Kroniki Times Square: sezon 3, odcinek 2 - recenzja

Serial Kroniki Times Square nigdy nie opowiadał nam zbyt słodkich historii, ale teraz zrobiło się aż nazbyt smutno. Nie da się oprzeć wrażeniu, że kończy się coś ważnego, a w miejsce tego pojawia się zupełnie nowa rzeczywistość.

Ocena recenzenta:
8/10

Serial Kroniki Times Square nigdy nie opowiadał nam zbyt słodkich historii, ale teraz zrobiło się aż nazbyt smutno. Nie da się oprzeć wrażeniu, że kończy się coś ważnego, a w miejsce tego pojawia się zupełnie nowa rzeczywistość.

UWAGA: TEKST ZAWIERA SPOILERY!

Wciąż z ciężkim sercem obserwuje się losy Eileen i Lori, które tak usilnie walczą o swoją godność. Ta pierwsza przepracowała już osobiste niepokoje związane z zawodem, którym się para. Dzięki temu może swobodnie rozmawiać o pornografii i prostytucji, nawet z mężczyzną, na którym jej zależy. Nadal jednak nie może wykazać się twórczo w swojej branży, ponieważ nie jest w stanie przezwyciężyć istniejących tendencji. Lori natomiast ma już dosyć ciągłego pogardzania na planie filmowym. Niestety, w podobny sposób traktowana jest również poza nim. Sytuacja ją mierzi, ale jak na razie nie potrafi się z niej wykaraskać. Obie panie więc wciąż uwikłane są w biznes, który je niszczy i odbiera godność. Co gorsza, światełka w tunelu nie widać. W obliczu ciągłych zmian społecznych sytuacja kobiet w branży porno nie zmienia się, co nie nastraja optymistycznie.

Pesymistyczny wydźwięk ma również zaczynająca zbierać żniwo epidemia AIDS. Ofiarami padają prostytutki i narkomanki, które od zawsze były wykorzystywane przez mężczyzn. W bieżącym odcinku umiera pierwsza znacząca dla fabuły serialu kobieta, a my po raz kolejny musimy zastanowić się nad smutnym losem kobiet. Co ciekawe, to właśnie Kroniki Times Square, a nie Opowieść podręcznej, zmusza do refleksji na ten temat i prezentuje bardziej sugestywny obraz szowinistycznego reżimu. Podczas gdy adaptacja powieści Margaret Atwood wpada w pretensjonalne tony, tutaj jesteśmy bombardowani brutalną rzeczywistością, co działa jak należy.

Kroniki Times Square to oczywiście nie tylko kobiety, ale również przechodzący metamorfozy biznes porno, rewitalizacja Nowego Jorku i zwykłe życie ludzi pracy. Każda historia prowadzona jest w ciekawy sposób i wszystkie z nich mają coś do zaoferowania widzowi. Wchodzące do szerokiej dystrybucji amatorskie porno to dla ówczesnej branży coś nietypowego. Zarówno kura znosząca złote jajka, jak i duże zagrożenie dla skostniałych struktur. Obserwujemy narodziny nowego trendu, a Kroniki Times Square wprowadzają nas miarowo w tematykę. Przewodnikiem po tym dziewiczym lądzie jest Frankie Martino, który wreszcie znajduje się na pierwszym planie.

Bracia mają duże problemy. Od początku serialu symbolizują oni przedsiębiorców, którzy starają się związać koniec z końcem w brudnej rzeczywistości Times Square. Podczas gdy Frankie dość nieudolnie stawia kroki w branży, Vincent zmaga się z mafią oraz nadgorliwą policją. Ciężko prowadzić biznes w świecie pełnym układów i układzików. Na topie znajdują się teraz maklerzy z Wall Street. Wśród tych wątpliwie moralnych panów bryluje Joey, syn Bobby’ego. W postać tę wciela się Michael Gandolfini. Warto zwrócić uwagę na tego chłopaka – to zdecydowanie wschodząca gwiazda Hollywood. Już niedługo zagra młodego Tony’ego Soprano, a w Kronikach Times Square jego wątek jest coraz bardziej znaczący.

Bieżący odcinek to nie tylko ponure historie. Aż miło popatrzeć na kwitnące uczucie pomiędzy Eileen i Hankiem. Co więcej, kobieta pozostaje szczera zarówno sama ze sobą, jak i ze swoim partnerem. Jej otwartość popłaca, ponieważ Hank (Corey Stoll) nie odrzuca Candy, a wręcz przeciwnie – jest nią coraz bardziej zaintrygowany. Wątek ten jest niezwykle ważny dla fabuły serialu. Eileen pozostaje sobą i zdobywa akceptację ważnej dla niej osoby. Nie musi zatajać życia, które jest przecież częścią niej. Może o tym mówić otwarcie, nie wywołując zgorszenia. Wynika z tego, że nie jest skazana na życie na marginesie. Sytuacja zupełnie odwrotna do tego, co spotyka ją na co dzień podczas pracy nad kolejnymi projektami. Czyżby Candy miała szansę wyzwolić się i dzięki swojej sile oraz zdecydowaniu odnaleźć szczęście, nie rezygnując z części siebie?

Kroniki Times Square wciąż trzymają poziom. Ten sezon jest równie dobry, jak poprzednie, jeśli nie lepszy w niektórych segmentach. To nie jest serial, gdzie pierwsze skrzypce gra gigantyczny budżet. Najistotniejszy jest perfekcyjnie dopracowany scenariusz, a omawiany odcinek jest tego najlepszym dowodem. Ze świeczką szukać we współczesnej telewizji tak precyzyjnie prowadzonej fabuły.

Źródło: zdjęcie główne: HBO

Kroniki Times Square

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV