Menu
Reklama
Reklama

Recenzja filmu: Hotel Transylwania 2

Ocena recenzenta:6/10

„Hotel Transylwania 2”: Potwory znów bawią – recenzja

Zabawna banda potworów w animacji "Hotel Transylwania 2" przemienia się w babysitterów dla ludzkiego dziecka. Oceniamy.

Pierwszy „Hotel Transylwania” był opowieścią o ponadgatunkowej miłości młodej wampirzycy do nieco fajtłapowatego chłopaka. Część druga – „Hotel Transylwania 2” – jest historią o tym, co z tego wynikło. Animacja rozpoczyna się od ślubu Mavis i Jonathana, potem następują szybkie przeskoki w czasie pokazujące ciążę, narodziny i pierwsze lata życia ich syna, Dennisa, by zatrzymać się tuż przed jego piątymi urodzinami. Jest to data kluczowa – jeśli do tego czasu dziecku nie wyrżną się wampirze zęby, na zawsze pozostanie człowiekiem.

Nie jest to problem dla rodziców, ale dziadek Drac(ula) ma w tej sprawie własne zdanie. Dennis jest jego oczkiem w głowie, ale jednocześnie staruszek pragnie przedłużenia wampirzego rodu. Chce we wnuczku obudzić prawdziwego potwora. W tym celu, razem z mumią, wilkołakiem i resztą ekipy, wyrusza pokazać młodemu najbardziej przerażające miejsca i wydarzenia z własnej przeszłości. Nie obejdzie się przy tym bez masy nieprzewidzianych komplikacji – chociażby takich, że przez długi kontakt z ludźmi sami stali się mniej potworni.

Osoby, które widziały „Hotel Transylwania”, wiedzą już, czego spodziewać się po kontynuacji. Jak w przypadku większości sequeli udanych produkcji, twórcy starali się zachować możliwie dużo i nie zepsuć tego, co działało w pierwszej części. Oczywiście pomysł fabularny jest względnie nowy (z drugiej strony stanowi najprostsze możliwe przedłużenie), ale bazujący na tym samym schemacie rozgrywania odmienności postaci, stawiania granicy pomiędzy ludźmi i potworami – niezależnie od tego, jak umowna jest to bariera w wykreowanych realiach.

Niewiele zmieniło się także w pozostałych sferach. Banda pociesznych i zupełnie niestrasznych potworów nieodmiennie budzi sympatię oraz bawi tym samym zestawem gagów (chociaż kilka nowych w ich repertuarze również się pojawia). W ogóle „Hotel Transylwania 2” wydaje się nieco mniej humorystyczny – co nie znaczy, że poważniejszy – od pierwowzoru. Większość żartów wywołuje niewielki uśmiech na twarzy; ledwie kilka razy można szczerze wybuchnąć gromkim śmiechem.

Hotel Transylwania 2” to klasyczna baśniowa opowieść z morałem mówiącym, że rodzina jest najważniejsza, bliskich należy kochać takimi, jakimi są, i nie należy przekładać własnych oczekiwań oraz ambicji na dzieci. To ostatnie ma zapewne trafić przede wszystkim do rodziców, którzy wybiorą się ze swoimi pociechami na seans.

Film w reżyserii Genndy’ego Tartakovsky’ego to ciepłe i sympatyczne kino familijne, które potrafi momentami rozbawić, ale już niekoniecznie wzruszyć. Rzecz dobra dla chwilowego relaksu, ale w ostatnich latach pojawiły się znacznie ciekawsze animacje dla małych i dużych – chociażby przez samą oryginalność właśnie pierwszy „Hotel Transylwania”. Niemniej sukces finansowy „dwójki” oznacza najprawdopodobniej, że powstanie i trzecia część. Może w niej twórcy – zapewne już bez Tartakovsky’ego – zdecydują się na nieco większą odwagę we wprowadzaniu nowych elementów?

Przejdź do komentarzy (0)
Komentarze