Przeczytaj w weekend

Faworyta – recenzja filmu

Nigdy bym nie przypuszczał, że historia o konflikcie dwóch poddanych królowej Anny walczących o jej względy może być tak pasjonująca. Przeczytajcie naszą recenzję, by dowiedzieć się, dlaczego.

Ocena recenzenta:
9/10

Nigdy bym nie przypuszczał, że historia o konflikcie dwóch poddanych królowej Anny walczących o jej względy może być tak pasjonująca. Przeczytajcie naszą recenzję, by dowiedzieć się, dlaczego.

Dawid Muszyński

Dawid Muszyński

Tagi:  recenzja 

Władza to narkotyk. Gdy ktoś raz jej posmakuje nie będzie umiał się z nią rozstać. W błędzie są ci, którzy twierdzą, że słabość do niej mają wyłącznie mężczyźni. Świetnie udowadnia to w swoim filmie Yorgos Lanthimos. Postanowił on pokazać historię walki o względy królowej Anny (Olivia Colman) pomiędzy lady Sarą (Rachel Weisz) i nowoprzybyłą na dwór królewski Abigail (Emma Stone), dziewczyną która przez problemy ojca utraciła nie tylko majątek, ale też wszelkie przywileje klasy średniej. Obie panie zrobią dosłownie wszystko, by królowa właśnie je obdarzyła swoją uwagą i miłością. Wiąże się to oczywiście z drogimi prezentami, tytułami, służbą, a niekiedy nawet własną posiadłością i kawałkiem ziemi. Jest więc o co walczyć. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że kto zawładnie sercem królowej de facto rządzi całym królestwem. Anna bowiem jest niezmiernie podatna na wpływy. Łatwo nią manipulować, przekonać do własnych pomysłów i wprowadzenia ich w życie. Na przykład Sarah, wbrew woli przywódcy partii opozycyjnej, napiera na zwiększenie wydatków na wojsko i kontynuowanie wyniszczającej Wielką Brytanię wojny z Francją.

Faworyta ma świetnie napisany scenariusz autorstwa Tony’ego McNamary i Debory Davis. Ich tekst skupia się bowiem na intrygach wewnątrz pałacu. Nie wprowadza nam co chwila nowych postaci historycznych. Ogranicza się do kilku najbardziej istotnych osobistości, dzięki czemu widz nie czuje się zagubiony. I nawet jeśli nie zna historii, i tak z wielką ciekawością obserwuje walkę dwóch frakcji na dworze królewskim. Napisałem frakcji, bo zarówno za Sarą jak i za Abigail stoi jakiś obóz, któremu zależy, by znaleźć się blisko ucha królowej. Każdy ma swój interes do ugrania. Jedynie królowa Anna wychodzi w tej opowieści na osobę pokrzywdzoną. Jest samotna. Nie ma własnych dzieci. I to nie dlatego, że nie chce, ale po prostu nie może. Łaknie więc zainteresowania i miłości od kogoś, kto zechce poznać ją jako osobę, a nie królową. Jest przy tym bardzo dziecinna. Chce by się ktoś nią zaopiekował, powiedział co jest dobre a co złe. Olivia Colman jest świetna w tej roli. Znakomicie potrafi sportretować emocje, jakie targają Anną.

The Favourite jest popisem aktorskim trzech pań: Emmy Stone, Rachel Weisz i wymienionej wcześniej Olivii Colman. Emocje, jakie wkładają w swoje role są niezwykle autentyczne. Widz czuje ich złość, radość czy bezradność. Nie ma w tym filmie sceny, która byłaby źle zagrana, gdzie wyczuwałoby się sztuczność. Wprost przeciwnie. Nienawiść, jaką darzą się postaci księżnej Marlborough i Abigail są niezmiernie autentyczne. Lanthimos znakomicie prowadzi też historię. Zachowuje neutralność w przedstawianiu swoich bohaterek. Nie staje po żadnej ze stron, dlatego widzowi tak trudno jest wybrać stronę konfliktu. Staje się po prostu jednym biernym obserwatorem, jednym z mieszkańców dworu, który stojąc z boku patrzy na wydarzenia i czeka na ich kulminację. Współczuje tak samo każdej z pań - zarówno szarpiącym się za łby poddanym, jak i rozdartej psychiczne królowej. Tu nie ma złych i dobrych. Każdy próbuje ugrać coś dla siebie. Brak tu szlachetności. Jest tylko chęć zdobycia władzy dla własnych korzyści.

Grecki reżyser po genialnymThe Lobster i trochę mniej wciągającym, ale też dobrym The Killing of a Sacred Deer  udowadnia, że potrafi odnaleźć się także w filmie kostiumowym. Faworyta jest produkcją o dużo większym budżecie niż poprzednie filmy Yorgosa, ale nie wpłynęło to na jego styl. Wciąż pozostał sobą, co bardzo w nim cenię. Wypracował swój specyficzny styl i pozostał mu wierny. Faworytajest pełna pięknie sfilmowanych kadrów przy naturalnym świetle albo w blasku świec. Nie czuć w niej natłoku nowej technologii na planie. Wszystko jest tu klasyczne i może dlatego tak zachwyca. Do tego dochodzą perfekcyjnie wykonane kostiumy, dzięki którym czujemy się jak w wehikule czasu, który przenosi nas – widzów do minionej epoki. Całość tworzy istne arcydzieło, z którym warto się zapoznać.

 

Faworyta

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV