Najlepsze momenty w historii Teorii wielkiego podrywu

Już w środę 19 października na Comedy Central rozpocznie się emisja 10. serii Teorii wielkiego podrywu. To dobra okazja na przypomnienie sobie, za co pokochaliśmy przygody nietuzinkowych naukowców (oraz ich drugich połówek).

Już w środę 19 października na Comedy Central rozpocznie się emisja 10. serii Teorii wielkiego podrywu. To dobra okazja na przypomnienie sobie, za co pokochaliśmy przygody nietuzinkowych naukowców (oraz ich drugich połówek).

Mateusz Tutka
Mateusz Tutka

Pierwszy odcinek The Big Bang Theory zadebiutował w telewizji 24 września 2007 roku. Na dziewięć obecnie wyprodukowanych sezonów składa się 207 odcinków, których oglądalność w USA znacznie przekracza 10 milionów widzów (a zdarza się od czasu do czasu zbliżać do 20). Już przytoczone tu statystyki robią wrażenie i pokazują, że The Big Bang Theory to fenomen wśród obecnie emitowanych seriali (nie tylko komediowych), warto więc powspominać najlepsze momenty. Zapraszam na ich subiektywny wybór.

Shelbot

Przez 10 lat Sheldon Cooper zdążył się dać poznać jako osoba stroniąca od kontaktów z ludźmi i uważająca się za geniusza, którego strata byłaby dla ludzkości nie do odżałowania. Shelbot to jego najciekawszy pomysł na przedłużenie życia, by jego świadomość dożyła czasów, w których będzie można ją wgrać w ciało robota. W tym celu zmienił dietę i ograniczył kontakt z ludźmi poprzez skonstruowanie mobilnego urządzenia do wizualnej prezentacji. Wciąż jestem pod wrażeniem.

Bazinga w kulkach

A tutaj znowu Sheldon (cóż poradzić, to przecież największa gwiazda tej produkcji, przynajmniej pierwszych sezonów) i najlepsza bazinga w historii serialu. Klasyczne żarty doktora Coopera zawsze są oczywiście niesamowicie wyszukane i niespodziewane, ale w tym wypadku ból brzucha gwarantowany. Momenty, w których zachowanie tej postaci odchodzi od typowości, przeważnie wychodzą niesamowicie dzięki świetnej grze aktorskiej Jima Parsonsa oraz inności i lekkości w porównaniu do codziennego zachowania uwielbianego doktora. Nie inaczej było tutaj. To po prostu trzeba zobaczyć.

Howard i awaria mechanicznej ręki

Howard przed ustatkowaniem się nie był może zupełnie inną postacią niż obecnie, ale – ze względu na desperację związaną z szukaniem drugiej połówki – o wiele barwniejszą, a moment, gdy Wolowitzowi „psuje się” mechaniczna ręka, jest tego najlepszym przykładem. Reakcja Raja i Leonarda również wyszła świetnie, bo powiedzmy sobie szczerze, każdy na ich miejscu najpierw robiłby sobie z poszkodowanego żarty. Howard i ręka robota to jeden z najbardziej kultowych wątków The Big Bang Theory.

Sheldon śpiewający Wlazł kotek na płotek

Znów wracamy do Sheldona, ale teraz do pomocy ma Penny, czyli obserwujemy jeden z najlepszych duetów (o ile nie najlepszy) opisywanej produkcji. Wlazł kotek na płotek już na zawsze będzie mi się kojarzył właśnie z tą dwójką. O ile uwielbiam, gdy to obiekt uczuć Leonarda zajmuje się chorym doktorem Cooperem, to mimo wszystko odcinek, w którym to on zajmuje się Penny, uważam za jeden z najlepszych w historii serialu. Głównie za wykonanie właśnie tej prostej piosenki przez naukowca, bo wtedy produkcja była na tym etapie, gdy Sheldon nie uzewnętrzniał swoich emocji względem ludzi.

Świąteczna rozgrywka w D&D

Odcinki, w których bohaterowie grają w D&D, należą do najlepszych w serialu. Na początku zastanawiałem się, czy nie umieścić w zestawieniu Howarda naśladującego Ala Pacino, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdziłem, że to jednak Leonard jako Mistrz Gry zrobił na mnie większe wrażenie. Głównie dlatego, że jego rozgrywka tematycznie nawiązywała do świąt, a ja do dziś uwielbiam scenę, podczas której Howard, Stuart i Sheldon odgrywają na dzwonkach melodię świąteczną, by opuścić most. Odcinek bardzo zachęca, by osobiście spróbować przekonać się do D&D.


Teoria wielkiego podrywu

Strony:
  • 1 (current)
  • 2

Źródło: fot. materiały prasowe

Co o tym sądzisz?

Porównywarka VOD Nowość Repertuar kin Program TV