Oczywiście, biorąc pod uwagę przeszłość Ryana, temat jego książki, podejście do seksualności itd., można zrozumieć jego motywację. Ba, wydaje się być nawet dość logicznym zabiegiem. Jest to po prostu nie fair wobec Jane, która w tym sezonie przeszła ciekawy rozwój postaci, zwłaszcza pod kątem swojej seksualności. Także w tym konkretnym przypadku jest to spore rozczarowanie.

Nieco lepiej jest, jeśli mowa o wątku jej dziennikarskiego śledztwa, choć i tutaj Jane gra raczej drugie skrzypce. Pamela Dolan zjawia się w "Scarlet", by udzielić wywiadu. Zaprzecza wszystkiemu, co nie ma większego znaczenia, bo i tak chodzi tutaj o jej konfrontację twarzą w twarz z Jacqueline. Na tych kilku minut, te dwie kobiety pochłaniają całą uwagę widzów, a autorytet od nich bijący jest niezaprzeczalny. Nie pada tutaj nawet dużo słów, wszystko to, co najważniejsze, dzieje się niewerbalnie. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych scen odcinka, jeśli nawet nie całego sezonu. Niestety, Pamela nie ma zamiaru czekać, aż magazyn dobierze się do jej skóry. W efekcie konkurencyjne pismo szykuje podobny materiał, pokazujący jednak jej postać w innym świetle, niż planuje to zrobić "Scarlet" w swojej drukowanej wersji. Wobec tego Jacqueline decyduje się oddać artykuł do publikacji online, by ukazał się szybciej i dotarł do większej liczby odbiorców. Tym samym oddaje artykuł, który mógłby widocznie wpłynąć na poprawę sytuacji papierowej wersji magazynu. Brzmi to wszystko skomplikowanie, ale dogląda się to po prostu bardzo dobrze. Buduje to niepowtarzalne emocje, utrzymuje napięcie, wymusza pewien pośpiech. Dodaje wyjątkowości, która rzadko pojawia się w tego typu serialach. Daje też możliwość na przyszłość, by jeszcze bardziej skomplikować losy magazynu.

Najspokojniejszy wątek ma Sutton, której tym razem przypada w udziale bycie opiekunką dla córki Olivera. Tutaj też nie ma większych zaskoczeń, jeśli idzie o ten wątek. Bardziej sztampowo też chyba nie mogłoby już być. Nastolatka unika szkoły, bo ma zdjęcia klasowe, a czuje się brzydka, zwłaszcza w porównaniu z modelkami. Sutton oczywiście to wszystko odkrywa i zabiera ją na spacer pogadankę, by wytłumaczyć, że to, co widzi w gazetach, to fałsz, i powinna kochać swoje ciało takim, jakim jest. Bez cienia wątpliwości chodzi tu przedstawienie pozytywnego podejścia do kobiecego ciała, zwłaszcza w oczach dorastających dziewcząt. O walkę z modowym trendem, by modelki były niczym wieszaki. Chodzi też o edukację najmłodszych, by dorastali w pełnej akceptacji dla swojego ciała. Rzecz w tym, że serial już nieraz o tym mówił i wszystko wskazuje na to, wątek Sutton po raz kolejny będzie szedł w tym kierunku. Zwłaszcza, że Kat i Jane mają służyć jej jako modelki dla jej zaliczeniowej kolekcji. I niby dobrze się to ogląda i jest to jak najbardziej ważne i potrzebne społecznie. Ale też jest dość… przewidywalne? Bez wątpienia buduje to grunt pod finałowe wydarzenia, ale w tym konkretnym odcinku wydaje się być po prostu przyśpieszone i rozpisane trochę po łebkach.

Odcinek jako całość jednak pozostawia po sobie pozytywne wrażenia. Ma swoje małe mankamenty, ale w dalszym ciągu Dziewczyny nad wyraz ogląda się z taką samą przyjemnością jak zawsze. Serial trzyma swój poziom i czyni małe cuda, dla wszystkich tych, którzy borykają się z problemami codziennego życia i szukają motywacji.

Dziewczyny nad wyraz

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV