Repertuar kin Nowość Program TV
 

 

 

Ocena recenzenta:
4/10

Johnny English: Nokaut – recenzja filmu

Johnny English: Nokaut to 3. część serii parodiującej szpiegowskie filmy w stylu przygód Jamesa Bonda. Czy warto obejrzeć?

Johnny English: Nokaut to powtórka z rozrywki w dosłownym tego słowa znaczeniu. Tytułowy bohater powraca i w ogóle się nie zmienia, a w zasadzie zachowuje się tak samo, jak w poprzednich częściach. Rowan Atkinson, podobnie jak przy Jasiu Fasoli, stara się nadać głupkowatej postaci uroku budującego sympatię. Jednak w seriach tak to bywa, że na tym etapie English powinien być kimś więcej, niż fajtłapą, która osiąga efekty przypadkiem. A tak nie jest i dostajemy dosłownie tego samego bohatera co poprzednio. Ta wtórność może niektórych widzów zmęczyć, a jeśli ktoś nie przekonał się do Englisha w poprzednich filmach, ten tego nie ma szans zmienić.

To wszystko tyczy się też warstwy humorystycznej, która jest prosta, czasem banalna, ale – ponownie – jak ktoś lubi taki styl Atkinsona prezentowany w poprzednich częściach, będzie się bawić poprawnie. Większość gagów jest typowa, mało odkrywcza i tylko lekko zabawna. Gdyby to nie była trzecia część, być może bawiłoby to lepiej, ale czuć w tym zmęczenie materiału i brak jakiegoś większego pomysłu. Powtarzanie takich samych gagów śmieszy tylko połowicznie. Nie przeczę, że lubię dziwactwa Atkinsona i czasem zaśmiałem się, ale czuć, że to jest marnowanie jego talentu. Stać go na wiele więcej pod względem komediowym, niż twórcy są skłonni to wykorzystać.

W porównaniu do poprzednich dwóch części ta jest porażką pod względem fabularnym. Historia jest pretensjonalna i pretekstowa. W żadnym momencie nie jest w stanie zaciekawić wykonaniem, pomysłem czy choćby podejście do sparodiowania jakiegoś motywu z kina szpiegowskiego. Problem leży w nijakim, nudnym i pozbawionym sensownych motywacji czarnym charakterze. Kiepski, nieciekawy i zbyteczny. Wręcz kreskówkowy w najgorszym tego słowa znaczeniu. A to psuje wrażenie, bo taka fabuła nie jest po prostu warta czasu. Nie ma w niej nic, co by choć odrobinę satysfakcjonowało. A jej banalność i przewidywalność godna jest przeciętnej bajki, a nie kinowego filmu będącego satyrą na kino szpiegowskie.

Rowan Atkinson dwoi się i troi, ale nie ma żadnego wsparcia. Jakimś wyróżniającym się w paru momentach atutem jest Olga Kurylenko, ale to za mało. Zmarnowana Emma Thompson, komicznie kiepski czarny charakter i brak postaci, które w interakcji z Englishem dawałyby pole do komediowego popisu. Ten scenariusz przypomina momentami wymyślanie tego na siłę, by zarobić na popularności marki, ale brak temu serca, by miało to sens i przynosiło satysfakcję.

Znasz ten film?

Oceń, jak Ci się podobał:

0,0

Johnny English: Nokaut to co najwyżej przeciętna komedia skierowana tylko do wielbicieli poprzednich części i filmowej prostoty. Nie przeczę, że ogląda się to w miarę przyjemnie, bo lubię wygłupy Atkinsona, ale wychodząc trochę ponad to, nie mogę nazwać tego nazwać wartą uwagi rozrywką. Po prostu szkoda czasu.

Johnny English: Nokaut

Najlepsze z 24h

Piotr Piskozub
spoilery
-

Punisher – co przegapiliście w 2.…

Chcemy przedstawić Wam listę easter eggów i innych popkulturowych nawiązań, które znalazły się w 2.…

Piotr Piskozub
-

DCEU – lepiej czy gorzej niż…

W sieci pojawiła się galeria grafik koncepcyjnych do różnych odsłon DCEU.

Adam Siennica
-

Oscary 2019: NOMINACJE. Ile dla Polski?…

OSCARY 2019: nominacje dla Polaków budzą niemałe emocje! Które polskie filmy mają szansę na Oscara…

Piotr Piskozub
-

X-Men: Mroczna Phoenix – jeszcze więcej…

W sieci pojawiły się kolejne zdjęcia promocyjne z filmu X-Men: Mroczna Phoenix.

Piotr Piskozub
-

Kapitan Marvel – Ronan, młody Nick…

W sieci pojawiły się kolejne zdjęcia z Kapitan Marvel - widoczni są na nich choćby…

Piotr Piskozub
-

Shazam! – na Billy’ego czekają przerażające…

Reżyser filmu Shazam!, David F. Sandberg, zaprezentował w sieci nowe zdjęcie z produkcji.

Co o tym sądzisz?